WŚRÓD WŁOCHÓW

Tajniki włoskiej kawy. Moka czy napoletana – którą kawiarkę wybrać? Plus fajny patent

Czasem uśmiecham się pod nosem, gdy wspominam czasy picia kawy rozpuszczalnej. Włoska kawa bardzo mnie uzależniła i nie ukrywam, że przez te kilka lat zmieniła się moja kawowa kultura, której nota bene wcześniej w ogóle nie posiadałam. Każdą filiżankę kawy przed wypiciem lubię powąchać, ocenić kolor płynu, aż wreszcie spróbować i stwierdzić, że to była dobra kawa.

 

Bo no właśnie, z kawą jest tak trochę jak z winem. Trzeba się wytrenować żeby znaleźć odpowiednią odmianę, umieć ją zaparzyć, wiedzieć jak ją przechowywać i dla poziomu master – nauczyć się mielić.

Italię kocham między innymi za to, że kawa w barach jest tak śmiesznie tania. Smaczna i tania. Kiedyś pisałam o tym, jak zamówić kawę we włoskim barze i w dalszym ciągu naciskam, żeby nie uciekać w popłochu od świdrującego spojrzenia baristy! Gdybym kiedyś miała wrócić do Polski, to nie wyobrażam sobie poranka bez turbo-doładowującego espresso. Jeśli jednak barów w pobliżu brak – trzeba radzić sobie w inny sposób.

 

Wielu Włochów w swoich domach korzysta z ekspresu na kapsułki. Całe szczęście, że w życiu istnieje coś takiego jak plan B i dla tych, co to mają mikro-kuchnię (tak, to ja!), w której każdy rodzaj przestrzeni jest na wagę złota- wymyślono kawiarkę. To jest naprawdę genialne i równie tanie rozwiązanie, zastępujące w pewnym stopniu kawę we włoskim barze.

 

We Włoszech na kawowym rynku królują dwa rodzaje kawiarek – moka i cuccumella. W zasadzie ta pierwsza króluje trochę bardziej od drugiej, bo stara, neapolitańska kawiarka we włoskich domach uchodzi bardziej za obiekt vintage. Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała obydwu opcji i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczona.

 

Moka Bialetti

Podziękujmy Alfonsowi Bialetti za to, że w latach 30 wpadł na pomysł stworzenia kawiarki, umożliwiającej parzenie kofeiny w warunkach domowych, która smakiem będzie przypominała tę z włoskich barów. Moka jest prosta w użyciu i szybka, a do tego poranny zapach kawy pykający na gazie wprawia mnie w dobry nastrój.

Dostępna na dzisiejszym ryku moka ma naprawdę wiele wariantów, dlatego każdy może znaleźć coś dla siebie – rozmiar, model pod typ płyty grzewczej, rodzaj materiału, z którego jest wykonana.

Filozofia tego urządzenia składa się dokładnie z trzech elementów:

-Dolnej części, do której wlewa się wodę – normalnej temperatury (Włosi wlewają także zimną) sięgającą wyznaczonej linii we wnętrzu naczynia;

-Sitka do kawy – do moki kawę kupuję już zmieloną w opakowaniu próżniowym, najważniejsze to nie uklepywać kawy tylko wyrównać proszek do rantu sitka i oczyścić palcem pozostałości proszku na obwodzie;

-Górnej części do zakręcenia, do której podchodzi kawa pod wpływem ciśnienia.

 

Caffettiera napoletana

Tak dla ścisłości – cuccumella powstała grubo przed Bialettim, bo ponad 100 lat (cały wiek, czaicie?) wcześniej i to nie w Italii, ale we Francji z rąk niejakiego Morize. Gdy przywędrowała do Włoch, Neapol ładnie ją sobie udoskonalił i sprawił, że wszyscy pokochali kawę z tego 5-elementowego sprzętu. Prawdopodobnie jest to argument dlaczego zwykła moka jest częściej używana we włoskim domostwie- lubimy proste rozwiązania i szybkie sprzęty, nieprawdaż?

Z ręką na klacie przyznaję, że ja nie widzę wielkich komplikacji w korzystaniu z napoletany. Kwestia przyzwyczajenia i 2 minut dłużej o poranku, a kawa wychodzi naprawdę bomba.

Caffettiera napoletana tak samo jak i bialetti składa się z górnej i dolnej części z kilkoma wyjątkami.

Granicę poziomu wody w dolnej części wyznacza mały otwór. Wodę w tym wypadku uzupełniamy do 5mm poniżej dziurki. Drugim elementem w kolejności jest pojemnik na kawę, który przykrywa się sitkiem. I tu pies pogrzebany, bo w przypadku cuccumelli stosuje się kawę, którą mieli się na chwilę przed zaparzeniem za pomocą młynka w taki sposób, aby proszek nie był ani za grubo ani za cienko zmielony. W przypadku moki kawa może być nieco drobniej mielona (dlatego ta z próżniowych opakowań jest jak najbardziej okej), natomiast drobno zmielona kawa do napoletany może przesypywać się z filtra do górnej części kawiarki przy końcowym jej obracaniu. Jeżeli chodzi o domowe mielenie kawy wszystko jest kwestią treningu. Ostatnim etapem przed wrzuceniem cuccumelli na palnik jest wsunięcie bez zasłaniania dolnego wpustu górnej części kawiarki. Pokrywka jako piąty element jest przeze mnie nieużywana.

 

W obydwu przypadkach kawa jest gotowa, gdy woda zaczyna wydawać dźwięki, a w powietrzu unosi się aromat kofeiny. Napoletanę przed podaniem należy wyłączyć i korzystając z podwójnej rączki obrócić niczym klepsydrę – w ten sposób kawa przefiltruje się przez sitko, a my otrzymamy naprawdę aromatyczne i intensywne espresso.

System mycia cuccumelli nie odbiega zasadą od zwykłej moki. Do czyszczenia wykorzystuje się palec i wodę, bez stosowania detergentów. W zależności od materiału, z którego wykonana jest kawiarka warto osuszyć ja ręcznikiem żeby nam zwyczajnie dziewczyna nie rdzewiała.

 

Jeżeli mam wybierać pomiędzy smakiem kawy, to mnie zdecydowanie bardziej smakuje ta z kawiarki neapolitańskiej – jest o wiele bardziej esencjonalna i wyraźna w smaku. Wszystko jest kwestią gustu i tego, czy chcecie bawić się w mielenie kawy, bo to o to tutaj głównie chodzi.

 

 

Z tym mieleniem może być o tyle bardziej skomplikowanie od rana, że po każdym użyciu  młynek powinien zostać oczyszczony pędzelkiem, który prawdopodobnie znajdziecie w zestawie (ja mam młynek elektryczny i jest świetny także do mielenia orzechów!). Najlepiej jeżeli kawa jest zmielona zaraz przed parzeniem kawy, ale nie ukrywam, że czasem zrobię zapas na 3 kawy naprzód i naprawdę z tym aromatem nic się nie dzieje. Wszystko w granicach normy i jak zawsze- zdrowego rozsądku.

 

Na włoskich forach i stronach jest wiele spekulacji na temat przechowywania kawy. To jest też ciekawy temat, bo wątek dyskusyjny dotyczy zwykle tego czy kawę przetrzymywać w lodówce czy nie. Odkąd używam kawy w ziarnach, którą sama sobie miele wiem, że już na pewno nie wrócę do  gotowej mielonki nawet dla zwykłego Bialettiego. Ziarna zatrzymują cały aromat, a mielenie jej to czysta przyjemność.

Testowałam i lodówkę, i półkę w spiżarce. Przekonałam się, że obydwie opcje są dobre.  W lodówce trzymam ziarna kawy na najniższym poziomie w szufladzie, gdzie wiem że przestrzeń ta jest wolna od wilgoci i arktycznych mrozów.

Mówi się, że kawa doznaje szoku termicznego po wyjęciu z lodówki. Z doświadczenia uważam, że jeżeli ktoś nie wpadnie na pomysł upychania kawy do zamrażalnika żeby potem trzymać ją na kaloryferze – to bez przesady. Ważne żeby ziarna przechowywać w szczelnie zamkniętym opakowaniu próżniowym w suchym, wolnym od wilgoci miejscu. Dla proszku świetnie sprawdza się hermetyczny, nieprzepuszczający światła słoik, który powinno się myć przed każdym, nowym uzupełnieniem. Do przechowywania na półce jest idealny.  Cały sekret w tym żeby kupować mniejsze opakowania kawy niż wielkie wory, które przetrzymywane zbyt długo zwyczajnie tracą wartość esencjonalną.

W tej lodówce jest jeszcze taki punkt, że kawa może pochłaniać zapachy – moim ziarnom szczelnie zamkniętym nic się nie dzieje. Najważniejsze to nie słuchać Perfekcyjnej Pani Domu, bo w tym wypadku sypanie płatków róż i lawendy do opakowania kawy to naprawdę mierny pomysł.

 

A jaki jest spoko patent?

Ostatnio w jednym z barów w Medio, barista zaserwował mi tę sztuczkę i serio – kopara mi opadła, bo to było genialne.

Wiecie, że we Włoszech do espresso podaje się kieliszek wody. To też jest kolejny temat dyskusyjny – lepiej pić wodę przed, czy po? A ja Wam powiem, że w Medio to wody nie podają, bo są skąpi i sama się musisz prosić. Albo raczej – istnieje różnica w kulturze rządzenia się kieliszkiem wody do espresso-  wszystko zależy od tego czy znajdujemy się na południu czy na północy Włoch.

Jeśli przyjrzeć się temu dokładniej to poniekąd picie wody w tym wypadku ma swój logiczny sens. Woda pita przed shotem espresso neutralizuje smak w ustach, tak aby móc poczuć esencjonalność kawy, natomiast picie po oczyszcza. Nie zdziwcie się jeżeli barista na południu krzywo się patrzy, gdy widzi was pijących wodę po espresso. To rodzaj nie tyle obrazy, co poświadczenia, że kawa po prostu nie była dobra. Jak już pić wodę to lepiej przed albo po prostu w ogóle jej nie pić i nie zawracać sobie głowy duperelami – włoska kawa swoim smakiem i tak w dalszym ciągu będzie rozwalać system.

Wracając do patentu. A proposito neutralizowania smaku w ustach przed piciem espresso, bardzo polecam wypróbować tę sztuczkę;

woda mineralna + sok z cytryny + kawałek imbiru

Zamiast zwykłej wody, taki mix naprawdę świetnie oczyszcza i sprawia, że smak kawy jest wyrazisty. Składniki są jak najbardziej dostępne, a miksturę można trzymać w lodówce, w szklanej butelce i popijać także w ciągu dnia.

 

Szerokości z kawowymi eksperymentami,

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

 

 

 

You Might Also Like