MEDIOLAN WŁOSI WŚRÓD WŁOCHÓW

10 oznak, że masz coś w sobie z Włoszki, pfu! Z sciury milanese!

włoska kobieta mediolan

Kilka lat temu pisałam taki wpis o tym jakie są Włoszki. Wracając do tego odcinka myślę sobie, że tamte wrażenia do dziś są dla mnie aktualne. W dalszym ciągu zgadzam się ze wszystkim co wtedy napisałam, może za wyjątkiem stwierdzenia, że Włoszki są stylowe. W sensie – one są stylowe, ale zależy o których Włoszkach rozmawiamy.

 

Obserwuję je z niekrytą fascynacją i dużą sympatią. Śmiem twierdzić, że włoskie kobiety Mediolanu wyróżniają się na całej szerokości, jak i długości kraju buta. Wiecie, one rozsiewają jakąś taką aurę, której nie spotyka się u kobiet w Toskanii, Rzymie, na Sycylii, czy w Apulii. To są tak różne od siebie klimaty. Na pierwszy rzut oka zupełnie niezauważalne. Nikt im nie odbierze umiejętności dobierania fatałaszków, stylizowania włosów, jakiejś takiej ogólnej ogłady i po prostu stylu bycia. To jest właśnie to coś, co sprawia, że nazywa się je typowymi milanese lub w pewnym wieku sciurami. A kto z Was jeszcze nie wie kim jest sciura, to niech szoruje na mój Facebook (kilk) i tam w każdą środę odkrywa piękno tego ludzkiego zjawiska. 

 

 

Bo sciurą, czy tam la milanese można się po prostu stać. Nie myślcie czasem, że ja przez przypadek na kogoś się lansuję. Mam swój własny styl i zawsze go miałam, ale coś w tym jest, że mieszkanie w Mediolanie sprawiło, że sciurową milanesowością nieco przesiąknęłam. Tak się dzieje z wieloma kobietami, które zagrzewają w tym mieście miejsce na dłużej. Moja neapolitańska szefowa z radością Wam to potwierdzi.

 

Lubię przyglądać się kobietom. Może to moja robota w branży kosmetycznej, może to moja solidarność gatunku. Kto wie. Myślę, że każda z nas ma w sobie coś z la milanese. 6 lat zajęło mi ich obserwowanie. Chodźcie, przekonajcie się ile macie z nimi wspólnego.

 

1. Pieniądze na ubrania lubisz wydawać mądrze i….sprytnie

Nie myślcie, że one wszystkie chodzą tylko w Guccim i Louisach Vuittonach. La milanese posiada wyuczony spryt odpowiedniego dobierania ubrań, tak żeby na pierwszy rzut oka wyglądało dobrze i ekskluzywnie. Na dobrą torebkę, świetnej jakości buty, czy płaszcz la milanese potrafi wydać kilka stów więcej, co nie oznacza, że jej szafa opływa tylko w kaszmir i wysokiego sortu len. Chodzi o to żeby wydawać mądrze – nie przeginać, a przy tym osiągnąć maksymalny efekt. Kilka fatałaszków z sieciówek i poliestrowy szal nikomu krzywdy nie robią. Zawsze można powiedzieć, że na jedwab ma się alergie.

 

 

2.Kupujesz ręcznie robioną biżuterię od przyjaciela – mistrza rękodzieła

Wdawałam się już w takie smol-toki z sciurami milanese i myślę, że każda z nich opowiedziała mi historię swoich kolczyków w kształcie łabędzi, czy jakiejś skomplikowanej figury geometrycznej zawieszonej na szyi. Wystarczy zagaić, a wtedy dzieje się magia opowieści. Sami wiecie, że efektowne dodatki to kolejny minimalny wysiłek i maksymalny efekt. Więź la milanese ze sztuką szeroką pojętą jest bowiem ścisły. I właśnie ta więź jest wyrażana chociażby poprzez zakupy u rękodzielnika, który koniec końców staje się sciurzym przyjacielem. A jak nie u przyjaciela, to wystarczy w trakcie wakacji wybrać się na jakiś letni bazar z różnymi świecidełkami – la milanese czuje się tam jak ryba w wodzie, o czym jest oczywiście skłonna donieść światu.

 

 

3.Nie lubisz, gdy ktoś zwraca się do Ciebie na Pani

W Polsce bezpośrednie przechodzenie na TY uchodzi za brak szacunku, w Italii wręcz przeciwnie. Choć myślę, że w naszym kraju pomału zaczęliśmy się w tej kwestii luzować. Nieważne ile lat ma nasza milanese, czy jest milanese, czy już weszła w stadium sciury milanese (rozpoczynający się po 60-tym roku życia). Wystarczy zwrócić się na signora (pani) do naszej milanese, aby powietrze na chwilę stężało. Jakoś tak wiecie – atmosferka nagle sztywnieje, choć rozmowa dalej płynnie się toczy. Każda la milanese i sciura w głębi serca (pomimo wieku) chce być wciąż traktowana jak równa kumpela bez wiekowych barier, podkreślających jej datę urodzenia.

 

 

4.Malujesz paznokcie na 3, no może 4 kolory

Paznokciowe trendy u la milanese nie należą do skomplikowanych. Obsługa w salonach urody w tym mieście może odetchnąć z ulgą w kwestii doszkalania się z zakresu nail artu – można przyoszczędzić. Jakieś sweterki, marmurki, syrenki? Che cosa? Milanese wyznaje cztery kolory. Zwykle jest to: czerwień, czerń, mleczny, prawie transparentny odcień niepokalanej czystości i prostoty oraz nieodłączny rouge noir – uchodzący za szczyt elegancji i absolutny must na chłodne pory roku. 

 

 

5.Domowe imprezy organizujesz w postaci bufetu 

La milanese to nie jest typ włoskiej mammy, która spędza pół życia w kuchni, w oczekiwaniu na potomstwo, wpadające na weekend z północnej części Włoch. La milanese nie ma czasu na skomplikowane receptury, wymagające 20 różnych etapów przygotowania. W najlepszym wypadku możecie liczyć na gotowego już BonRolla, wrzuconego do piekarnika na 40 minut. Ot, cała robocizna. La milanese wyznaje imprezy w postaci bufetu, najlepiej aperitivo. Jeszcze lepiej, gdy sami coś ze sobą przyniesiecie.

 

 

6.Szukasz miejsc innych niż wszystkie

La milanese to osobowość idąca pod prąd. Uwielbia myszkować, szukać nowych adresów. Sprawdzać lokejszyn, które pozwolą jej poczuć się tak, jakby w jakiś cudowny sposób znalazła się w innym miejscu, choć – w tym wypadku – wciąż znajduje się w Mediolanie.

 

 

7.Nosisz pofalowane prostownicą tudzież lokówką włosy lub inwestujesz w shatush/ colpi di sole

La milanese ma to do siebie, żeby nosić włosy przynajmniej średniej długości. Zwykle zakręca je zgrabnie na prostownice tudzież lokówkę, tworząc przyjemne, bardzo kobiece fale. Tym morskim inspiracjom towarzyszą zwykle colpi di sole (pasemka) lub shatush, czyli efekt ombre. I niech Wam się nie wydaje, że każda milanese ma cierpliwość uskuteczniania technik fryzjerskich o poranku przed własnym lustrem. To są spryciule. Zapamiętajcie to. La milanese nie powstrzyma nic przed wizytą u fryzjera tuż przed pracą bądź w jej trakcie. Pamiętam też taką scenkę, gdy siedziałam w kawiarni, spoglądając przez szybę na salon fryzjerski. Promozione piega – 15€ [promocja na podkręcenie włosów]. I tak jedna po drugiej, jedna po drugiej. Wchodziły i wychodziły, kopiuj/wklej. Opcje są dwie: albo były to aspirantki la milanese, albo były to prawdziwe zakorzenione le milanesi. Prawdziwa sciura bowiem, nie zdradza swojego fryzjera fisso, na rzecz gorszych jakościowo rozwiązań. No chyba, że tam jest jakość to wtedy tak – tu znowu chodzi o spryt.

 

 

8.Nadużywasz słowa chic lub too much

Chic to takie słowo milanese, które każda la milanese niewidzialnie wytatuowała sobie na ramieniu. Chic jest bycie vege, chic jest możliwość ratowania świata poprzez ochronę środowiska i zwierząt. Chic są rzeczy stare i niechciane, przeistoczone w nowe i super-użytkowe. Chic jest bycie green. Określenie green w kontekście stylu życia zresztą też jest chic. Może być też ewentualnie chiccheria [szikeria], lecz wiadomo – wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Bo wszystko to, co leży poza granicami wyznaczników strefy chic jest już too much.

 

 

9.Polujesz na okazje 

Prawdziwa la milanese wie dokładnie gdzie szukać okazji. Event promujący nowe lancio serum od jakiejś znanej marki kosmetyczne? Bang! La milanese już tam jest, wie dokładnie gdzie się udać, aby wypróbować to cudo i przemyśleć jego zakup później. La milanese żyje takimi gratisami. Wszystkie mediolańskie friends & family organizowane przez kosmetyczne korporacje i domy mody, wyprzedające kosmetyki i wdzianka za pół ceny? La milanese ma odpowiednie kontakty żeby załatwić sobie wejście, zarezerwować torebkę czy parę butów, po którą przyjdzie w trakcie wydarzenia. La milanese na wszystkie promki i grubsze akcje ma uszy i oczy szeroko otwarte.

 

 

10.Malujesz się tak, że praktycznie nic nie widać

Wchodzimy na moje służbowe poletko, o którym mogłabym napisać Wam pewnie książkę albo drugiego bloga – czytaj: Biznes kosmetyczny i zachowania konsumentów we Włoszech. Sekrety urody la milanese? Makijaż, którego nie ma. Puder w kompakcie SPF30 i drugi, dokładnie taki sam do trzymania w łazience, w drugim letnim domu, gdzieś w Ligurii. Liczy się ochrona przed słońcem, bo inaczej wychodzą plamy. La milanese nie ma czasu na konturowanie twarzy łyżką, czy tam jak wolicie – widelcem. Ewentualnie inwestycja w brwi – o tak. W Brow Barze, rzecz jasna.  La milanese to kobieta zwykle pracująca, nosząca w torebce zapasowe szpilki, coby po robocie w korpo wpaść na jakiś ważny event. La milanese ewentualnie po upojnych wakacjach zainwestuje w una terra abbronzante [puder brązujący], aby przywrócić spełzniętą już opaleniznę jednym machnięciem słońca w pudrze. La milanese dopasowuje kolor ust do paznokci w kolorze niepokalanej mlecznej prostoty za pośrednictwem un burrocacao [balsam do ust] w kolorze oczywiście transparentnym. A jeśli już szaleć to każda szanująca się sciura nie oprze się pomadki w kolorze czerwieni tudzież fuksji, która akurat pasuje jej do szala (tego najprawdopodobniej z poliestru). 

 

 

Tekst ten pisałam w ramach własnych uciech i świetnie się przy nim bawiłam, mam nadzieję, że Wy też. Kto wie, może kiedyś nauczę się tak operować lokówką, albo zetnę w cholerę i będzie spokój. To ile Wam się zgadza?

 

 

Ściskam czule, 

już trochę, ale jeszcze wciąż aspirująca milanese,

Dominika

 

zdjęcie: snapwiresnaps

 

A teraz czas na Ciebie!

Uważasz, że ten tekst jest chic? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz!

Inne ciekawe wpisy

Brak komentarzy

    Leave a Reply

    Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial