PODRÓŻE MAŁE I DUŻE WŚRÓD WŁOCHÓW

5 dobrych powodów żeby spędzić ostatnie dni roku w południowym Tyrolu

W okresie świątecznym, Italia na całej długości zachęca (jak zawsze) do tego, aby wpaść tu na kilka dni. Przyczyna jest prosta – wszyscy chcą zobaczyć jak robią to Włosi. Destynacji jest wiele i zapewne Rzym też będzie dobrą opcją, ale jak już zatapiać zęby w prawdziwej, włoskiej magii Świąt to odpowiedź jest jedna – Trentino. Jest kilka ważnych powodów żeby rzucić to wszystko w cholerę i ostatnie dni roku spędzić właśnie w południowym Tyrolu.

 

1.Klimat

Kto uważa, że górski klimat nie wpływa na poziom zaczarowania okresu świątecznego – niech wyjdzie przed szereg. Myślę, że filozofia zima+święta=góry w tym wypadku sprawdza się wręcz wyśmienicie. Choć Górna Adyga to taka mała Austria, to na brak Włochów i języka włoskiego w powietrzu nie ma co narzekać. Ten region to fajny kompromis pomiędzy włoszczyzną a słowiańszczyzną, tworzący naprawdę niepowtarzalny klimat. Puchaty śnieg na szczytach Dolomitów, górskie chaty, grzaniec w kubku i skarpety z alpaki to coś, co polskim sercom zawsze będzie się podobać. Dołóżmy jeszcze do całości alpejską kuchnię – porządne mięsiwo, płynny ser, chrupiące precle i puszysty strudel, a wracać do domu będzie nam ciężko – w przenośni i dosłownie. Trydent w grudniu zamienia się w prawdziwą, bajkową krainę. Dla przedłużenia sobie Świąt i spędzenia ostatnich dni roku to najlepszy pomysł na włoską destynację.

południowy tyrol

2. Najpiękniejsze jarmarki świąteczne

Nie zawaham się stwierdzić, że jarmarki świąteczne w Merano i Bolzano to jedne z najpiękniejszych jarmarków w całej Italii. Bolzano może nieco bardziej opływa w turystykę w tym czasie, ale Merano to taki mój cukiereczek na mapie, gdzie chińskie aparaty nie idą w ruch. Na piazza della Rena czy na pizza Terme panuje genialny, kameralny klimat. Obydwa miasta porządnie przygotowują się na ten czas- zupełnie jakby czekali cały rok tylko na to, aby odpalić kilometry zwojów lampek i dekoracji. Serio, zarówno do jednego jak i do drugiego miejsca wjeżdżałam z otwartą szczęką. W takiej atmosferze świetnie spaceruje się pomiędzy stoiskami, nie wspominając o tutejszej architekturze, która robi dobrą robotę, podsycając to wszystko jeszcze razy 2. Jest ciepło, super rodzinnie, a ja wracam do czasów kiedy byłam dziewczynką i czekałam z niecierpliwością na 24 grudnia.

merano

3.  ,,Rodzinność”

No właśnie, a propo tej ,,rodzinności” to czuć ją za każdym rogiem. W ogóle stwierdzam, że Trydent jest przeboski na wyjazdy w dużym gronie. Im więcej tym lepiej. Miejsca i gościnności wystarczy dla każdego. Miło popatrzeć na ludzi ogrzewających się przy paleniskach obok jarmarków, gawędzących przy sporym kubku czegoś mocniejszego. Włosi wpadają tu naprawdę wielkimi ekipami ze wszystkimi pokoleniami albo po prostu wśród przyjaciół. Fajnie nawet posiedzieć w knajpie, gdzie wokół otaczają cię italiańcy ze wszystkich regionów Włoch. Nasłuchuję wtedy i próbuje zgadnąć, który to dialekt.

 

4. Raj dla miłośników sportów zimowych

Nieważne na jakim poziomie narciarstwa czy deski jesteś – choć zauważam tendencję, że snowboard coraz bardziej wychodzi z mody – znajdziesz tutaj taki ogrom szlaków, że 2 tygodnie to jest to absolutne minimum żeby te wszystkie stoki zjeździć wzdłuż i wszerz. Krótko mówiąc – dla każdego, coś miłego. Wciąż utrzymuję, że latem Górna Adyga jest super, ale zimą można ją wykorzystać w przerwie od obżarstwa i jarmarków właśnie na sporty zimowe. No i jakie tu są widoki z 2500m! Wybaczam pizgającemu wiatru, że przez dwa dni cierpiałam na zawiany kark, bo taka bliskość z Dolomitami naprawdę zapiera dech. A to żarełko na stoku w schronisku? Nic tak dobrze nie podjeżdża jak tyrolska kuchnia w połowie drogi na szlaku. Miodzio!

badia

5. Sylwester na szczycie

Tak to te geny – wyglądam na 20, mam prawie 30 i wiem, że powinnam się zamknąć, ale co jak co, wiek robi swoje i to już nie te czasy kiedy chodziło się na balety, a Sylwester musiał być zorganizowany. Mogę spędzić ten wieczór w domu, w wannie i też mi będzie dobrze. Ale. Jak już organizować ten czas, to moje polskie serce gorąco poleca Sylwester w górskim schronisku – a te w Trentino to prawdziwa bomba. Pierwszy raz próbowałam czegoś takiego i muszę przyznać, że w ogóle nie żałuję. Totalnie na luzie, obabuleni, w puchatych butach, do schroniska Col Pradat na 2040m zabrał nas pług śnieżny (a potem odwiózł). Powitani vin brulé z żeliwnego garnca nad paleniskiem, mogliśmy posiedzieć na drewnianym tarasie otuleni wełnianymi skórami, zanim na dobre rozpoczęliśmy imprezę. Możecie sobie wyobrazić jakie z góry rozciągały się widoki na całe Colfosco i Corvarę. Mogę tu zostać i wgapiać się w gwieździste niebo do samiutkiej północy. Kolacja i impreza sama w sobie naprawdę na poziomie. To był pierwszy Sylwester, gdzie o północy nie strzelano dziko fajerwerkami i ja to szanuję. Zimne ognie też są spoko.

 

A gdybyście nie czuli się jeszcze do końca przekonani to:

południowy tyrol bolzano

Uszanowanko,

Dominika

PS. Ten brak śniegu w dolnych częściach gór i mieście to tylko przez to, że byłam tam ja. Normalnie co roku jest biało jak u Frozen!

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

 

You Might Also Like