Początki na emigracji we Włoszech? Gdybym miała do nich wrócić, to wolałabym komuś zapłacić, żeby od takich powrotów mnie uchronił. Nie zaliczam tego okresu do największego koszmaru, ale nie ukrywam też, że nie zawsze było wygodnie. Było czasem bardzo źle. Lubię luksus, który mam teraz. Bo to jest luksus – ulga, którą czujesz, gdy w końcu coś, co kiedyś stanowiło mega wyzwanie i powodowało ogromny stres, dzisiaj płynie gładko niczym strumyk z wolna.
Stwierdzam, że gdybym jednak cofnęła się w czasie, to fajnie byłoby wiedzieć o pewnych rzeczach. Poza tym często mnie o to pytacie, a kto ja nie ja chętnie podzieli się doświadczeniem? Oto sprawdzone przeze mnie sposoby – rzeczy, zajęcia i nastawienie, które pomogły mi przetrwać początki na emigracji.
Po pierwsze: Nie sugeruj się
To jest tak trochę, jak z tą ciążą w kolanie. Albo jak z przeziębieniem, które niesie ze sobą poważne schorzenia, zwykle śmiertelne. Bo w Internecie – jak czytam – to wszystko jest śmiertelne. Wiecie: od kataru do nowotworu. Albo od łupieżu do poważnej choroby genetycznej. Wszystko stanowi zagrożenie życia.
Tak samo jest z poradami na temat ciąży: dziewczyny w trzecim miesiącu katują się tym, co jakiś pseudospecjalista pod bardzo ważnie brzmiącym nickiem wypisuje na forum. W zasadzie to w każdym miesiącu one się katują. Boziu, idź do specjalisty z krwi i kości. Nie patrz w to pudło.
Początki na emigracji mogą być różne
A emigracja? No jak! Emigracja to ogólnie niewypał. Tysiące ludzi miesięcznie trafia do mnie na bloga, bo właśnie chce emigrować do Włoch. Każdy szuka informacji o tym, czy warto, jak z pracą, jak zarobki, jak Włosi, jak to, jak tamto.
Nie dziwię się, bo to przecież oczywiste, że wszyscy chcą się jakoś przygotować. Problem polega na tym, że na takich forach czy grupach (w zwykłych codziennych rozmowach też) taki biedny, poczciwy kurczak zadaje pytanie np. o pracę, a w zamian zostaje zalewany czyjąś frustracją lub zwykłym jadem.
Polacy na emigracji we Włoszech są w tym mistrzami. Nie warto. Nie jedź. Jest strasznie. Nie ma pracy. Zostań w Polsce albo jedź gdzie indziej. Najlepiej to już dziś strzel sobie w głowę, bo tu w tym kraju od czasów ery kamienia łupanego się nie układa. Wysokie podatki. Sratki. Nie marnuj się, nie próbuj, siedź w chacie, z takim doświadczeniem to zawojujesz świat. Gdzie indziej na pewno, ale nie tutaj. Drogo. Do dupy. O matko, powodzenia z mężem Włochem. Lepiej szukaj dobrego adwokata od rozwodów.
Zanim się rozkręcę, przypominam, że w 2022 roku wydałam mój przewodnik po emigracji do Włoch, w którym na prawie 400 stronach opisałam, jak to włoskie życie ogarnąć.
W środku znajdziesz między innymi:
*wywiady z rekruterami działającymi na włoskim rynku pracy,
*wywiad z radcą prawnym o kwestiach podatkowych,
*rozmowę z Konsultantem Pracy (Consulente del lavoro) o umowach o pracę we Włoszech.

Sprawdź, jak mogą wyglądać Twoje początki na emigracji
To mnie tylko zawsze zastanawia. Jak to się dzieje, że ci mędrcy z baśni 1000 i jednej nocy mają tak okropnie w miejscu, gdzie mieszkają, że z tej zgryzoty zupełnie zapomnieli kupić sobie bilet powrotny do kraju, w którym będzie im lepiej?
Nie czytaj takiego biadolenia. Nie sugeruj się tym, co tam paplają inni. Po prostu rób swoje. Jeżeli nie spróbujesz, to nigdy nie przekonasz się, czy było warto. Zawsze możesz wrócić, zawsze ktoś będzie na Ciebie czekać, zawsze będzie dla Ciebie miejsce. Nie masz nic do stracenia – oprócz tego, że jeśli nie spróbujesz, to kiedyś możesz bardzo żałować, że nie spróbowałaś.
Nigdzie nie jest idealnie. Czy w kraju, czy za granicą. Wszystko ma swoje ALE.
Też miałam doradców, którzy lubili mi wróżyć nieszczęścia. Zwłaszcza w kwestii doboru partnera. „Kochana za rok przyjedziesz z beksą do Polski, bo przecież wiesz, jacy są Włosi…”.
No jacy?
A tymczasem od 2014 roku my razem ramię w ramię! Od 2022 roku jesteśmy po naszym super ślubie polsko-włoskim – i już w tej chwili z dzieckiem na pokładzie!
Po drugie: Ruszaj się!
Serio. To nie są słowa zerżnięte od Ewy Chodakowskiej, tylko mądrość nabyta. Z autopsji, rzecz jasna.
W dzieciństwie wszyscy mówili mi, że ruch to zdrowie, że ruch jest ważny i potrzebny, bo przecież ruch wpływa na ładną postawę i równe łopatki.
Potem, gdy przyszedł kolejny etap w życiu, w którym dziewczynki nie chciały być już dziewczynkami, teoria ruchu zamieniła się w płaski brzuch, wysoko uniesiony tyłek i chudość, która powinna być wypadkową tego ruchu. Albo raczej – być jego celem. I tak tym dziewczynkom prało się mózgi, aż wszystkie chciały być chude i akceptowane przez społeczeństwo. Chciały się podobać. Bo wyłącznie chude jest ładne.
Szkoda, że mało mówiło się o tym, że ruch to po prostu radość. Dodający dobrej energii sposób na spędzanie czasu z ludźmi (którzy od nadmiaru endorfin związanych z aktywnością są pozytywnie nakręceni). No i siłą rzeczy – to sposób na poznawanie ludzi!
Szkoda, że nikt nie mówił o tym, że ruch to akumulator adrenaliny, idealnie oczyszczający umysł, sposób na lepsze samopoczucie i killer stresu. Błędnie traktowano sport jako powód do stresowania się, bo waga jeszcze nie zeszła w dół na tyle, na ile powinna.
Jak ruch sprawił, że moje początki na emigracji były łatwiejsze
I piszę Wam tak o tym ruchu, bo właśnie dla mnie na początku emigracji był on zasadniczy. Ba! Często ratował mnie w sytuacjach największego doła mentalnego. I zwyczajnie dawał kopa, abym mogła się podnieść. Wcale nie potrzebowałam do tego Powerad’e (haha – moje suchary)!
Emigracja to nie wakacje. No, może oprócz pierwszego miesiąca rozpoznawczego. Czasu, w którym poruszasz się jeszcze jak dziecko we mgle.
Gdzieś z tyłu głowy, ten mały nikczemny głosik przypomina ci jednak o tym, że heloł amore, czas np. rozglądać się za pracą? Wiecie, czas leci, a ty ciągle stoisz w miejscu i nie wiesz od czego zacząć. Nie wiesz, do kogo się zwrócić. Nie umiesz się komunikować. Otaczający ludzie nie potrafią, a niektórzy nawet NIE CHCĄ Cię zrozumieć. I tak zaczynasz się nakręcać. Zadręczać, czasami całymi dniami. Pomimo że może i masz tam kogoś obok siebie, jakąś koleżankę czy partnera, to i tak jesteś sama w podejmowaniu decyzji o sobie, stąpająca po nieznanym zupełnie gruncie.
Pozytywne zmęczenie plus endorfiny
W samotności myśli się najwięcej i najgłębiej analizuje się każdą, najmniejszą pierdołę.
Czarne myśli dotykają każdego z nas i z tymi cholerami trzeba umieć sobie po prostu radzić. Niewiadoma zawsze będzie straszyć, ale strach ma tylko wielkie oczy, jak ktoś kiedyś mądrze podsumował.
Ruszaj się! Idź na spacer, pobiegaj. Ja na początku skakałam przed Chodakowską w domu, gdy nie miałam kasy na abonament do normalnej siłowni. Poćwicz w parku, zrób cokolwiek. Teraz jest przecież cała masa aplikacji wspierających aktywność fizyczną. Aż nie nadążam z aktualizowaniem siebie samej w temacie. Wybierz to, co najbardziej Ci odpowiada.
Dbam o aktywność do tej pory. To mi pomaga nawet dzisiaj, gdy już czuję się tutaj u siebie. Podczas mojego biegania w Parco Sempione zawsze wpadam na najlepsze pomysły. Adrenalina na siłowni podnosi mi się do takiego stopnia, że czuję, że mogę góry przenosić. Nasze ciało i umysł to są inteligentne kreatury, które wyśmienicie się synchronizują. Dlatego efekt jest właśnie taki – przychodzi moment pełnego oczyszczenia i chęć na więcej.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie tygodnia bez treningu i zawsze znajdę na niego czas. I choć mam fałdę na brzuchu, to i tak macham ręką, bo za bardzo lubię pizzę. Poza tym kto wam będzie pisać o knajpach w Mediolanie i Italii? Wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Wszystko jest kwestią priorytetów.
Po trzecie: Wyjdź z domu
No właśnie. Wyjdź do ludzi. Nie siedź sama w domu. Ta wskazówka bardzo dobrze smakuje z punktem drugim.
Siedzenie w domu i użalanie się nad własnym losem to takie ciche zaproszenie na aperitivo z depresją. Okropna sprawa – wiem, co mówię. No chyba, że wolisz posiedzieć w domu, ale w towarzystwie teściowej. A może macie już na tyle fantastyczną relację, że można. Jak tak, to sorry – wypijcie kawunie i pogadajcie o tym, jak jej syn, czyli twój ukochany w dzieciństwie biegał na golasa w ogródku nad jeziorem. I niczego się nie wstydził. A jeżeli naprawdę jest wyśmienicie między Wami to mogę tylko pogratulować.
Początki na emigracji a wychodzenie „do ludzi”
Ja właśnie taki wybór miałam: albo wyjść, albo posiedzieć z nią w domu i pooglądać pierścionki na wyprzedaży w telezakupach Mango. To nie o to chodzi, żeby źle się nastawiać, ale początkowo takie sytuacje wprowadzają atmosferę zażenowania i (mówię za siebie) dyskomfortu. Mnie było niewygodnie, dlatego uciekałam i zawsze wychodziło na dobre.
Zresztą, z teściową czy bez, wyjście z ukrycia jest ważne. Żeby odważyć się, powęszyć na nowym terenie i pobyć wśród ludzi. A jeszcze lepiej tych ludzi zwyczajnie zacząć poznawać. Bo wierzcie mi – życie w totalnej samotni przez kilka miesięcy, w dodatku obcym kraju, nie należy do wysoko rekomendowanych.

Poza tym, jak sama nie zaczniesz szukać sobie towarzystwa, to towarzystwo raczej nie będzie szukać Ciebie. Bo skąd ma o Tobie wiedzieć? Musisz tym znajomościom trochę pomóc i nie czekaj na boską opatrzność, bo ta w tym wypadku ma wysoki iloraz zobojętnienia. Ludzi, którzy jadą na tym samym wózku, jest naprawdę wielu. Tylko trzeba chcieć szukać i wyjść z inicjatywą. Oni potrzebują dokładnie tego samego, co ty, więc na pewno się dogadacie. W końcu łączą Was początki na emigracji.
Warto zapisać się na kursy języka dla cudzoziemców, Sprawdzić, czy w okolicy nie są organizowane jakieś spotkania czy imprezy. Jest przecież tyle grup tematycznych na fejsiku, które otwierają świat jednym kliknięciem. Rozwiązania leżą u naszych stóp. Trzeba je tylko dostrzec.
Po czwarte: Znajdź sobie zajęcie
To tak wszystko ładnie się ze sobą przeplata, że aż miło. Ten pierwszy emigracyjny okres stagnacji i stawianie pierwszych kroków jest idealną okazją do robienie tak zwanego: zawsze chciałam to robić, ale nigdy nie miałam na to czasu.
Czas można znaleźć zawsze, wszystko zależy od tego, jak bardzo tego czegoś chcemy. Ale! Teraz macie tego czasu dużo i można go naprawdę w sposób produktywny wykorzystać. Chcesz uczyć się gotować – zakupy i via! Zawsze chciałaś przeczytać wszystkie książki z biblioteczki – jest okazja. A może jara cię robienie origami lub szydełkowanie? Wolontariat? Proszę bardzo!
Mogę się niemal założyć, że znajdziecie w sobie ukryte talenty albo zajawki, które tkwiły gdzieś tam głęboko pod powłoką, ale nigdy nie dawały znaku życia. To są zaskakujące odkrycia, a jeszcze fajniej poznawać siebie od zupełnie nowej strony.
Ciekawostka!
W 2020 roku jeden z odcinków programu „Polacy za granicą” był realizowany w Mediolanie, z moim udziałem. Czas był mało ciekawy – wiadomo: obostrzenia, maseczki. Ale doświadczenie i możliwość zobaczenia, jak za kulisami wygląda realizacja programu tv, wspominam jako super przygodę!
Odcinek możesz obejrzeć na kanale Polsat Play. Powtórki są też czasami emitowane w telewizji.
Po piąte: Bądź cierpliwa
Przyznajmy to. Szczerze. My, Polacy, mamy niski indeks akceptowalności słowa cierpliwość, zarówno w odniesieniu leksykalnym, jak i emocjonalnym. Już samo słowo cierpliwość podnosi nam ciśnienie. A w praktyce jest tylko gorzej.
Mamy też mały próg tolerancji dla opóźnień. Co – owszem – nie oznacza, że wszyscy jesteśmy super punktualni. Albo o! Najgorzej to jest wtedy, gdy jesteśmy głodni. No, nie mówcie, że nie? Ja mam w takich chwilach ochotę rozszarpać wszystko i wszystkich dookoła! Lepiej nie podchodzić do mnie bez kija, choć i tak już się wyrobiłam i potrafię wytrzymać – z wygłodniałej hieny zamieniłam się w puchatą, ospałą koalę.
Początki emigracji a cnota cierpliwości
Po prostu nie siedź (w domu też) i nie licz. Nie analizuj, ile miesięcy, dni czy tygodni spędzasz bezczynnie. Ile miesięcy potrzeba na naukę języka. No, jak jeszcze długo? Przecież ktoś zrobił tak i wyszło, a Ty masz srak. Na każdego przyjdzie moment, każdy ma swoją chwilę tylko CIERPLIWIE na tę chwilę musisz poczekać. Oczywiście działając, bo nic nie spada z nieba. Na drodze stają okazje, które po prostu trzeba wykorzystywać.
Podejrzewam, że lektura mojego Vademecum Życia we Włoszech rozwieje mnóstwo Twoich wątpliwości. Dodatkowo też pewne procesy pomogę Ci przyspieszyć, bo unikniesz błędów, które sama popełniałam na początku. Już teraz możesz wypróbować darmowy rozdział mojego e-booka klikając w grafikę poniżej.

Emigracja to lekcja prób powtarzalnych do skutku. I zanim dotrzesz do celu, na Twojej drodze stanie mur, za którym… stoi kolejny mur.
Nie istnieje czas operacyjny na realizowanie poszczególnych akcji. Może znajdziesz pracę w miesiąc, a może znajdziesz ją za pół roku. Trzeba wziąć wszystko pod uwagę i po prostu być CIERPLIWYM.
A potem przyjdzie taki moment, że jeszcze z tego wszystkiego będziesz się śmiać.
Będzie dobrze.
Wysyłam Ci słowa otuchy i motywacji!
Dominika
To wszystko, co czytasz, jest dla Ciebie i z myślą o Tobie! Spodobało się? Bardzo się cieszę!
Będzie mi miło, jeśli skomentujesz i udostępnisz mój tekst.
Po więcej treści i inspiracji zajrzyj na mój Instagram i Facebook.
Bezpośrednio możesz skontaktować się ze mną przez mail – napisz pod adres kontakt@ochmilano.pl
Zobacz również ofertę w moim sklepie: szyte na miarę spacery po Mediolanie oraz e-booki o Mediolanie poza utartymi szlakami.



Brak komentarzy