+MAPA DOBREJ KUCHNI WŁOSKIEJ KUCHNIA WŁOSKA + PRZEPISY POLECENIA I RECENZJE

Osteria da Zio Ninì – rybne bistro w Mediolanie, o którym nie wie żaden turysta i lepiej żeby tak zostało

mediolan jedzenie

Tak się składa, że dawno nie dodawałam nic do mojej #MapaKuchniWłoskiej. Czas to zmienić. Widzicie, jest to cykl gdzie dodaję fajne i dobre adresy włoskich knajp i restauracji. Zwykle robię zestawienie kilku miejsc z jednego rejonu, ale czasem zdarzają się wyjątki, gdzie muszę zadedykować oddzielny wpis. Tak jest właśnie z Osterią da Zio Ninì.

 

 

Wiecie są takie pojedyncze miejsca na mapie gastro, które zapadają w pamięć na wiele lat – jeśli nie na całe życie. Miałam już kilka takich trafów. Do dziś potrafię przypomnieć sobie smaki i tamtą atmosferę. Bo to nie chodzi tylko o zakres cen, czy porcje na talerzu. Są takie miejsca, które mają to coś. Po prostu. Siadasz, zamawiasz, podglądasz, jesz i już wiesz, że wygrałeś życie. Do dziś pamiętam talerze jeżowców zamawianych hurtowo przez Apulijczyków w knajpie Il Principe del Mare znajdującej się w niepozornym baraku, zaraz przy brzegu morza (klik). Albo ten smak i chrupkość orzechów w cieście, w knajpie u Marzi (klik), w małej nieznanej nikomu wiosce Cortemaggiore. Nie zapomnę też smaku wina, które piłam przed Panteonem w Rzymie, w jeden ciepły letni wieczór. Było to jeszcze przed czasami pisania bloga i jak sobie nie mogłam darować, że wtedy nigdzie nie zapisałam nazwy butelki. Takie miejsca i chwile to przepiękna kolekcja, którą warto gromadzić i zapisywać w jednej dedykowanej cząstce serca. Uwaga, piszę i rozpływam się jednocześnie.

 

Ale Zio Ninì. Pomówmy o nim – naszym wujku [lo zio] i jego całej wesołej ferajnie. Szukałam jakiś nowych adresów, bo ostatnio wydawało mi się, że ciągle jadam w tych samych miejscach. Przez przypadek trafiłam na Osterię da Zio Ninì. Jesteśmy nieco dalej od centrum Mediolanu, ale wierzcie mi, że każdy kilometr jest tego wart. Poza tym spokojnie przejeżdża tu tramwaj 14, którym pomknięcie zaraz spod drzwi Katedry Duomo. Nic prostszego.

Jak na mieszkankę Mediolanu  może i powinnam przynależeć do grupy związkowców żółtego ryżu z szafranem, ale w moim wypadku nie tędy droga. Mam naprawdę wielką słabość do kuchni śródziemnomorskiej, a najprościej mówiąc do ryb i wszelkiego rodzaju skarbów wodnych. U Zio Ninì otrzymacie je wszystkie.

Osteria choć nie nie grzeszy lokalizacją, ani dekorem, to już od progu łapie was w sidła podróży na Południe Italii. Nie liczcie na wypolerowane kieliszki do wina, czy zmieniający się biały obrus po każdym gościu ( tylko papierowe jednorazowe podkładki). Tutaj ludzie są sfokusowani na coś innego – na jedzenie. Kipiąca od energii i głośnych rozmów atmosfera zabierze was bardzo szybko do Apulii. Bądźcie gotowi, bo tu jest naprawdę głośno. Ekipa knajpy to miks Apulijczyków i  kilku Sycylijczyków, którzy zwinnie przeplatają  morskie receptury.W kuchni panuje totalna prostota. Nie ma tu czasu na wielkie dekoracje i przemyślane układanki na talerzu. Ryby i owoce morza są świeże, pachnące jeszcze słoną wodą. Pomimo drogi, którą muszą odbyć z drugiego końca Włoch nie odbiegają smakiem absolutnie w żadnych stopniu od tych jedzonych w rodzimych kątach. Niby sama kupuje świeże małże, ale wierzcie mi różnica w smaku jest ogromna.

 

Lokal ma swój własny bufet, co od progu jest zawsze miłym zaskoczeniem. W karcie królują surowe przystawki. Kto z was lubi intensywniejszy smak krewetek niech śmiało sięga po crudités di mare. Moim osobistym zboczeniem jest Sushi alla Pugliese dello Zio Ninì, czyli miks surowych owoców morza. Wszystko zależy też od zbiorów dnia. Warto pytać, bo ta przystawka zwykle rozchodzi się w mig.

mediolan jedzenie

Drugą kwestią jest pasta. W tym miejscu głośno przełykam ślinę. Pytajcie koniecznie o fantasia dello Zio, czyli makaron dnia. Mamy oczywiście całą serię morskiej wersji makaronu. Są vongole, cozze [małże], krab i homar, makaron z krewetkami, miks z langustynkami. Nie zapominajmy też o cime di rapa, czyli apulijskiej rzepie brokułowej. Co ciekawe, to właśnie tutaj jadłam ich najlepszą wersję. Wiecie, że mają one taki charakterystyczny, lekko gorzkawy smak. Kiedyś myślałam, że to ich narodowa cecha, po czym właśnie chłopaki od Zio Ninì wyprowadzili mnie z błędu – cime di rapa są najlepsze do jedzenia w chłodnych porach roku, bo to jest ich sezon. Gorzkość zastępuje przyjemnie rozpływający się smak zieleniny. Koniec końców makaron możecie zamawiać tu w ciemno i w pierwszym podejściu radzę dzielić jedną porcję na dwie, w przeciwnym razie jest szansa, że część kolacji spakujecie na wynos. Porcje są gigantyczne (i boziu tu jest tanio na maxa!).

Na drugie dania nie może zabraknąć rybek wszelkiej maści. Lokal uwielbia karmić ludzi, więc w przypadku, gdy będziecie niezdecydowani możecie zamówić pół na pół porcji. To tak apropo mojego wpisu o kulturze we włoskich knajpach (klik). Pytajcie, oni bez problemu wam doradzą, a nawet przyhamują jeśli popłyniecie za mocno i zamówicie za dużo. O fritto misto nawet nie wspominam, bo to moim zdaniem obowiązkowe danie drugiej części wieczoru. Frytura nie śmierdzi, jest delikatna, chrupiąca i roztacza woń świeżego oleju. Lubię wpadać do wujka na te wszystkie morskie przygody. Może jedyną rzeczą, która nie skradła mi tutaj serca jest rybny tatar. Jest owszem świeży, smaczny, z dobrego łososia i tuńczyka, lecz nie jest to ten sam smak, którym obdarzają mnie kucharze z Pescetto (o nich też popełniłam wpis tutaj).

mediolan restauracje tanio

 

Na koniec tej podwodnej odysei nie zapomnijcie zamówić cannolo siciliano, wypełnionego po brzegi słodkim kremem. Zwykle jest tak, że na talerzyku serwują 3 małe sztuki. Podejrzewam, że gdy załapiecie dobre flow z kelnerami możecie dostać i o jedno więcej. No właśnie, bo jest jeszcze kwestia tego flow. Wiecie, że oprócz jedzenia jest to knajpa, gdzie macie 99% szans na znalezienie sobie ekipy do wspólnego biesiadowania? Tak od ręki, na miejscu. Jakiś czas temu poznaliśmy tutaj parę Włochów siedzącą stolik w stolik z nami. Zaczęło się od niewinnej gadki zaglądania sobie w talerze w stylu co to jest, ładnie wygląda, a skończyliśmy na kilku limoncello i jako ostatni wychodziliśmy z lokalu żartując jeszcze długo z obsługą. Zresztą obsługa w Zio Ninì rozmawia jednocześnie z całą salą i jakoś wszystkim wychodzi to naturalnie żeby rozmawiać między stolikami z zupełnie obcymi ludźmi.  Taka wiecie, jedna wielka rodzina. I fakt, bo przychodzą tutaj głównie ludzie z okolicy, bądź wtajemniczeni w istnienie tego miejsca. Turystów jest tu okrągłe zero i póki możemy zatrzymać sobie wujka w tajemnicy, tym lepiej dla nas.

 

 

Morskich uciech

Dominika

 

Adres: Via Tibullio 14, Mediolan (facebook)

 

A teraz czas na Ciebie!

Dobrem trzeba się dzielić, dlatego będzie mi miło jeśli udostępnisz ten wpis! A Ty masz jakieś miejsce do dodania do #MapaKuchniWłoskiej?

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply

    Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
    error

    Uważasz, że to przydatne miejsce w sieci? Podziel się ;)