POLKA NA EMIGRACJI WŚRÓD WŁOCHÓW

5 sposobów, aby przeżyć początki na emigracji – moja recepta na dobry start

Początki emigracji we Włoszech? Osobiście gdybym miała do nich wrócić, to wolałabym komuś zapłacić żeby od takich powrotów zabrał mnie jak najdalej. Przyznaję, nie zaliczam tego okresu do największego koszmaru, ale nie ukrywam też, że nie zawsze było wygodnie. Było czasem bardzo źle. Lubię mój luksus, który mam teraz. Bo to jest luksus – ulga, którą czujesz, gdy w końcu coś, co kiedyś stanowiło mega wyzwanie i powodowało ogromny stres, dzisiaj płynie gładko niczym strumyk z wolna.

 

Stwierdzam, że gdybym jednak cofnęła się w czasie, to fajnie byłoby wiedzieć o pewnych rzeczach. Poza tym często mnie o to pytacie, a kto ja nie ja chętnie podzieli się doświadczeniem?

 

1.Nie sugeruj się

To jest tak trochę jak z tą ciążą w kolanie. Albo jak z przeziębieniem, które niesie ze sobą poważne schorzenia, zwykle śmiertelne. Bo w Internecie jak czytam to wszystko jest śmiertelne. Wiecie od kataru do nowotworu, albo od łupieżu do poważnej choroby genetycznej. Wszystko kurwa stanowi zagrożenie życia. Nie wchodzę w temat ciąż, bo mnie to nie dotyczy, ale te dziewczyny w 3 miesiącu tak się właśnie katują duperelami, co jakiś pseudo specjalista pod bardzo ważnie brzmiącym nickiem wypisuje na forum. W zasadzie to w każdym miesiącu one się katują. Boziu, idź do specjalisty z krwi i kości. Nie patrz w to pudło.

A emigracja? No jak! Śmiertelna, z tym wyjątkiem, że występuje pod trochę innym synonimem. Synonimem słowa NIE. Emigracja to ogólnie niewypał. Tysiące ludzi miesięcznie trafia do mnie na bloga, bo właśnie chce emigrować do Włoch. Każdy szuka informacji o tym czy warto, jak z pracą, jak zarobki, jak Włosi, jak to, jak tamto. Nie dziwię się, bo to przecież oczywiste, że wszyscy chcą się jakoś przygotować. Problem polega na tym, że na takich forach czy grupach (w zwykłych codziennych rozmowach też) taki biedny, poczciwy kurczak zadaje pytanie np. o pracę, a w zamian otrzymuje falę gnoju i smrodu. Nie warto. Nie jedź. Jest strasznie. Nie ma pracy. Zostań w Polsce, albo jedź gdzie indziej. Najlepiej to już dziś strzel sobie w głowę, bo tu w tym kraju od czasów ery kamienia łupanego się nie układa. Wysokie podatki. Sratki. Nie marnuj się, nie próbuj, siedź w chacie, z takim doświadczeniem to zawojujesz świat na drugim końcu świata, ale nie tutaj. Drogo. Do dupy. O matko, powodzenia z mężem Włochem. Lepiej szukaj dobrego adwokata od rozwodów.

Kurwa.

To mnie tylko zawsze zastanawia, że ci mędrcy z baśni 1000 i jednej nocy mają tak okropnie w miejscu, gdzie mieszkają, że z tej zgryzoty zupełnie zapomnieli kupić sobie bilet powrotny do miejsca, w którym będzie im lepiej?

Nie czytajcie takiego biadolenia. Nie sugerujcie się tym co tam paplają inni i po prostu róbcie swoje. Jeżeli nie spróbujesz to nigdy nie przekonasz się czy było warto. Zawsze możesz wrócić, zawsze ktoś będzie na ciebie czekać, zawsze będzie dla ciebie miejsce. Przecież Polska się ciebie nie wyklnie! Nie masz nic do stracenia, oprócz tego, że jeśli nie spróbujesz to kiedyś możesz bardzo żałować, że nie spróbowałaś.

