KUCHNIA WŁOSKA + PRZEPISY WŁOSI WŚRÓD WŁOCHÓW

Sycylijskie arancini al ragù – przepis pełen włoskiej pasji

Sycylijczycy mają cierpliwość. Szczególnie w kuchni. Szczególnie, gdy zabierają się za swoje sycylijskie arancini. Bo choć włoskim przepisom należy poświęcić maksymalnie 30 minut, to istnieją również wyjątki, których magiczną regułę realizacji możecie już dziś wytatuować sobie na przedramieniu. Jej imię to pokora.

 

Arancini – ukochane przez Włochów, wprowadzające w drżenie serca u Polaków. Chrupiące kulki wypełnione ryżem, mięsem i oczywiście ciągnącym się serem. Kęs za kęsem przenoszące na gorącą wyspę Sycylii. To naprawdę luksus, że nie wymagają one czorcich składników, aby móc odtworzyć je także we własnej kuchni.

Klepałam te magiczne kulki mocy prawie tydzień. A to musiałam kupić sobie odpowiedni ryż, a to brakowało mi oleju. A to garnek był nie taki. Albo po prostu było zbyt późno na gimnastykę w kuchni. Chylę czoła wszystkim blogerkom kulinarnym, którym na livie także skomplikowane przepisy wychodzą jak marzenie.

 

Faz w przygotowywaniu arancini jest 5, więc wierzcie mi, że nie jest to receptura z cyklu wstawiam na palnik i idę robić maseczki. Najlepiej jeżeli wygospodarujecie sobie na to dłuższe popołudnie, a ze strony domowników zapewnicie odrobinę wyrozumiałości w podjęciu inicjatywy. Nie róbcie tego późnym wieczorem, a zwłaszcza w momencie, gdy ukochany chce z wami spędzić romantyczny wieczór na czułe patrzenie sobie w oczy. Arancini zupełnie jak dzieci – wymagają czasu i cierpliwości. A im bardziej zadbane, tym smaczniejsze.

 

Przepis podzieliłam sobie według faz i tak jest najbardziej optymalnie. Można też rozdzielić sobie pracę i np. przygotować ryż dzień wcześniej. Z przepisu wyjdzie wam około 10 arancini, wszystko zależy od tego jak wielkie będziecie lepić kule.

 

Faza I – RYŻ

Składniki:

500g ryżu do risotto (podłużny, taki który będzie się dobrze kleił)

1 saszetka szafranu

30g masła

140g parmezanu (możecie dozować ile chcecie, ważne żeby ryż się kleił, ja lubię efekt sera-ciągutki, więc sobie nie żałowałam)

 

Wykonanie:

  1. W dużym garnku zagotowuję wodę. Wrzucam sól i ryż i gotuję pod przykryciem do całkowitego wchłonięcia się wody. Przykrycie ryżu w czasie gotowania jest ważne, bo dzięki temu będzie nam się ładnie kleił.
  2. W małej miseczce mieszam odrobinę wody z szafranem. Dodaje szafran do ugotowanego ryżu, masło pocięte na kawałki i parmezan. Całość mieszam do uzyskania kleistej masy.
  3. Na blasze do pieczenia wykładam ryż i wyrównuję go łyżką do tego samego poziomu. Przykrywam blachę folią spożywczą i odstawiam do całkowitego wystudzenia. Najlepiej wystawić sobie ryż na balkon, a jeśli ktoś zamierza przygotować resztę przepisu następnego dnia, przykryty ryż po ostygnięciu można wstawić do lodówki na całą noc.

 

Faza II – RAGÙ

Składniki:

500g mięsa mielonego

2 marchewki

3 laski selera naciowego

1 cebula

1 puszka pasaty pomidorowej

1 szklanka czerwonego wina

sól, oliwa

 

Wykonanie:

1. Na dużej patelni, na oliwię podsmażam pokrojoną w kostkę cebulkę. Dodaję pokrojoną marchew i seler (ja siekałam w mikserze – najlepiej jak warzywa są drobne) i podsmażam przez chwilę.

2. Na warzywa wrzucam mięso i podsmażam kolejne kilka minut.

3. Do zawartości patelni dodaję szklankę czerwonego wina i duszę tak długo aż wino odparuje, a mięso nie będzie zbyt ,,wodniste”.

4. Do mięsa i warzyw dodaję pasatę, dosalam do smaku. Przykrywam i duszę na żwawym ogniu do momentu kiedy ragù nie uzyska lekko płynnej, lecz zwartej konsystencji.  Nie może być ani za suche, ani zbyt płynne bo będziemy mieć problem z faszerowaniem kulek.

5. Mięso przekładam do naczynia i zostawiam do całkowitego wystudzenia.

Na Sycylii, zwykle do tego ragù dodaje się zielony groszek. Jako, że u nas w domu to warzywo nie jest doceniane pod względem walorów smakowych, to je pominęłam. Kto ma ochotę na wersję z groszkiem dorzuca go zaraz po pasacie pomidorowej.

W drugiej opcji możecie po prostu pokroić mozzarellę i szynkę w kostkę. Farsz może być naprawdę dowolny.

 

Faza III – FORMOWANIE ARANCINI

Tutaj jest najwięcej zabawy, trzeba obrać technikę w skutecznym lepieniu, a za pierwszym razem może wyjść koślawo. Dlatego kilka wskazówek:

  1. Przestudzony ryż najlepiej pokroić na kwadraty.
  2. Pierwszy kwadrat ujmujemy w dłoń i staramy się uformować coś na kształt ,,łódeczki”, tak aby zrobić miejsce na mięsny farsz. W pogotowiu warto mieć miseczkę z wodą żeby ryż nie kleił nam się do dłoni, ale do siebie samego.
  3. Wypełniamy pierwszą połowę kulki mięsnym ragù. Optymalna ilość farszu to około 1,5 łyżki do zupy.
  4. Bierzemy drugi kwadrat i formujemy drugą część kulki, tak aby zamknąć arancine. Można przy tym pomóc sobie łyżką.

 

Jeżeli zostanie wam trochę ragù polecam zrobić z nim spaghetti z dodatkiem tartego parmezanu. Do tego kieliszek czerwonego wina i macie kolację na bardzo włoskim poziomie!

 

Faza IV – PASTELLA + PANIEROWANIE

Pastella to taka nasza polska zaklepka z mąki i wody.

Składniki:

200g mąki

300ml wody

szczypta soli

 

Wykonanie:

To chyba najmniej pracochłonna część tego przepisu (nareszcie!).

  1. Do miski wsypuję mąkę i sól. Wolnym strumieniem dodaję wodę i energicznie mieszam rózgą – nikt nie lubi mieć grudek. A już najbardziej nie cierpię ich w budyniu instant.
  2. Każdą arancine maczam w zaklepce, po czym przedkładam ją na talerz wysypany bułką tartą. Obtaczam kulki starannie z każdej strony.

 

Faza V – FRITTURA (smażenie)

Zanim zabierzecie się za to, co nazywa się gastronomią wyższego szczebla musicie wiedzieć, że:

  1. Opanierowane arancini warto zostawić na przynajmniej 40minut, aby panierka dobrze na nich zastygła. W przeciwnym razie ryzykujemy, że na głębokim oleju wszystko może nam się rozwalić. Ja zrobiłam tak, że zamroziłam kulki, a następnego dnia zabrałam się za smażenie.
  2. W kuchni otwórzcie szeroko okno i jak możecie to zamknijcie drzwi.
  3. Najlepiej nie myć wcześniej włosów, bo gwarantuje, że i tak będziecie śmierdzieć. Tak a propos dyskusji dotyczącej romantycznego wieczoru we dwoje.

 

Składniki i sprzęt:

2 litry oleju do smażenia np. słonecznikowy/z orzechów arachidowych (koniecznie musi być to olej taki jak do frytkownicy, nie używajcie przypadkiem oliwy z oliwek!!)

1 wysoki garnek (jeżeli garnek ma dużą średnice, musimy zapewnić sobie więcej oleju – arancine muszą być całkowicie zanurzone. Smażcie max 2/3 sztuki naraz)

1 sito lub durszlakowa łyżka (sito będzie dobre na duży garnek)

 

Wykonanie:

  1. Do garnka wlewamy olej i wstawiamy na średni ogień.
  2. Czekamy aż temperatura będzie odpowiednia. Nie bawiłam się tutaj w termometry rodem z master chefa – skropiłam olej odrobiną wody – olej zaczyna wtedy charakterystycznie skwierczeć.
  3. Na łyżce durszlakowej lub sicie układam arancini. Zmaczam je całkowicie w oleju, obracam do momentu uzyskania złocistej panierki.
  4. Arancini wykładam na papierowy, chłonny ręcznik.

 

Co zrobić z olejem po smażeniu?

Olej, który osiąga temperaturę ponad 150C° przede wszystkim sam się nie rozłoży, czyli mówiąc prościej nie jest biodegradowalny. Wlewany do rur albo po prostu do klozetu (co wielu się zdarza) tworzy rodzaj powłoki wyściełającej i przy tym przyczynia się do skażenia wody. Olej najlepiej najpierw przestudzić i przelać do słoika, a potem poszukać punktów w mieście, które zajmują się recyklingiem takich odpadów. Warto popytać w knajpach czy restauracjach – na pewno mają serwis, który zajmuje się cyklicznym wywozem frytury.

Do zdjęć zostały mi tylko 4 sztuki – nie mogłam się powstrzymać!

Jaki to jest sztosik, przeeeeepyszny!

Podzielcie się z przyjaciółmi albo jak jesteście łakomi to zjedzcie wszystkie sami.

Ściskam mocno,

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

 

 

 

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply