Włoski obcas objechaliśmy wzdłuż i wszerz samochodem. Gdy rozstawaliśmy się z kluczykami do naszego dzielnego Volkswagena Polo, zrobiło mi się smutno. Ale to nic dziwnego, bo spędziliśmy tam mnóstwo godzin! Przejechaliśmy samochodem 1500 km w ciągu 10 dni! Naprawdę daliśmy czadu! Apulia była tego warta. Po tej wyprawie mogę przyznać sobie tytuł wytrwałego podróżnika. A w kwestii Apulii wiem, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
Z tego wpisu dowiesz się między innymi:
- Czy Apulia i Puglia to to samo.
- Jak zaplanowałam naszą podróż do Apulii – i co z tego planu wynikło.
- Jakie atrakcje oferuje Apulia w poszczególnych miastach i miasteczkach.
- Bari
- Cisternino
- Polignano a Mare
- Monopoli
- Ostuni
- Alberobello
- Lecce
- Otranto
- Gallipoli
- Santa Catherina
- Taviano
- Melendugno
- Jak wybrać najlepszy nocleg w Apulii.
- Dlaczego polecam nocowanie w agroturystyce.
- Które restauracje i dania rekomenduję szczególnie. Apulia w tej kwestii skradła moje serce!
Czy Apulia i Puglia to to samo
Sama w zasadzie wolę mówić Puglia. Ale obie nazwy dotyczą tego samego regionu we Włoszech. Będę ich używała zamiennie. Wiem, że Polacy częściej mówią Apulia i o tym pamiętam– mam nadzieję, że dzięki temu sporo osób znajdzie ten wpis i zainspiruje się naszą wyprawą.
Puglia brzmi dla mnie bardziej znajomo, chyba dlatego, że dużo o niej gadam z Włochami.
Apulia – jak zaplanowałam naszą podróż na południe
Przez 10 dni widziałam naprawdę sporo. Miałam rozpisany plan, gdzie i kiedy warto pojechać. Ale nie zawsze kurczowo się go trzymaliśmy. Zresztą, zwykle bywa tak że to, co znajduje się poza szlakiem, smakuje każdemu najbardziej.
W tym wpisie znajdziesz zarówno moje rekomendacje dotyczące zwiedzania, jak i praktyczny zbiór adresów, pod którymi kryją się sprawdzone noclegi i restauracje z pysznym jedzeniem.
Zaczynajmy!
Co warto zobaczyć w Apulii
Bari
Zaczynam od banału? Ależ nie! Bo to właśnie od Bari zwykle zaczyna się te wszystkie południowo-obcasowe wojaże. Stolicy pod tym kątem nie można podskoczyć, bo czy odpychasz się samochodem, czy podróżujesz pociągiem, to dobry punkt łączący lotnisko z innymi apulijskimi miastami.
O podróżowaniu po Apulii pociągiem pisała kiedyś fajnie Ania z Primo Capuccino. Zostawiam Wam link do jej tekstu na końcu, bo wiele w nim przydatnych wskazówek.
Na hasło „Bari” Włosi reagują różnie. Niektórzy je kochają, inni za nim nie przepadają i twierdzą, że tu nic nie ma! A jak jest? Subiektywnie uważam, że warto przekonać się samodzielnie, na miejscu. A jeżeli macie ochotę przenieść się w czasie, to dobrze trafiliście.
Swojski krajobraz Bari
Gdybym założyła firmę produkującą widokówki, to na tej o Bari umieściłabym wiszące gacie i prześcieradła. Bari pachnie proszkiem do prania. A ten, który tym proszkiem handluje, pewnie już dawno siedzi na Seszelach.
W nowej części miasta, Bari przypomina mi Madryt, w którym byłam kilka lat temu. Triumfalne bramy, monumenty i teatr. Wielu jednak zaczyna swoją miłość z Italią w Bari Vecchia, czyli w Starym Mieście. Kręte, kamienne uliczki, wąskie przejścia, ludzie odpoczywający na środku ulicy przed domem, na krzesłach zabranych z własnej kuchni.
Nikt barese nie ma za złe, że czasem zapomina zamknąć za sobą drzwi. Tutaj 90% społeczeństwa osłania wejścia do domostw przepuszczalnymi powietrze zasłonkami. Krótko mówiąc, życie w Bari toczy się na ulicy. A powiedzonko „znać się wzajemnie na wylot” to w tym przypadku styl życia, a nie aforyzm. I to właśnie czyni to miasto tak bardzo magicznym!




Pogoda w Apulii
Sierpniowy upał i rozgrzane mury miasta nie sprzyjały długim spacerom. Lato tu jest rzeczywiście gorące – Apulia to w końcu samo południe Włoch. Ale to, co warto zobaczyć, to na pewno romańska Bazylika San Nicola. Jest symbolem miasta i miejscem, gdzie została pochowana królowa Polski – Bona Sforza.
Może i „typowo turystycznie”, może nie. Mnie bardzo podobał się klimat ulicy Arco Basso, na której można spotkać Włoszki lepiące orecchiette. Bari trzeba poczuć sercem. Przejdźcie się po prostu wąskimi uliczkami, posłuchajcie dialektu i zachwyćcie stolicą Apulii.
Cisternino
Po pierwszej kolacji w Cisternino już myślałam o powrocie na obiad. Jako miasto z północnej części Puglii, Cisternino zachwyciło mnie najbardziej.
W pierwszej kolejności chwytają za serce absolutnie genialne bombette, z którego słynie miasto i przez to są najsmaczniejsze w całym regionie.
W drugiej kolejności urzeka wieczorny styl życia i wijące się, wysokie schody do domów mieszkalnych, które były głównym bohaterem moich cisterninowskich zdjęć.
Cisternino jest bardzo włoskie. Wychodząc z centrum miasta czuć, że średnia wiekowa zahacza o emeryturę. Jednak wieczorem panuje tu fantastyczna, relaksująca, nie-turystyczna, bardzo włoska atmosfera! Zaliczysz tu niejedną sagrę!




Polignano a Mare
Czas na Polignano a Mare! To prawdziwa perła wśród nadmorskich apulijskich miasteczek. Nie chodzi tutaj tylko o dostęp do krystalicznie czystej wody morskiej.
Miasto ma absolutnie spektakularną konstrukcję, bo zostało zbudowane na morskich grotach. Całość uzupełniają klify, z których młodzi przez całe lato fikają susy do wody. A w lipcu 2017 Red Bull zorganizował tutaj coroczną imprezę Cliff Diving.
Tym, co polecam wypróbować w Polignano a Mare, jest wycieczka łodzią po jaskiniach. Panowie z Sofii kapitalnie opowiadają historię miasta i zapewniają prawie 2 godziny świetnych atrakcji. Cena to 25 euro za osobę.
Jest to najlepsza okazja. żeby zobaczyć miasto w całej okazałości właśnie od strony morza. Każda z grot skrywa inną legendę. Będzie o Dante Alighierim, żółwiu, domu reportera i uciekających zakonnicach. A na deser kąpiel pod Grotą Palazzese, tuż przy restauracji o tej samej nazwie, która przyciąga lokalizacją, ale odstrasza cenami.
Nic straconego, bo mam asa w rękawie – naprawdę świetne jedzenie w Polignano a Mare, o którym poniżej.
Wskazówka: Łódź możecie rezerwować mailowo. Wystarczy przybyć kwadrans wcześniej do Portu Cala Ponte położonego nieopodal centrum miasta.


Oprócz klifowych uciech koniecznie, a wręcz obowiązkowo, musicie odwiedzić białe miasteczko. Uliczki i widoki z tarasów są tam takie, że przy każdym zakręcie cieszyłam się jak dziecko. Jest po prostu pięknie!




Monopoli
Moja kolejna miłość zaraz po lodach pistacjowych. Miasteczko portowe, gdzie dostałam zaproszenie na wspólny połów ośmiornicy i uśmiechnęłam się z 1000 razy. Monopoli jest położone 10 km na Południe od Polignano a Mare. I pomimo nadmorskiej atmosfery nie ma z Polignano nic wspólnego – oprócz wszechobecnej bieli murów.
Na dzień dobry można tu spotkać emerytowanych Włochów na wakacjach, wygrzewających się na kamiennych płytach tuż obok plaży publicznej. Plaża jest dość wąska, ale brak miejsca na piasku zdecydowanie wynagrodzi Tobie widok portu i miasta. Bajeczka!




Ostuni
Z Ostuni miałam początkowo mieszane uczucie. Ale wcale nie dlatego, że coś tam wizualnie nie zagrało. Wręcz przeciwnie, wysoko osadzone skupisko białych domków wygląda kapitalnie. Zanim sama opanuję cykanie zdjęć na wzór National Geographic, polecam Wam wygooglować to cudeńko i wstępnie rezerwować bilety.
Miasto zwiedzałam wieczorem i muszę przyznać, że jest piekielnie romantyczne. Sekretem zwiedzania Ostuni jest zejście z głównego placu, przemknięcie obok turystycznych sklepików i restauracji, i zanurzenie w ciągnących się w nieskończoność zaułkach.


Alberobello
O Alberobello naczytałam się dużo przed wyjazdem, zajarałam zdjęciami i stwierdziłam, że to będzie najlepszy punkt programu. Koniec końców zwykle bywa tak, że gdy na coś za bardzo się nakręcimy, to to coś potrafi rozczarować podwójnie. I nie piszę o tym dlatego, że tak było z Alberobello.
Po pierwsze ustalmy, że o wyjątkowości tego miasteczka decydują trulli – niewielkie domki o stożkowatych dachach, które są charakterystycznym elementem architektonicznym Apulii. Właśnie w Alberobello uchowało się ich najwięcej.
Choć wieczorem jest tutaj przyjemnie, to mimo wszystko polecam sprawdzić to miejsce za dnia. Tak, są turyści. Tak, są sklepiki z pamiątkami, jest trochę gastro-turistico i fakt ten może początkowo zniechęcać, ale gwarantuję, że takie domki ostatni raz widzieliście w bajce o Galu Asterixie.


Lecce
W Lecce wylądowaliśmy w sobotę i nie wiem czy była to kwestia szczytu sezonu czy upału, ale miasto było kompletnie wyludnione. Na zwiedzanie był to dzień wręcz idealny!
Podczas całego wyjazdu nie mieliśmy spiny na bieganie od zabytku do zabytku. Choć tym, co zasługuje na uwagę, jest Amfiteatr i Piazza Duomo oraz Bazylika Santa Croce, do której muszę wrócić, bo to prawdziwa architektoniczna perełka!
W Lecce należy zwracać uwagę na detale, których jest tu wiele; od kołatek, po wykończenia balkonów. Są też fenomenalne latarnie, no i generalnie cała architektura Starego Miasta jest naprawdę oszałamiająca.





Otranto
Wieczorem bardzo przypomina mi styl życia, który ludzie prowadzą w Mediolanie. Wiele tu knajpek i restauracji, miejsc, w których można wyluzować się po długim (też pełnym luzu) dniu na plaży.
Mam stąd chyba najmniej zdjęć. Póki co nie opanowałam trybu nocnego na tyle, aby móc uwypuklić magię tego miejsca wieczorem. Co nie zmienia faktu, że powinniście na własnej skórze się przekonać, jak tam jest cudownie!

Gallipoli
Im bardziej zjeżdżamy na południe, tym większy połów świeżych ryb, bo w Gallipoli port jest naprawdę gigantyczny. Miasteczko odbiega nieco od eleganckiej bieli Monopoli i Polignano a Mare.
Powiedziałabym, że intensywny rytm dnia przy pracy w porcie sprawia, że to miasto staje się nieco bardziej przykurzone, ale wciąż zachwycające. Ktoś pewnie mógłby się obrazić, gdybym porównała je do polskiego Mielna w okresie letnim. Ale wierzcie mi, młodzi w wakacje przyjeżdżają tu także ze względu na letnie imprezy. To, czego można pozazdrościć mieszkańcom Gallipoli, to przede wszystkim plaże i kolor wody, które po prostu zwalają z nóg!





Jak minęły nam wakacje w Apulii
Starałam się, aby mimo wszystko te wakacje nie były gonitwą od punktu do punktu, bo w Puglii miejsca na ochy i achy jest naprawdę od groma. Od plaż, po miasta, przez jedzenie i atmosferę. Moja lista objęła oczywiście turystyczne must see. Ale! Dla mnie prawdziwą frajdą były również małe miasteczka, które mijaliśmy po drodze. Niektóre były całkowicie przypadkowe, inne polecili nam lokalsi.
Apulia i jej małe urocze miasteczka
Santa Catherina
Miasteczko znajdujące się w gminie Nardò, położone na trasie Lecce-Gallipoli (LINIA 104). Za dnia zachwycają mały port i domy mieszkalne. Ale wieczorem Santa Catherina przeistacza się w prawdziwe centrum zen. Tutaj zrozumiecie, że żadne medytacje nie są Wam do szczęścia potrzebne.
Po pierwsze nie spotkacie tu za wielu turystów. A po drugie jak na dłoni widać tu styl życia i kulturę mieszkańców Salento. Żeby nie było, że namawiam tylko do spożywania bąbelków. Ale aby wczuć się w hedonistycznego ducha tego miejsca, musicie obowiązkowo odwiedzić Beja-flor! Sprawdźcie link, a zrozumiecie, dlaczego już nic więcej dodawać nie muszę.
Taviano
Kolejna wyludniona miejscowość, oddalona od Gallipoli o około 15 minut drogi własnym środkiem transportu. W tym przypadku komunikacja miejska niestety zawodzi, ale może akurat wybierasz się do samochodem? Apulia zwiedzana w ten sposób ma dużo sensu.
Taviano zasługuje na uwagę chociażby ze względu na to, że jest tam świetna knajpa. A dwa – to bardzo kameralne i klimatyczne miejsce. Jeden plac, kościół z wieżą zegarową i włoska muzyka o północy działają cuda!
Melendugno
Wciąż pozostajemy w okolicach Lecce i boskich plaż – Torre Sant’Andrea, Grotta della Poesia i Torre dell’Orso. W Melendugno oprócz samego sympatycznego miasteczka, gmina oferuje sagrę z ośmiornicą w roli głównej. Coroczną sagrę! Zjecie ośmiornicę pod każdą postacią, potańczycie, wypijecie dobre wino, a to wszystko za kilka euro.

Apulia – noclegi i jedzenie
Zwiedzanie zwiedzaniem, ale znacie mnie. Jak zawsze, również i po wizycie w Apulii, chciałam się podzielić miejscówkami na dobrą, lokalną kuchnię. Cykałam fotki wszystkiemu co znalazło się potem w moim układzie trawiennym.
I wiecie co? Było tego kurna sporo. Jeżeli już tam jedziecie, po prostu nie odmawiajcie sobie, tylko jedzcie. A co z noclegiem? No właśnie, a jak już popchniecie owoce morza kieliszkiem limoncello, warto znaleźć miejsce na godny odpoczynek. W Apulii takich nie brakuje.
Nasz pobyt w Puglii podzieliliśmy na dwie części. Najpierw 5 dni w miasteczkach na północy. A resztę wyjazdu poświęciliśmy na Salento i południowe plaże. Ostatni dzień należał do Matery.
Noclegi w Apulii
Jeśli zabieracie się za szukanie noclegu na obcasie Italii, wymienię tylko jedno słowo, które musicie sobie zapamiętać. AGROTURYSTYKA. Wakacje w Puglii bez pobytu w sielskiej agroturystyce przez przynajmniej kilka dni są kompletnie bez sensu.
Zamiast pakować się gdzieś do centrum miasta, zróbcie sobie dobrze. Wypożyczcie samochód i zapuście się pomiędzy plantacje drzew oliwkowych do apulijskiej MASSERII. Tym bardziej, że poranek może wyglądać tak, jak to zaraz opiszę.

Apulia powita Was śniadaniem, którego nie zapomnicie
W Puglii zaliczyłam dwie masserie, które polecam z ręką na sercu. Zamiast płatków z mlekiem i czerstwą, kontynentalną bułką z szynką, którą można sobie wybić oko, na porannym stole lądowały wszystkie dobrodziejstwa przyniesione z ogródka.
Figi, truskawki, szarlotka z jabłek dojrzewających w południowym słońcu. Rogaliki paćkałam w domowej roboty konfiturze z opuncji figowej. A a w moim żołądku jakimś cudem nie brakowało miejsca na dokładkę. Jak już odpoczywać od miasta i chłonąć południe Italii, to na całego!
Jak na agroturystykę przystało, przytulne posiadłości położone są najczęściej w szczerym polu. A to oznacza możliwość zahaczenia o jedno z gospodarstw po to, aby np. zaopatrzyć się w kawałek sera, dobrą oliwę czy wino. Spokojnie, traficie. Wszystkie takie miejsca są oznaczone na trasie.









Apulia – nocleg idealny
Te miejsca najszczerzej polecam.
Masseria Peppeturro – zlokalizowana blisko urokliwego miasteczka Cisternino, które totalnie zawładnęło moim sercem.
Masseria Fulcignano – okolice Galatone.
Apulia i restauracje – moja ulubiona część tego wyjazdu
Ja tam nie jadłam. Wybaczcie, ja tam żarłam, że aż mi się uszy trzęsły. Sekret szukania lokalnej kuchni jak zwykle polega na obserwacji. Czyli najlepiej uciekać od miejsc wypełnionej po brzegi turystami. I tak, lista będzie ciut długa, zróżnicowana, ale baaaaaaaaaaaardzo smaczna. Aż mi się łezka zaczyna kręcić w oku.
Wracamy do mapy i miejsc w poszczególnych miastach.
Gdzie zjeść dobrze w Bari
Osteria Le Arpie to knajpka przemiła, ukryta w jednej z wąskich ulic, pod klimatycznym łukiem. Pomimo upału polecam usiąść sobie na zewnątrz. Przy okazji jedzenia można zajrzeć (chcąc nie chcąc) do domów lokalsów, którzy tak jak i Wy zasiadają właśnie do obiadu we własnej kuchni.
Spróbujcie koniecznie trippy barese albo genialnego makaronu orcecchiette z porządnym kawałkiem bombetty.
Adres: Vico Arco del Carmine 2, Bari
Kulinarne Cisternino
Rosticceria L’Antico Borgo. Nie wiem czy to kwestia pierwszego wieczoru, czy tej kolacji, ale w Cisternino kompletnie odpłynęłam. W Rosticceria L’Antico Borgo ugościli nas jak na obiedzie u mamy.
Bardziej niż koniecznym jest spróbowanie tutaj bombette, z których właśnie słynie miasto. Cała frajda polega na tym, że bombette i inne mięsne wyroby wybierasz samemu z rzeźniczej lodówki. Wierzcie mi, takiej jakości mięsa i świeżości prawdopodobnie dawno nie zaznaliście.
No i rachunek rozwala na łopatki. Za całą kolację we dwoje zapłaciliśmy ok. 25 EUR. Wyszłam obżarta i prawie płakałam ze szczęścia. Za taki stosunek ceny do jakości nic, tylko wracać po jeszcze. I do tego ta micha ziemniaków!
Adres: Via Tarantini 9, Cisternino

Restauracje w Polignano a Mare
Pescaria – chłopcy wiedzieli co robią. Swoją drogą, Pescaria znalazła swoją filię także w Mediolanie, właśnie dzięki temu, że w Polignano a Mare rybne burgery odniosły totalny sukces. Burgery z ośmiornicą, cykorią i burratą są nie do podrobienia. Dokładnie tak samo jak surowe krewetki czy kawałki tuńczyka z domowymi czipsami z ziemniaków. Mnie produkcja amylazy podnosi się jak szalona, a Wam radzę wypróbować to miejsce bo to gwarantowane wspomnienie.
Adres: Piazza Aldo Moro 6/8, Polignano a Mare
Il Pescato Dispensa Di Mare – świeże, cudowne, czerwone krewetki podawane na surowo i genialna sałatka polpo-patate (ośmiornica-ziemniaki).
Może i wyraziłabym się o tym punkcie bardziej emocjonalnie, ale trochę z rytmu wybił mnie właściciel, gdy przyszliśmy na 20 minut przed zamknięciem kuchni. Krótko mówiąc nie był zadowolony. Dam Wam wskazówkę: bądźcie czujni, bo o 15:00 panowie idą do domu i otwierają dopiero na czas kolacji.
Adres: Via Atropo 23, Polignano a Mare
Polignano a Mare w Monopoli
Il Principe del Mare Ristoro – absolutny top tego wyjazdu. U morskiego księciunia wszystko smakuje wszystko tak, że jedliśmy tam dwa dni z rzędu. Żadna to elegancka knajpa, bo na pierwszy rzut oka wygląda jak rozpadająca się na kawałki blaszana buda.

Dla mnie urodą może nie grzeszyć. Grunt, że talerz małży i boskie fritto misto zajadam na świeżym powietrzu, wgapiając się w błękit morza. Do Principe del Mare przychodzą wszyscy najbardziej lokalni mieszkańcy okolicy. Czyli marynarze, rybacy i tutejsi nastolatkowie na pogaduchy o ostatnich połowach o poranku czy o tym, że ojciec-rybak kupił nową maszynkę do robienia tataru.
Wyprzedzę Was zanim zapytacie. To, czego warto tu spróbować, to koniecznie jeżowców, które lokalni zamawiają w ilościach 100 sztuk! Spokojnie, za jednego wołają pół euro. Nie mogę się do dziś otrząsnąć, że jadłam w takim miejscu. Poezja i meeeeega taniocha!
Adres: Contrada La Forcatella, Fasano (koniecznie zarezerwuj telefonicznie stolik!)


Co zjeść w Lecce
La Prelibatezza G&C – bar z tradycją przekazaną z ojca na syna. Gdybym pamiętała tylko imię młodego właściciela, byłoby pewnie bardziej profesjonalnie. Ale kurde, musi wystarczyć rekomendacja, że jak na puccie leccese, to tylko do La Prelibatezza.
Receptura bazuje na tych samych składnikach, które dowolnie możecie sobie modyfikować. Grunt, że smak pozostaje ten, którym kiedyś zajadali się apulijscy farmerzy. Cime di rappa radośnie kąpią się w ostrym, owczym serze pecorino, cebuli i pikantnej papryczce peperoncino. Dla zachowania balansu, na ratunek rozpalonemu podniebieniu przychodzi grillowany bakłażan i plastry mortadeli. Do tego wesołego akompaniamentu zamówcie koniecznie piwo leccese, które chętnie doradzi właściciel. Całość? Smakowy odjazd. Piszę i ślinię się niemiłosiernie.
Adres: Via Giuseppe Libertini 46, Lecce

Torre dell’Orso/ Melendugno
Mercato del Pesce – tej knajpy jeszcze chyba wielu nie zna, ale to dobrze, bo ruch jest mniejszy, a dania takie, że ja odleciałam. Takiego domowej roboty makaronu nie jadłam chyba nigdzie. Jeżeli zdecydujecie się naprimo piatto, (zawsze jest to makaron), zapytajcie, co złowili danego dnia, a przygotują Wam cudowną, świeżą pastę.
Adres: Via Filippo Turati 16, Torre Dell’Orso


Specchia – czas na romantyczną kolację
Corte degli Aranci – jeżeli on chcę zabrać Cię na romantyczną kolację, to jesteście w dobrym miejscu. W totalnie magicznym miasteczku Specchia diabeł nie mówi dobranoc, ale za to stwarza tę idealną, kameralną aurę, której na wakacjach w sezonie człowiek szuka ze świeczką.
Na wieczór do Corte degli Aranci zaprasza ogórek pod drzewami pomarańczowymi, przez które usilnie przedziera się księżycowa łuna. Cudowne kawałki mięsa podawane na metalowej szpadzie, rybki i waniliowe gelato, które jeszcze śni mi się po nocy. Gorąco polecam!
Adres: Via Giacomo Matteotti 54, Specchia
Dania rybne w Porto Cesareo/ Torre Lapillo
Pescheria 3.0 – ryba naprawdę na wysokim poziomie. Wracamy do miasteczek mniej turystycznych, w sercu których płynie prawdziwa miłość do dobrej ryby i owoców morza. Peschiera 3.0 działa już o 6:00 rano, bowiem za dnia można nabyć tutaj rybki prosto z połowu. Po południu natomiast wpadnijcie na obiad i sami wybierzcie sobie z rynku to, co chcecie, aby wylądowało na Waszych talerzach. Idealnie!
Adres: Via Torre Lapillo, 102 /Torre Lapilli (okolice Porto Cesareo)


Matera i pyszne puccie
Quattroquarti Crostaemollica. Pisałam wcześniej, że w Materze czas nas dość ostro gonił, ale cieszę się, że wylądowałam na pucci właśnie tutaj, w Quattroquarti Crostaemollica (kto wymyślił tę nazwę?). Uprzejmość właściciela nie zna granic, a zanim kamienne wrota Matery staną przed Wami otworem,warto zapewnić sobie nieco paliwa. Pyszne puccie, ogromna ilość dodatków i kolejki, które na pierwszy rzut oka przerażają, ale warto. Cudo!
Adres: Via Ascanio Persio 25, Matera
Na koniec obiecany link do tekstu Ani o podróżowaniu po Apulii pociągiem. Serdecznie polecam!



5 komentarzy
Michał
3 stycznia, 2018 at 1:43 pm„mam tam dla Ciebie świetną knajpę” a jaką?
grlouie182
3 stycznia, 2018 at 3:33 pmMam zaległy post, ale wkrótce tu zawiśnie 😉 Wybierasz się w tym roku?
Och!Milano
26 marca, 2018 at 8:30 pmMichał dodałam link, zajrzyj 😉
Agata z ApuliaNaObcasie.pl
21 marca, 2018 at 5:36 pmZnajome miejsca 🙂 Bardzo fajny wpis, a zakład fryzjerski w Bari wymiata! ahahah
Och!Milano
26 marca, 2018 at 8:31 pmZakład prawdziwa petarda! Ciekawe co wychodzi spod nożyc 😀