Nigdzie nie jest idealnie. Czy w kraju, czy za granicą. Wszystko ma swoje ALE.

Też miałam swoich doradców z dupy, którzy lubili mi doradzać zwłaszcza w kwestii doboru partnera. Kochana za rok przyjedziesz z beksą do Polski, bo przecież wiesz jacy są Włosi…

No jacy?

A tym czasem prawie 6 lat razem jak jeden dzień. Lepiej dajcie mi namiar na jakiś salon sukien ślubnych, bo do maja 2020 muszę się wyrobić 😉

 

2.Ruszaj się!

Serio. To nie są słowa zerżnięte od Ewy Chodakowskiej, tylko mądrość nabyta. Z autopsji rzecz jasna. W dzieciństwie wszyscy mówili mi, że ruch to zdrowie, że ruch jest ważny i potrzebny, bo przecież ruch wpływa na ładną postawę i równe łopatki. Potem, gdy przyszedł kolejny etap w życiu, w którym dziewczynki nie chciały być już dziewczynkami, teoria ruchu zamieniła się w płaski brzuch, wysoko uniesiony tyłek i chudość, która powinna być wypadkową tego ruchu. Albo raczej- być jego celem. I tak  tym dziewczynkom prało się mózgi, aż wszystkie chciały być chude i akceptowane przez społeczeństwo. Chciały się podobać. Bo wyłącznie chude jest ładne. Szkoda, że mało mówiło się o tym, że ruch to po prostu radość, dodawacz dobrej energii, sposób na spędzanie czasu z ludźmi (którzy od nadmiaru endorfin, spowodowanych aktywnością są pozytywnie nakręceni) i sposób na poznawanie ludzi! Szkoda tylko, że nikt nie mówił o tym, że ruch to akumulator adrenaliny, idealnie oczyszczający umysł, sposób na lepsze samopoczucie i killer stresu, a NIE (jak robi większość) powód do stresowania się, bo waga jeszcze nie zeszła w dół na tyle, na ile powinna.

Tylko wszystkim dupa w głowie. Ta dupa też przyjdzie, spokojnie, ale zacznijmy najpierw od początku, czyli od głowy. Bo zdrowa głowa na emigracji to klucz do spokojnego i satysfakcjonującego życia gdziekolwiek cię poniesie.

I piszę wam tak o tym ruchu, bo właśnie dla mnie na początku emigracji był on zasadniczy. Ba! Często ratował mnie w sytuacjach największego doła mentalnego i zwyczajnie dawał kopa, abym mogła się podnieść. Wcale nie potrzebowałam do tego Powerad’e (haha – moje suchary)!

Emigracja to nie wakacje, no może oprócz pierwszego miesiąca zapoznawczego temat, w którym poruszasz się jeszcze jak dziecko we mgle. Gdzieś z tyłu głowy, ten mały nikczemny głosik przypomina ci jednak o tym, że heloł amore, czas np. rozglądać się za pracą? Wiecie, czas leci, a ty ciągle stoisz w miejscu i nie wiesz od czego zacząć. Nie wiesz do kogo się zwrócić. Nie umiesz się komunikować. Otaczający ludzie nie potrafią, a niektórzy nawet NIE CHCĄ cię zrozumieć. I tak zaczynasz się nakręcać. Zadręczać, czasami całymi dniami. Pomimo tego, że może i masz tam kogoś obok siebie, jakąś koleżankę czy partnera, to i tak jesteś sama w podejmowaniu decyzji o sobie, stąpająca po nieznanym zupełnie gruncie.

 

A w samotności myśli się najwięcej i najgłębiej analizuje się każdą, najmniejszą pierdołę.

 

Czarne myśli dotykają każdego z nas i z tymi cholerami trzeba umieć sobie po prostu radzić. Niewiadoma zawsze będzie straszyć, ale strach ma tylko wielkie oczy, jak ktoś kiedyś mądrze podsumował.

