OSOBIŚCIE ŻYCIE WE WŁOSZECH

To będzie najpiękniejsza jesień, czyli duże zmiany i co robiłam przez ostatnie miesiące

Znowu mam to poczucie winy, że zatrzymałam się w połowie pisania nowego wpisu, bo znowu coś. Bo są rzeczy, których nie przeskoczę. Poniekąd to przytłaczające, że bloger musi mieć ciągłość i być wiecznie zaktualizowany w każdej sferze życia social. No i bądź tu jeszcze trzeźwy z własnymi pomysłami na artykuły. Nie piszę tego po to, żeby się żalić. Mam teraz intensywny okres w życiu, którym chciałam się z Wami podzielić. Nie na fejsbuku, ale tu na blogu, bo to w końcu blog jest moim najdroższym dzieckiem. To będzie jedna z piękniejszych jesieni.

 

 

Nie twierdzę, że żeby życie miało smak to muszą dziać się tylko duże rzeczy. Z wiekiem stałam się gorliwym minimalistą i naprawdę do szczęścia niewiele mi potrzeba. A jeżeli chodzi o zmiany to lubię je. Zależy też o jakich zmianach mówimy, bo generalnie człowiek nie jest skory do wielkich cambiamenti. Zwłaszcza jeżeli mają one zachwiać naszą obrośniętą w słodki lukier stabilizację. Tym razem ogromnie się cieszę, że moja dotychczasowa stabilizacja w końcu przejdzie lifting.

 

 

Zrobiłam to.

I czasem uwierzyć jeszcze nie mogę.

W końcu się odważyłam na ten krok i kupiliśmy z A mieszkanie w Medio. Wiecie ile kosztowała mnie ta decyzja? Pomijając wyznanie miłości, którym obdarzyliśmy jeden z banków, to tak serio – początkowo nie było mi lekko na duchu. To chyba taka psychologiczna gierka, którą nagrywa mój nadwydajny umysł. Poniekąd nie jest to sytuacja bez wyjścia, ale z drugiej strony ta świadomość, że dałam przyzwolenie mojej emigracji, aby osiąść w Medio na dłużej początkowo przyprawiała mnie o dreszcze. Że tak kotku, posiedzisz tutaj trochę i póki co nie ma odwrotu. Odwrotów nie planowałam, ale no wiecie – tak jakoś dziwnie. Nie wiem czy byłabym na to gotowa, gdyby nie mentalny progres jakiego dokonałam w ostatnim roku. Pisałam Wam o tym tutaj.

 

W ostatnich miesiącach pomiędzy wybieraniem bidetów – we włoskim domu toż to Święty Grall – a kolorem kuchni, starałam się być z Wami w miarę na bieżąco. Dziękuję za to tegoroczne lato –  tak bosko wypoczęłam bez żadnych planów, wielkiego publikowania i notowania w kajecie każdego przemyślenia. Blog na chwilę zrobił sobie urlop. Z resztą sorry – będą dwa bidety, a powiedz Włochom, że to kompletnie nie ma sensu to wyślą Cię spojrzeniem w kosmos.

 

Dziewczyny będę mieć zmywarkę! Czy Wy wiecie jak to jest szczęście, gdy człowiek po 5 latach mycia garów po rybie i paście w końcu będzie wsłuchiwał się w uroczy turkot robota, który zrobi to za mnie? Tak, w między czasie zamierzam rozkoszować się tą tkliwą muzyczką na mojej kanapie, którą możemy w końcu wygodnie dzielić razem, zamiast spychać nawzajem jeden drugiego. Oj i nie żeby było mi źle na wynajęciu, ale kurde, jeśli mogę mieć lepiej, to zawsze będę wybierać tę drugą opcję. O to w życiu chodzi. Wspinać się pomału, nie wymagać i czekać na początku drabiny. Nie uważam, że człowiek musi najpierw kupić dom, żeby umożliwić sobie wykonywanie rzeczy, które lubi. Na mojej mikro kuchni na wynajem, w której ledwo mieszczą się dwie osoby zrobiłam Wigilię złożoną z kilku dań. Ale no, będzie piekarnik i w końcu będę mogła zrobić tę piekielną domową pizzę. Ta jesień będzie pachnięć nie tylko liśćmi i wilgotnym wiatrem.

 

Ludzie. Garaż. Powinnam go wpisać na pierwszym miejscu najpiękniejszego aspektu tej jesieni, ale miałam problem, wygrała zmywarka, a zaraz za nią piekarnik. W zasadzie wszystko jest ważne. No, ale ten garaż. W końcu opuszczam dżunglę pełną dzikich zwierząt, opuszczam ring walki na wstecznym i zgrzytanie zębami o wolne miejsce. I łkanie, że już tak bardzo chcę do domu, bo krążę tu od jakiś 40minut. Więcej nie muszę znosić tych podjazdów w ćwierć sekundy z zapytaniem, tonem upierdliwego dziada: WYJEŻDŻA PANI??!?!?!?!? Posyłam im wszystkim zalotnego buziaka i puszczam oczko, życząc  w jak najlepszych intencjach – buona fortuna e tanti parcheggi liberi. Jak już wyjdę z tej kuchni pełnej ciepłych i smacznych zapachów, to serio pójdę posiedzieć do garażu. Zauroczona faktem, że więcej żaden gamoń nie będzie mi siadać na masce, gdy zostawiam samochód pod chmurką. Czaicie, odebrałam nowe auto i po tygodniu takie cuda. Oczywiście zakończone wgniotem. Tej jesieni to pewniak, że na zmianę będę siedzieć w domu i w garażu.

 

Balkon i światło. W sumie to bardziej balkon, bo niech będzie, że na pierwszym piętrze zawsze miałam mało światła. W sumie przyzwyczaiłam się do tego, z resztą i tak 80% czasu jestem poza domem. Ale z balkonem to zupełnie inna historia. Lepiej. Na jednym zrobię swój ogródek warzywny, a na drugim będę serwować aperitivo i w końcu wszyscy się pomieścimy. Taki jest plan na wiosnę, ale jeszcze nie biegnę do niej, bo chcę cieszyć się tegoroczną jesienią. Choć myśl o choince w domu też jest niezwykle kusząca. Pić herbatę, wychodzić na taras i oddychać czystszym powietrzem niż tym, które miałam w centrum miasta.

 

Moje biurko. Doczekałam się honorowego miejsca za biurkiem. Żadnego pisania, skrzywiona na kanapie albo przy jednym ciasnym stole, gdzie Albi robi swoje, a ja ledwo mieszczę się ze swoim. Najlepsze były w tym wypadku bary. Będę mieć w końcu swoją oazę i miejsce na kreatywność, zlokalizowaną zaraz obok balkonu z najbardziej zabójczym widokiem, który chyba był powodem do tego, żeby powiedzieć tej decyzji tak. Moje Medio, jak na dłoni. Medio, które dało mi popalić, teraz kłania mi się w pas obdarowując mnie swoim majestatem w całej okazałości. Całe dla mnie. Codziennie. Lawirujące nad tą zieloną, trawiastą plamą, idealną do biegania i na jesienne przechadzki.

 

Ja: Ale, jeśli teraz będziemy mieć większe mieszkanie to znaczy, że częściej będziemy siedzieć oddzielnie? Wiesz ja pisząc, Ty robiąc też swoje rzeczy?

A: Wręcz przeciwnie, będziemy spędzać czas tak, jak dotychczas. Razem, nieważne gdzie. Ważne, że razem, tylko na wygodniejszej kanapie.

 

W taką jesień to ja wchodzę.

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply