+MAPA DOBREJ KUCHNI WŁOSKIEJ LOMBARDIA PODRÓŻE MAŁE I DUŻE POLECENIA I RECENZJE

La Pedruscia – najpiękniejsza i najsmaczniejsza agroturystyka w Valtellinie

Powiedzcie mieszkańcom z doliny Valtelliny, że spędziliście noc, a potem popołudnie na obiedzie w agroturystyce La Pedruscia, w lokalizacji Dazio. Chcę usłyszeć odpowiedzi. Każdy valtellinese odpowie Wam z tym samym przytupem: Człowieku! Takie podejście do życia to ja rozumiem! 

 

 

Choć u mnie było trochę odwrotnie, bo najpierw jadłam (gdzieś w okolicach marca tego roku) w La Pedruscia soczysty, tradycyjny obiad w odległosci kilometro zero, aby potem, po kilku miesiącach uraczona i wciąż wzdychająca do tego miejsca spędzić tam noc. Nie żałuję tej kolejności, lecz jeżeli macie wybór to już lepiej teraz zacznijcie szukać w kalendarzu daty, aby zarezerwować nocleg. Wraz z obiadem rzecz jasna.

La Pedruscia ma bowiem wszystko to, czego człowiek wymaga od takich miejsc. Spokój, cisza, pustelnicza lokalizacja, a wszystko to w otoczeniu najpiękniejszej natury z tej okolic Włoch. Czy ja już kiedyś Wam pisałam, że Valtellina zajmuje szczególne miejsce w moim sercu? Tu jest naprawdę wyjątkowo.

Zacznijmy od tego, że najlepiej na dojazd wybrać samochód – z bardzo prostego powodu – agroturystyka mieści się na wysokim wzgórzu, do którego nie łatwo będzie Wam trafić zwykłą komunikacją. Nie jestem nawet pewna czy cokolwiek w tej okolicy przejeżdża. Jest szansa, że tak, ale nie daję Wam gwarancji. Wjechać pod samiuśką bramę La Pedruscia to żaden wyczyn, bardziej stromy jest podjazd pod samo domostwo (na luzie wjedziecie też samochodem i zaparkujecie prawie pod drzwiami). Że też właściciele mieli krzepę pchać się na taką górkę! Kto lubi nieco się zasapać polecam wejście na nogach. Wierzcie mi – warto! Mogę dyszeć ile wlezie, jeżeli po drodze mijam zagrodę z końmi rasy Haflinger i dumnego jelenia w pięknym porożu. Sapałam i klaskałam z zachwytu na zmianę.

 

Możecie sobie wyobrazić ten klimat. W wejściu wita mnie bardzo rozgadana, ale niesamowicie przyjemna właścicielka, jej puchaty wilk i rudy kot. Musicie wiedzieć, że w La Pedruscia rozmawiamy o symbiozie na wysokim poziomie. Tak, jak ten pies z rudym kotem. Ekosystem w tym miejscu działa bez zająknięcia. Jedzenie się nie marnuje, plastik nie istnieje, a zwierzątka i sama natura są szczęśliwe i niesamowicie zadbane. W agroturystyce oprócz koni i jelonków mieszkają również osiołki, kury, wygadane owce, świnki czarnej rasy oraz pszczoły. Wszystko to, co zwie się urodzajem ziemi ląduje oczywiście na stole. Miód, własne sery, dżemy i likiery. Mięso i wędliny. Sok ze świeżych jabłek i wiele innych dobroci. W zależności od pory roku. W sezonie jesiennym spodziewajcie się boskich ciast z dynią i kawałkami czekolady, a także marmolady z jabłek i cynamonu. Jest po północy, a ja z takimi tekstami! Jak bardzo chcę się teraz teleportować!

 

To jest prawdziwy powrót do smaków dzieciństwa, jakości jedzenia, wolnego tempa życia i beztroskiej swobody. Chwilo trwaj! Z tego wszystkiego człowiek po prostu wchodzi w stan relaksu i zapomina o jakichkolwiek zmartwienia, ciesząc się otaczającą rzeczywistością, którą chłonie niezwykle łapczywie. Bo taka jest prawda, że ludzie z tych okolic żyją wolniej, jak gdyby czas zatrzymał się jeszcze przed erą instagrama. Niepotrzebne im do szczęścia uciechy wielkiego miasta, kompulsywne zakupy ani sprzęty wszelkiej maści. Wszyscy żyją w tu i teraz. Ba! W La Pedruscia, jak i w okolicznych miasteczkach impreza kończy się o 22:00, wszak o 5 rano znów trzeba się podnieść by nakarmić wesołą ferajnę, wyzbierać jajka, zajrzeć do ogródka i może upiec ciasto. No i właścicielka. Tyle gadała – ja czasem wrzucałam swoje- że zupełnie zapomniałam zapytać o jej imię, ale już mamy swojego whatsappa, na którym dzielnie wymieniamy się doświadczeniami. Ona pyta mnie o miejsca, które odwiedzam, a ja węszę czy przypadkiem w stercie swoich drewniano-rustykalnych mebelków nie miałabym czegoś co będzie mi pasować do salonu. Coś się ogarnie. W każdym razie ten intensywny dialogomonolog tylko uświadamia mi, jak ludzie żyjący tak blisko natury, nieco odizolowani od – nazwijmy to – przeciętnego trybu życia z łatwością posługują się umiejętnością komunikacji międzyludzkiej.

 

 

Pokoje w La Pedruscia są czyste, schludne i w sam raz na weekend albo na dłużej, jeżeli macie zamiar powęszyć trochę bardziej teren. Drewniane domki zostały odnowione kilka lat temu, a wnętrza urządzono w nieco rustykalno-górskim klimacie. Oczywiście od listopada królują puchowe kołdry i haftowane pościele najlepiej w malusieńkie serduszka. Aż mi zabrakło krochmalonej tekstury materiału, którą pamiętam jako dziecko w domku letniskowym u moich dziadków. Pamiętacie jak trzeba było przeżyć pierwszą noc w tych – jak mawiała moja babcia – sztywnych warchanach? W każdym razie czystość na skalę PPD! Jak bardzo to było dobre otworzyć wcześnie rano drewniane okno, spojrzeć na szczyty Alp rozświetlone pierwszym opadem śniegu. Jak bardzo to było dobre zanurzyć się w naturze, już o poranku. Sprawdzić, jak mają się owce, przejść się obok uli i zachwycić się dorodną złotą jesienią. A świeżość powietrza? Nie pytajcie – sprawdźcie to sami.

 

 

Będę twardo stała przy swoim, że musicie wpaść tutaj na przynajmniej jedną noc, chociażby dla tego śniadania (bo na obiad to wiadomo). Wliczonego w cenę noclegu, a ceny to oni tu mają naprawdę przyzwoite. To jest właśnie ten moment, w którym stwierdzam, że może jednak pomyliłam lokalizację swojego miejsca na planecie Ziemia. Jak mi ktoś kroi domowe masło na śniadanie w kształcie serca, to zdobywa więcej niż 100 punktów w mojej polskiej skali mistrzów. Zresztą, co ja piszę całe śniadanie jest w kształcie serca. I te ciasto, i te kruche ciasteczka. Wszystko pieczone i wyrabiane przez nich. Domowy sok z jabłek, który przypomina mi o tym skąd pochodzę i te dżemiki, kawa z puszystą pianką i… jeszcze nie dotarłam do obiadu!

Bo ten obiad i kolacja to w zasadzie słynie w całej Valtellinie z tego, że trzeba tu zjeść przynajmniej raz w życiu. Uwielbiam miejsca, w których menu nie istnieje. Szef kuchni dzisiaj niczego nie poleca, bo wszystko opiera się na zasadzie jest to, co w danym dniu udało nam się ogarnąć. Zupełnie, jak u Marzi w Cortemaggiore. Wszyscy jedzą i nikt nie wybrzydza, pełne zaufanie. Ma! Wszystkim aż się uszy trzęsą. Możecie być pewni, że w nieistniejącym menu znajdziecie tradycyjne jadło doliny Valtelliny. Są gli schatt, pizzoccheri, i taroz. Długo by wymieniać, a na to też jest oddzielny artykuł tylko dajcie mi chwilę. Deska ricotty z mleka owczego i wiele innych. Ostrzegam, że na Sylwestra nie mają już miejsc od przynajmniej 6 miesięcy, ale jeżeli tylko nadarzy się okazja na jakiś miły weekend to korzystajcie! Nie muszę oczywiście przypominać, że to co na stole pochodzi właśnie z agroturystyki. Nie zapomnijcie o deserze, a potem o porządnym spacerze, najlepiej nie pod górę.

 

 

Agroturystyka La Pedruscia

Ściskam,

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply