PODRÓŻE MAŁE I DUŻE POLECENIA I RECENZJE PRZEWODNIKI TOSKANIA

Noclegi w Toskanii – 4 sprawdzone adresy, dzięki którym spędzicie niezapomniane chwile!

noclegi w toskanii

Noclegi w Toskanii, które odwiedziłam podczas tej podróży były dokładnie cztery. Każdy z nich był wyjątkowy, każdy z nich miał coś innego do zaoferowania. Sukcesywnie od okolicy Chianti przesuwałam się coraz bardziej na południe, przedzierając się przez Val d’Orcia i Maremmę na Monte Argentario kończąc. To był niesamowicie udany wyjazd i jestem święcie przekonana, że do tej atmosfery przyczyniły się właśnie te miejsca, o których zaraz usłyszycie.

 

 

Selvabella in Chianti

Marta i Bernardo postawili wysoko poprzeczkę w kontekście gościnności i sloganu czuj się jak u siebie w domu. A zaznaczam – w trakcie tej podróży był to mój pierwszy nocleg w Toskanii. Pozostałe agroturystyki miały naprawdę ciężki orzech do zgryzienia żeby przebić atmosferę jaką stworzyła nam przez dwa dni Selvabella in Chianti. I fakt – nikt im nie dorównał, co oczywiście nie oznacza, że w innych miejscach było gorzej. Było inaczej.

Ale już pogadajmy o nich. Marta mieszka od prawie 5 lat we Włoszech i sama pochodzi z Galicji, przez co w jej włoskim akcencie słychać tę niesamowicie energetyzującą hiszpańską nutę. Bernardo natomiast to toscano z krwi i kości, a dom w którym urzędowaliśmy należy do jego rodziny od lat 70-tych. Trach-ciach, chyba wiecie co przywiało Martę do Toskanii? Lubię tę miłosne historie, bo przecież jakby nie patrzeć mają one z moim przybyciem do Włoch wiele wspólnego!

 

Domki gościnne w sumie są dwa. My z Alberto nocowaliśmy w dwupoziomowym Lo Scricciolo dla dwóch osób. Na parterze pokoju znajduje się klimatyczny salon z kominkiem i łazienką, natomiast górę zajmuje sypialnia z wygodnym łóżkiem. Relacje z noclegowni możecie zresztą zobaczyć w zapisanych relacjach na moim Instagramie (klik). W drugim 4-osobowym pokoju (Il Riccio) znajduje się także kuchnia, więc jest to również świetna opcja dla rodziny z dziećmi.

 

To, co zachwyciło mnie najbardziej to dwie rzeczy (albo w sumie trzy). Pierwsza to lokalizacja Selvabella, jesteśmy bowiem zawieszeni wysoko nad okolicą Chianti, gdzieś w szumnym lesie. Otwierając okno budzi was tu totalna cisza i zapach lasu, natomiast wieczorem dzika zwierzyna urządza sobie w najlepsze nocne harce. Usłyszycie przemieszczające się dziki, pohukujące sowy, lecącego do światła buczącego szerszenia i oczywiście całą chmarę cykających świerszczy. Na straży tej zwierzęcej ferajny stoją dwa psy Bernardo i Marty – Mimi i Pandora – niesamowite przytulasy. Po drugie zakochacie się w kuchni Bernarda, ale na tę okoliczność przygotuję dla was oddzielny wpis, bo mam z tym doświadczeniem związane zbyt wiele emocji żeby to tak tu opisać w kilku zdaniach. Chodzi rzecz jasna o lekcję gotowania i robienia domowego makaronu. Po trzecie, to nie koniec wrażeń, bo Marta jest niesamowicie utalentowana w tworzeniu ceramiki. Wszystkie naczynia, z których będziecie jeść u nich posiłek są właśnie jej dziełem. I już wyprzedzam wasze wątpliwości – tak możecie u niej kupić od talerzyka, po wazonik i kubeczek. A wszystko to ze zwierzęcymi motywami i przy tym, gdybyście z jakiegoś powodu zażyczyli sobie malunek toskańskiego steka, to jest szansa, że Marta wam go wyczaruje.

 

Dodam, że śniadania są tutaj dodatkowo płatne, ale jakie to są śniadania! Jak piszę – kuchnia ich jest cudowna także w tym kontekście. Śniadania w Selvabella są bowiem produkowane od podstaw. Dostaniecie świetną frittatę ze świeżych jajek, domowy chleb i granolę. Marta pichci codziennie jeden ze swoich hiszpańskich specjałów, a jak zostanie trochę ciasta z lekcji gotowania to następnego dnia możecie się spodziewać ciastek z konfiturami – rzecz jasna domowymi. Jedyne czego ci ludzie nie produkują sami to jogurt, kawa i masło, ale umówmy się, że to ostatnie to już nasza polska broszka, więc zostawmy im pole do popisu przy tłoczeniu oliwy.

 

Rezerwacja: Il Riccio (klik) lub Lo Scricciolo (klik

Ceramika Marty: Instagram (klik)

noclegi w toskanii

 

 

Agriturismo Quarantallina 

Świat figur z kutego żelaza gospodarza Mario i Sereny. Jedziemy nieco bardziej w dół, bo w okolice suchej i pożółkłej od słońca Val d’Orcia, dokładnie na południe od Sieny. Pola słoneczników w tym rejonie uprawiają wyścigi na to, który ma ich więcej, a cyprysy ustawiają się w równych rzędach. Tę agroturystykę na nocleg w Toskanii wybrałam ze względu na obecność basenu i pobliską stadninę koni, do której dojdziecie pieszo mijając właśnie te wszystkie widokowe cudowności.

 

Po niezwykle ciepłym przyjęciu u Bernarda i Marty miałam nieco mieszane uczucia, ale z drugiej strony każdy rządzi się gospodarzeniem po swojemu. W sensie – żebyście mnie dobrze zrozumieli – Serena i Mario po prostu dają wam klucze do pokoju i znikają aż do momentu, w którym te klucze będziecie oddawać. Jedni są bardziej obecni, inni mniej i tyle. To oczywiście nie obniża standardu, który proponują. Możecie u nich wynająć mniejsze pokoje (my spaliśmy w Olmo) albo jeden z trzech większych apartamentów z aneksem kuchennym. Do waszej dyspozycji jest wielki ogród, z którego rozciąga się wspaniały widok na całą okolicę. Macie duże szanse na spotkanie saren, choć podejrzewam, że dla naszej polskiej krwi są to widoki dość znane. Mnie i tak wciąż kręcą i cieszę się niezwykle, że ten wyjazd był tak wypełniony kontaktem z naturą. Gromada dzikich kocurów jest tu jednak gwarantowana o każdej porze dnia i nocy.

 

W Quarantallinie chcieliśmy po prostu trochę poleniuchować po kilku dniach intensywnych wojaży. Od rana wybraliśmy się do stadniny, skąd Gabi zabrała nas na powolną przejażdżkę konną. Jeżeli nigdy nie jeździliście, to wiedzcie, że sobie poradzicie, bo Bambola i Chicco to najspokojniejsze konie świata. Będziecie przedzierać się przez te lekko podsuszone od sierpniowego słońca słoneczniki i mrużyć oczy w skupieniu nad horyzontem. Zastanówcie się tylko ile czasu chcecie sobie zadedykować na taki konny trip bowiem 1,5h w siodle daje się pod koniec we znaki!

 

Ze stadniny wskoczyliśmy w kąpielówki i spędziliśmy resztę dnia nad praktycznie pustym basenem, po czym udaliśmy się do okolicznych miejscowości, o których też szerzej wam napiszę.  

 

Najmniej entuzjastycznie w tym miejscu podeszłam do śniadania, ale wierzę, że jest to spowodowane tym, że piszę ten artykuł w czasach pandemii i nie wszystkie struktury pozwoliły sobie na bufet, który mają zwykle w ofercie. Bo w Quarantallinie, w części wspólnej serwuje się dość obfite śniadanie, natomiast w czasach COVID-a były to smutne półfabrykaty i sok z kartonu.

 

Rezerwacja: Agriturismo Quarantallina (klik). O przejażdżkę konną możecie pytać w agroturystyce (klik).

 

noclegi w toskanii noclegi w toskanii noclegi w toskanii

 

La Marianella

Zapraszam was do Sary i Francesco, i ich urokliwej rustykalnej chatki z kamienia. Znajdujemy się w toskańskiej okolicy zwanej Maremma, skąd już do morza bliżej, ale od La Marianelli jeszcze nie tak blisko. Z opisu miejsca wynikało, że jest to świetne lokum dla dwojga i faktycznie tak było, ale jeśli uważacie, że buduarowy pokój z łóżkiem z baldachimem nie jest wystarczający, to wybaczcie. 

 

Z Sarą i Francesco widywaliśmy się na śniadaniu. Przygotujcie się na obficie zastawiony stół, który i tak nie jest w stanie pomieścić wszystkiego, co proponuje Sara. Wśród ciast wszelkiego typu i owoców znajdziecie też kilka słonych opcji, świetną ricottę i lokalny miód kasztanowy (choć dla mnie jest on za gorzki). Jest pasja do karmienia ludzi, są upasione koty, którym wciąż mało, jest spokój i cisza. W La Marianelli było nas mniej niż w poprzednich agroturystykach, ale z czystym sumieniem wpisuję wam to miejsce na listę polecanych noclegów w Toskanii.

 

Agroturystyka ma duży plus także pod kątem lokalizacji. Z tego miejsca mieliśmy wręcz żabi skok do publicznych term zwanych Cascate del Mulino i jeszcze kilku bardzo urokliwych miasteczek.

 

Rezerwacja: La Marianella (klik)

noclegi toskania gdzie spac noclegi w toskanii

 

Capanna Verdi 

Davide zostawiłam sobie na deser, bo jego Capanna Verdi, to był właśnie taki słodki deser. Och! I jak tam było romantycznie! Jednak żeby móc najpierw wzdychać do gwiazd, najpierw musieliśmy ryzykować rozwodem, bowiem jest coś o czym musicie wiedzieć zanim postanowicie zarezerwować nocleg u Davida.

Nie od dziś wiemy, że Toskanię najlepiej zjechać autem, bo żadne duże miasta w tym regionie – choć ładne i warte obejrzenia – nie zafundują wam takich widoków z natury, jak pozostała część regionu. Odkrywanie Toskanii to naprawdę ogromna przyjemność. Wszędzie coś się dzieje, gorzej tylko, że droga do niektórych miejsc przypomina poligon wojskowy, prawie dosłownie – człowiek walczy o przetrwanie. Nie wspominając już o aucie.

Jeśli wasz środek transportu jest wyżej zawieszony, to pewnie ubawicie się po pachy. Zwykła osobówka to zgrzytanie zębami i nieco pokiereszowane podwozie. Wyobraźcie sobie drogę polną o bardzo wąskiej talii, którą człowiek pokonuje czasem jadąc w pionie, czasem nieco mniej w pionie po dziurach i ostrych kamieniach. Zaznaczam, że jedziemy na sam szczyt Monte Argentario! Pokrótce, po prostu przygotowuje was mentalnie, żebyście dobrze wbili trasę w GPS, którą podaje wam Davide. W przeciwnym razie możecie włączyć wsteczny i modlić się o to, żeby opona wyszła z tego cała.

Davide ma już w małym paluszku reakcje ludzi, bo kobiety przyjeżdżają tu znerwicowane (to ja), a mężczyźni wykończeni (to Alberto). Jednak gdy tylko traficie do celu, to gwarantuje wam dziewczyny, że stres znika jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bo tu jest magia. Poza tym, gdy zrobicie jedną trasę w górę, a drugą w dół, to później czujecie się panami świata.

Chatka jest malutka. Nikt nie będzie wam tu przeszkadzał, bo jak mawia David: Jeśli coś wam zginie, to to pewnie byłem ja! Wejście do domu otwiera mały ganek z letnią kuchnią i stołem, przy którym możecie zjeść własnoręcznie przygotowane śniadanie lub wypić kawę z kawiarki. Cały lokal składa się z malutkiej sypialni z łazienką. Brakuje szafy i generalnie wszystko jest bardzo mikroskopijne. Bierzcie pod uwagę to miejsce jako alternatywę na nocleg krótkoterminowy.

Najlepsze i tak zaczyna się za chatką. Po kamiennych schodach możecie dotrzeć na dach, skąd rozpościera się genialny widok na całe Monte Argentario. Wierzcie mi, że żaden hotel nie zapewni wam takich widoków, bo większość z nich znajduje się bezpośrednio w porcie, a my u Davida mamy wszystko jak na dłoni. No i chyba nie muszę mówić, jak w wygląda tu nocą niebo? Ja widziałam spadającą gwiazdę.

Rezerwacja: Capanna Verdi (klik)

noclegi w toskaniinocleg w toskanii

 

Bawcie się świetnie!

 

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

Jedziesz do Toskanii i uważasz, że to przydatny wpis? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz!

 

 

 

Zniżka na pierwszą podróż? Ależ proszę bardzo:

 

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply

    Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
    error

    Uważasz, że to przydatne miejsce w sieci? Podziel się ;)