JEDZENIE - CO I GDZIE JEŚĆ? MEDIOLAN

Bar Basso w Mediolanie – tam, gdzie rodzi się historia aperitivo i pomylony drink. Nie może Cię tu zabraknąć!

Zabieram was dzisiaj w miejsce, do którego chciałam was zabrać od bardzo dawna. Wiem, że na tym blogu jest cała potężna armia różnych miejscówek w Mediolanie, ale sęk w tym, że niektóre z nich wystarczy musnąć w jedną godzinkę i właśnie z tej jednej godziny wyciągnąć maksimum przyjemności. Taki jest właśnie Bar Basso – miejsce, gdzie powstał najbardziej pomylony drink na świecie, a czas zatrzymał się w miejscu.

 

 

W Mediolanie jest wiele barów i pubów, gdzie możecie napić się dobrego Campari, czy Aperola. Niektóre mniej, niektóre bardziej pompatyczne zachwycają elegancją we włoskim stylu, łączą ludzi podczas wspólnego aperitivo i są okazją do poczucia movidy tego miasta. Gdyby jednak nie Bar Basso nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia towarzyskich spotkań milanesi, bowiem to właśnie Bar Basso zapoczątkował modę na aperitivo w Mediolanie.

 

Pewien piątek. Wyjątkowo przyjemny styczniowy wieczór. Kończę pracę skonana przed weekendem i myślę cóż to by ze sobą zrobić, bo szkoda tak od razu wracać do domu, gdy miasto pomału zaczyna budzić się do życia przed sobotnią gorączką. Wpadamy na pomysł z A. żeby w końcu wybrać się do Baru Basso. I jaki to był dobry pomysł!

Od przystanku czerwonej linii metra Lima do Baru Basso, dzielił nas jeszcze mały spacer wzdłuż Via Plinio. To taka długa ulica wypchana po brzegi knajpkami, winotekami, resturacjami z kuchnią międzynarodową i pizzą. Już z oddali Bar Basso nawołuje swoim wściekle-czerwonym neonem, pozostawiającym smużki światła na wszystkich gościach palących cygara i fajki przed wejściem do lokalu.

Jeżeli mam wam wskazać najbardziej imponujący bar w stylu retro w Mediolanie, to jesteśmy we właściwym miejscu. Ściany lokalu pokrywają wzorzyste tapety i ramy w stylu vintage. Z sufitu zwisają kiczowato-eleganckie, kryształowe i lekko przykurzone żyrandole – zaprojektowane na miarę mediolańskich srok a.k.a. sciur milanese. Robotę retro robią także meble w dziadkowym stylu i stary bar, za którym krzątają się barmani w różnym przedziale wiekowym z podetkniętą pod szyją czarną muchą tudzież krawatem w nienagannie odprasowanej białej koszuli. Mamma mia, che clima! Musielibyście zobaczyć ladę do przygotowywania zakąsek, a poczulibyście wielką chęć na powrót do przeszłości, gdy nie mieliśmy jeszcze tych wszystkich udogodnień życiowych – człowiekowi aż odechciewa się zamawiać pizzę z dowozem do domu. Do stania wśród ludzi ciągnie tu niemiłosiernie!

 

Mieliśmy dość spore szczęście przychodząc tutaj około godziny 19:30, bowiem Bar nie był jeszcze tak wypełniony ludźmi. Macie możliwość stania i konsumpcji bezpośrednio przy barze albo poczekania na stolik w nieco odnowionej różowo-majtowej wnęce lokalu, która moim zdaniem nie zapewni wam tych samych wrażeń, co stanie face to face z barmanami.

To, co musicie zamówić w Barze Basso to koniecznie drink Negroni sbagliato – tak wiem, że wszyscy kochacie Aperola, a polskie lokale zalała pomarańczowa fala, ale wierzcie mi, że choć drink jest pomylony [sbagliato], to wy się nie pomylicie próbując czegoś nowego i zamawiając go w wymiarze XXL. Zapewniam was, że jeszcze nie mieliście okazji pić w takiej formie drinka we Włoszech, bo choć już raz zabrałam was na koktajle serwowane we wiadrze (klik), to tym razem moim zaskoczeniem była wielkość kostek lodu (a raczej jednej), przypominającej wyglądem i objętością zwykłą cegłę. Rozmiar ten jest rozmiarem preferowanym (dostępny dla wszystkich drinków) ale jeśli chcecie, do dyspozycji są także filigranowe kryształowe kieliszki dla eleganckiej panienki, która nie upija się na pierwszej randce. Mnie ze względu na staż związku wolno już chyba wszystko, także rozumiecie, vero?

Negroni sbagliato narodziło się właśnie w Barze Basso, gdy po drugiej wojnie światowej pewien wenecki barman Mirko Stocchetto przez pomyłkę zastąpił gin z oryginalnej receptury florenckiego Negroni amaro wytrawnym winem musującym. W skład Negroni sbagliato wchodzi również vermut i Campari, ale mimo to drink pozostaje lekki.

W standardzie do drinka macie zaserwowany talerzyk przekąsek i chipsów – mówię od razu żebyście nie spodziewali się jakości z Hotelu Parigi, jest po prostu swojsko i tak w sam raz żeby zapchać chemiczny głód. A jeśli wam mało po prostu puśćcie oko do barmanów – oni tylko zgrywają takich poważnych. W rzeczywistości chętnie doniosą nową porcyjkę oliwek i odwzajemnią uśmiech!

Czas płynął w błogości mediolańskiego gwaru i delikatnego trącania się łokciem przy pochłanianiu lekko podsuszonych kanapeczek z ricottą – och, scusami! Przypływowi ludzi nie było końca. Miałam fart, że zdążyłam nacykać kilka zdjęć bez tłumów i nawet komentowano, że o, jakaś turystka. To chyba znaczy, że turystów trafia tu niewielu, może za wyjątkiem kilku Erasmusów, których przyprowadzili włoscy znajomi z uczelni. Chyba nie myśleliście, że wynajdę dla was jakiś banał?

Z miłością,

Dominika

 

 

A teraz czas na Ciebie!

Uważasz, że to fajne miejsce? Będzie mi miło, jeśli je udostępnisz innym 😉

 

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply

    Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
    error

    Uważasz, że to przydatne miejsce w sieci? Podziel się ;)