Ruszaj się! Idź na spacer, pobiegaj. Ja na początku skakałam przed Chodakowską w domu, gdy nie miałam kasy na abonament do normalnej siłowni. Poćwicz w parku, cokolwiek. Teraz jest przecież cała masa aplikacji, wspierających aktywność fizyczną, że aż nie nadążam z aktualizowaniem siebie samej w temacie. Wybierz to, co najbardziej ci odpowiada.

Podczas mojego biegania w Parco Sempione zawsze wpadam na najlepsze pomysły. Adrenalina na siłowni podnosi mi się do takiego stopnia, że czuję, że mogę góry przenosić. Nasze ciało i umysł to są zajebiście inteligentne kreatury, które wyśmienicie się synchronizują, dlatego efekt jest właśnie taki – przychodzi moment pełnego oczyszczenia i chęć na więcej. Samotność potrzebuje kopa z energii, bo inaczej zwraca nas w tę drugą stronę.

 

Swoją drogą temat samotności zostawię na inny wpis, bo to ciekawy argument, który ma też wiele pozytywnych aspektów. Wszystko zależy od kontekstu.

 

Najlepsza wypadkowa jaka może się tobie przytrafić podczas zwiększonej aktywności fizycznej jest taka, że ruch wejdzie ci w krew na dobre. Chuda dupa to efekt uboczny, bo no właśnie ja piszę o ruchu nie w kontekście idealnej sylwetki tylko jego pozytywnego wpływu na nasze samopoczucie. To rewolucja mentalna, którą trzeba sobie zaaplikować na stałe.

Dzisiaj nie wyobrażam sobie tygodnia bez treningu i zawsze znajdę na niego czas. I choć mam fałdę na brzuchu to i tak macham ręką, bo za bardzo lubię pizzę. Poza tym kto wam będzie pisać o knajpach w Mediolanie i Italii? Wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Wszystko jest kwestią priorytetów.

 

3.Wyjdź z domu

No właśnie. Wyjdź do ludzi. Nie siedź sama w chacie. Ta wskazówka bardzo dobrze smakuje z punktem drugim.

Siedzenie w domu i użalanie się nad własnym losem to takie ciche zaproszenie na aperitivo z depresją. Okropna sprawa – wiem, co mówię. No chyba, że wolisz posiedzieć w domu, ale w towarzystwie teściowej. A może macie już na tyle fantastyczną relację, że można. Jak tak – to sorry – wypijcie kawunie i pogadajcie o tym jak jej syn, czyli twój ukochany w dzieciństwie biegał na golasa w ogródku nad jeziorem. I niczego się nie wstydził. A jeżeli naprawdę jest wyśmienicie między wami to mogę tylko pogratulować.

Ja właśnie taki wybór miałam: albo wyjść, albo posiedzieć z nią w domu i pooglądać pierścionki na wyprzedaży w telezakupach mango. To nie o to chodzi żeby źle się nastawiać, ale początkowo takie sytuacje wprowadzają atmosferę zażenowania i (mówię za siebie) dyskomfortu. Mnie było niewygodnie, dlatego uciekałam i zawsze wychodziło na dobre. Nota bene o mojej teściowej pisałam tutaj.

Z resztą czy z teściową czy bez, wyjście z ukrycia jest ważne żeby odważyć się, żeby powęszyć nowy teren i pobyć wśród ludzi. A jeszcze lepiej tych ludzi zwyczajnie zacząć sobie poznawać. Bo wierzcie mi lub nie – życie w totalnej samotni przez kilka miesięcy, w obcym kraju nie należy do wysoko rekomendowanych. Poza tym, jak sama nie zaczniesz szukać sobie towarzystwa, to towarzystwo na pewno nie będzie szukać ciebie. Musisz tym znajomościom trochę pomóc i nie czekaj na boską opatrzność, bo ta w tym wypadku ma wysoki iloraz zobojętnienia. Ludzi, którzy jadą na tym samym wózku jest naprawdę wielu, tylko trzeba chcieć szukać i wyjść z inicjatywą. Oni potrzebują dokładnie tego samego co ty, więc na pewno się dogadacie.

Warto zapisać się na kursy języka dla cudzoziemców, popatrzeć czy w okolicy nie są organizowane jakieś spotkania czy imprezy. Jest przecież tyle grup tematycznych na fejsiku, które otwierają świat jednym kliknięciem. Rozwiązania leżą nam u stóp.

 

4.Znajdź zajęcie

To tak wszystko ładnie się ze sobą przeplata, że aż miło. Ten pierwszy emigracyjny okres stagnacji i stawianie pierwszych kroków jest idealną okazją do robienie tak zwanego: zawsze chciałam to robić, ale nigdy nie miałam na to czasu. Czas można znaleźć zawsze, wszystko zależy od tego, jak bardzo tego czegoś chcemy. Ale! Teraz macie tego czasu dużo i można go naprawdę w sposób produktywny wykorzystać. Chcesz uczyć się gotować – zakupy i via! Zawsze chciałaś przeczytać wszystkie książki z biblioteczki – jest okazja. A może jara cię robienie origami lub szydełkowanie? Wolontariat? – proszę bardzo! Daję dużą szansę na to, że znajdziecie w sobie ukryte talenty albo zajawki, które tkwiły gdzieś tam głęboko pod powłoką, ale nigdy nie dawały znaku życia. To są zaskakujące odkrycia, a jeszcze fajniej poznawać siebie od zupełnie nowej strony.

 

5.Bądź cierpliwa

Przyznajmy to. Szczerze. Tak z ręką na cycku. My – Polacy mamy niski indeks akceptowalności słowa cierpliwość, zarówno w odniesieniu leksykalnym, jak i emocjonalnym. Już samo słowo cierpliwość podnosi nam ciśnienie, a co gorsza jak wcielimy je w życie codzienne. Mamy też mały próg tolerancji dla opóźnień, co owszem nie oznacza, że wszyscy jesteśmy super punktualni. Generalnie, gdy coś nie idzie po naszej myśli to bardzo łatwo nas wkurwić. Albo o! Najgorzej to jest wtedy, gdy jesteśmy głodni. No nie mówcie, że nie? Ja, mam ochotę rozszarpać wszystko i wszystkich dookoła! Lepiej nie podchodzić do mnie bez kija, choć i tak już się wyrobiłam i potrafię wytrzymać – z wygłodniałej hieny zamieniłam się w puchatą, ospałą koalę. Po prostu przeskakuję z fazy pierwszej od razu do fazy trzeciej. Znacie te fazy? Faza 1- hmm, coś bym zjadła, lekkie poczucie głodu. Faza 2 – zaraz nie wytrzymam, dajcie mi jeść, szaleństwo w oczach. Faza 3 – już mi wszystko jedno. Samokontrola w przypadku naszego społeczeństwa nieco kuleje, ale właśnie emigracja jest do tego idealna żeby nad tą samokontrolą trochę popracować.

Po prostu nie siedź (w domu też) i nie licz, nie analizuj ile miesięcy, dni czy tygodni spędzasz bezczynnie. Ile miesięcy potrzeba na naukę języka. No jak jeszcze długo. Przecież ktoś zrobił tak i wyszło, a ty masz srak. Na każdego przyjdzie moment, każdy ma swoją chwilę tylko CIERPLIWIE na tę chwilę musisz poczekać. Oczywiście działając, bo nic nie spada z nieba. Na drodze stają okazje, które po prostu trzeba wykorzystywać.

 

Emigracja to lekcja prób powtarzalnych do skutku i zanim dotrzesz do celu na twojej drodze stanie mur, za którym stoi kolejny mur.

 

Nie istnieje czas operacyjny na realizowanie poszczególnych akcji. Może znajdziesz pracę w miesiąc, a może znajdziesz ją za pół roku. Trzeba wziąć wszystko pod uwagę i po prostu być CIERPLIWYM.

 

 

A potem przyjdzie taki moment, że jeszcze z tego wszystkiego będziesz się śmiać.

Będzie dobrze.

Dodaję otuchy i  motywacji!

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply