WŁOSI WŚRÓD WŁOCHÓW

Zanim wyjedziesz do Włoch poczekaj – rozczaruję Cię trochę!

Ale to Ty tam będziesz miała basen, tak? – spytała mnie koleżanka z pracy kiedy ogłosiłam wszem i wobec, że jadę do Italii. Och jak miło by było mieć ten basen od rana do wieczora w Mediolanie, no ale nie mam. Mam za trochę smogu i mgłę nad ranem, a jak już chcę iść na ten basen to dwoję się i troję, żeby ominąć mordercze kolejki wypchane milanesi, którym właśnie tak jak mnie zachciało się basenu. I w sumie to nie dziwię się zapytaniu mojej koleżanki, bo my o Italii zwłaszcza przed pierwszym wyjazdem mamy różne wyobrażenia.

 

 

Ja jechałam do Italii totalnie zielona. Nie wiedziałam czego się spodziewać i żyłam wizją tego, czym nakarmiono mnie w jakimś włoskim romansidle na ekranie telewizora. Te 5 lat temu funkcjonowały już sociale, ale nie było to tak bardzo rozkręcone jak jest teraz. Ja przecież nawet nie wiedziałam wtedy czym jest Instagram i bożyczku, jaką wtedy człowiek miał spokojną głowę. Dobrze, że wyłączyłam te wszystkie powiadomienia. Poza tym nie pisałam bloga i nie czytałam blogów, a i na tamte nie było takiego popytu i szaleństwa. Zatem dziewczyno bądź tu mądra, radź sobie i przekonaj się na własną rękę czym pachnie Italia.

 

 

Na śniadaniu we Włoszech najesz się jak w domu…

…no chyba, że wynajmujesz jakiś hotel z wliczonym śniadaniem w formie bufetu szwedzkiego, czy tam ze śniadankiem kontynentalnym, które przez kolejne dni odbija się echem, a ty wołasz o pomstę do nieba żeby ktoś dał ci wreszcie kawałek mięciutkiego pieczywa, co to na drugi dzień nie przyjmuje konsystencji głazu. Nota bene, ja jeszcze nie znalazłam dobrego pieczywa we Włoszech. Kto jednak pokusi się o pobyt we włoskim domu żeby poczuć jak to jest z lokalnym, niech nie nastawia się na stół zastawiony o poranku srebrną zastawą babci. Wspominam do dziś jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy na pierwszym śniadaniu zaserwowanym przez siostrę A. pojawiły się te maciupkie, delikatnie wypełnione marmoladą rogaliki. Zjadłabym pewnie z pięć, bo przecież od dziecka wpajano mi do głowy, że śniadanie to podstawa i najważniejszy posiłek w ciągu dnia. A tu taki psikus, że każdy bierze sobie uwaga… po jednym i kuchnia zamyka się z wielkim hukiem. Do tego mała kawunia, chlup, am. Dwa gryzy i to już po imprezie mili państwo. Przepraszam, czy te mandarynki to z waszego ogródka? Taka jestem ciekawa ich smaku, ach to południowe słońce, na pewno smakują inaczej niż te, które importują nam do Polski. Wezmę sobie z dziesięć, tak żeby dopchać się na pierwszą część dnia i po prostu przeżyć. Pamiętam, jak dziś. Musiało minąć trochę czasu żeby przyzwyczaić burczącą, poranną lukę w brzuchu do tego, że w tym kraju wszystko działa na odwrót. Syta kolacja, skąpe śniadanie.

 

 

 

Kawa zawsze w odpowiednim rozmiarze

Bo umówmy się, że w Italii jest czas na kawę, ale nie ma czasu na modły nad nią (no chyba, że pijesz cappuccino to wtedy możesz trochę pomedytować). Kawę się przechyla i idzie dalej. Moja druga wtopa. Jak to w polskim domu bywa – gościnność przede wszystkim. I tak zaserwowałam polską kawę, gdy Alberto po raz pierwszy odwiedził mnie w Polsce. Najpierw on u mnie, a potem w rewanżu ja odwiedziłam jego strony. Zaraz ci tu chłopcze porządnej kawy zaparzę. W końcu jesteś po długiej podróży. Zrobię ci w moim ulubionym czerwonym kubku neskafe, bo jest największy, a ty w końcu taki zmęczony. Solidna łyżka rozpuszczalnej, czajnik w ruch. Chcesz mleko czy śmietankę? I potem tak skubałam te mandarynki na śniadaniu u jego siostry. Patrzyłam na filiżankę do espresso i w głowie przewiałam scenę z mojej kuchni- o chłopie, jak bardzo ci współczuję.

 

 

 

We Włoszech to jedzą tylko pizzę i pastę

Wiecie, że dla mnie to było na początku oczywiste? Tak właśnie o Włoszech myślałam i z troską kalkulowałam ile przytyję przez pierwsze pół roku. ALE! Zawsze mówię, że w życiu, a zwłaszcza w podróżach warto mieć otwarty umysł i nie wybierać tylko jednego, najbardziej oczywistego szlaku. Bo jak wybierzecie w Italii tylko szlak pizzy i pasty to wierzcie mi, że wiele stracicie. Co region to kuchnia inna i właśnie to w tym kraju jest najpiękniejsze, że można przebierać w żarciu niczym w ciuchach w Zarze. A jak twierdzicie, że to już nie Włochy, no to cóż – wasza strata.

 

 

 

We Włoszech zawsze świeci słońce i jest piękna pogoda…

…no i wszędzie są baseny. No, bo jak wakacje w Italii to przecież tylko plaża, słońce, złoty piasek i morza lazur. No i basen. To nam robią z mózgu wakacje OL EN KLUZIW. A prawda jest taka, że jak posiedzicie trochę na północy kraju to po kilku miesiącach zatęsknicie za mroźnym nordycko-polskim powietrzem. Suchym chłodem, który nie przeszywa tak bardzo do kości w przeciwieństwie do tego, który jest na przykład w Mediolanie. Co ciekawe, teraz i może już się przyzwyczaiłam, ale początkowo było mi tutaj okrutnie zimno. Wilgoć w powietrzu i częste mgły to coś, co bardzo nakręca taki stan rzeczy, więc nic bardziej mylnego, myśleć o Włoszech, tylko w słonecznych i ciepłych superlatywach. Warto śledzić pogodę, bo wyspy takie, jak Sycylia czy Sardynia też mają to do siebie, że poza szczytem sezonu potrafią się tam rozpętać nieprzyjemne wiatry, przez co rajskie siedzenie na plaży przypomina bardziej wakacje w igloo.

 

 

 

Wszyscy Włosi są przystojni…

Wszystkie Panie muszę rozczarować, wszystkich Panów muszę poklepać po ramieniu. Otóż siostro, Bóg w tym kontekście jest naprawdę sprawiedliwy i tak, jak wiedziona stereotypem o umięśnionym latino, bardzo szybko przekonałam się, że sen o włoskim letnim romansie, może skończyć się właśnie tam, gdzie zaczynają się Włochy. Bo oni nie wszyscy są Adonisami, wierzcie mi. Ich cery nie przypisałabym do idealnej, skóra głowy potrafi zademonstrować tu i ówdzie pierwsze oznaki przedwczesnego łysienia. Nie wszyscy mają ciało z rzeźby Michała Anioła, idealnego zgryzu, czy tyłka jak z tej reklamy, w której skąpo odziany młodzian pokłada się w białych majtkach na modelce, pływającej na łódce. Kamera stop! Nie dajmy się zwariować, bo perfekcja i ten obraz to już chyba są przereklamowane, co?

 

 

 

Włoszki lubią mieć dużo dzieci…

Chyba tylko do wykarmienia. Bo włoska matka to by tylko gotowała i dzieci rodziła. Rodziła i gotowała, także w trakcie porodu.  Może i to nieco przypomina południowe życie w Italii, ale wierzcie mi mało która Włoszka decyduje się na dziecko przed 30-stką. Często góra jedno! Może kilkadziesiąt lat temu to tak, zupełnie jak to było z naszymi rodzicami. Powiedziałabym bardziej, że jest wiele kobiet które nie mają dzieci jeszcze dobrze po 30-stce, a niektóre decydują się na macierzyństwo po 40-stce. Tylko mnie nie pobijcie, bo to nie są herezje! Że jak, kobieta i bez dziecka?! To tylko w Polsce takie rzeczy, tutaj ten stan jest bardzo normalny i nikt nikomu nie robi wyrzutów sumienia. HA! To my w ogóle w naszym włoskim towarzystwie pobieramy się jako pierwsi! Są ku temu różne powody, no i przecież czy to taki obowiązek mieć dziecko? Kiedyś wam jeszcze o tym opowiem. Amen.

 

 

 

Te włoskie urzędy, to tak jak w każdym kraju – same problemy!

Otóż nie kochana. Włoskie urzędy są wyjątkowe, są specjalne. Włoskie urzędy to taki trochę hipster wśród urzędów na świecie, albo niech będzie –  w Europie. Mają spryciarze i zdolniachy arcy-alternatywne umiejętności żeby porządnie, ale to porządnie wkurwić obywatela. Szanującego się obywatela, który płaci te pieprzone podatki, chodzi do pracy, nie ściemnia, szanuje zieleń, kulturę, zna trzy magiczne słowa i lubi ludzi. Który po prostu oddycha tym samym powietrzem. Jest. Ja wam mówię – każdy włoski urzędas przechodzi taki sekretny kurs na początku kariery we włoskim urzędzie. Poznaje wszystkie tajniki doprowadzenia petenta do znanego z encyklopedii i psychologii stanu furii i niepoczytalności. Zaczyna się od tego, że każdy urzędas dostaje od urzędu rozbieżne informacje od tych, które otrzymał jego kolega. Tak wiecie, żeby w świecie było różnorodnie. W końcu petent musi MIEĆ WYBÓR w swojej decyzji! Jak na lekcji przyrody, w świecie zwierząt. Broń bożyczku panowie, żeby wam się informacje z kolegą pokrywały. Ma być dużo sprzecznych informacji – HA.HA.HA! Do tego dodajmy system kolejek rodem z PRL-u. Kilkugodzinnych oczekiwań, które w 98% kończą się odesłaniem z kwitkiem. Bo pani wyjęła ten swój ważący tonę klaser z instrukcjami wszelakimi i tako rzecze, że zaświadczenia A38 ci zabrakło koleżanko! Ja wam powiadam, że fakt iż Dom, Który Czyni Szalonym był w Rzymie w tym przypadku to nie przypadek. Pieprznięci biurokraci!

 

Ustalam NOWY REKORD 2020 – 4,5h czekania w kolejce i NIC nie załatwiłam.

 

Ściskam,

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply