POLKA NA EMIGRACJI

Polacy za granicą, czyli co mnie wkurwia w lataniu samolotem?

W zasadzie to długo nosiłam się z zamiarem napisania tego posta. Tak się złożyło, że po ostatniej wizycie w Polsce dostałam natchnienia, bo wystarczyło znowu odwiedzić poznańską Ławicę, aby po raz setny nie uwierzyć, że to naprawdę ZAWSZE się dzieje.

 

W końcu, po wielu miesiącach oczekiwania z wywieszonym jęzorem na bezpośredni lot do domu; Poznań-Mediolan Bergamo, Ławica postawiła na mądre rozwiązanie i właśnie takie połączenie zaproponowała. W każde wtorki i soboty, Ryanair lata regularnie z Poznania do Mediolanu i na odwrót, ułatwiając przy tym życie wielu podróżującym z tamtych rejonów Polski. I nie żebym się czepiała albo zadzierała nosa, ale Ławica to także jedyne lotnisko, które regularnie mnie wkurwia. Miałam pisać o czymś innym, ale nie mogę się powstrzymać od zaznaczenia faktu, że odprawa na Ławicy jest po prostu straszna.

Przynajmniej u mnie na 4 loty w roku, 3 wspominam z żyłą na szyi. Zwłaszcza jeden, kiedy to celniczce prawdopodobnie nie spodobała się moja gęba i całą walizkę rozgrzebała mi GOŁYMI łapami bez rękawiczek. Tak, były gołe i do tego zmolestowały wszystkie moje staniki i gacie z butami, z dna walizki włącznie. A zacznij się pluć, to wylądujesz na dywaniku i o swoim bezpośrednim locie będziesz mogła tylko pomarzyć. Następny już w sobotę. Bywam na naprawdę różnych lotniskach w Europie i tylko na Ławicy takie cyrki; przewalanie walizki przez taśmę kilka razy (pomimo zachowanych wszystkich reguł), zdejmowanie butów (za każdym razem!) nie zasłaniających kostki, otwieranie laptopa i inne upierdliwości, których naprawdę nigdzie indziej nie widziałam. Kontrola, kontrolą i dobrze, że dba się o bezpieczeństwo, bo od tego jest cała ta procedura. No, ale kurwa. Zostawmy trzepanie rodem z CSI tym, którzy naprawdę mają ku temu powody, bo np. przez lotnisko przewijają się ludzie z całego świata w ilościach masowych. Dla kogoś, kto podróżuje pierwszy raz to musi być stresujące doświadczenie. Przykrość, przykrość.

 

Ale o czym to ja miałam? No właśnie, co mnie wkurwia w lataniu samolotem?

 

Odprawa

No właśnie wracając do odprawy osobistej, to ona naprawdę NIE JEST trudna. Rozumiem, że ktoś może robić to pierwszy raz i akurat znalazł się na Ławicy, wtedy faktycznie – wspieram cię córko, gładząc czule twe ramię. Nie wiem, może mój blond kolor włosów w tym przypadku to nie przypadek, ale obserwuję, że niektórym od momentu przekroczenia wejścia na lotnisko włącza się cała sekwencja niekontrolowanych odruchów. I tak jest też w przypadku odprawy osobistej. Zastosowanie się do reguł związanych z kontrolą bagażu podręcznego nie wymaga posiadania mocy nadprzyrodzonych. Do wglądu idą płyny (w tym wypadku kosmetyki), nie przekraczające 100ml, zapakowane w transparentną torbę o maksymalnej pojemności 1 litra. Przedmioty metalowe i elektroniczne. Do plastikowych kuwet wkładamy: kurtkę, pasek, zegarek, telefon i zawartość kieszeni + personel lotniska MOŻE poprosić cię o zdjęcie butów – tak, żebyśmy z czystym sumieniem mogli przejść przez bramkę kontrolną. Cała procedura układania rzeczy osobistych na taśmie trwa dokładnie 3 minuty. Ale nie. Jeszcze dobrze nie stanę przy taśmie, z tyłu już ktoś na mnie napiera, gorączkowo sięgając po plastikową skrzynkę. Nerwowo sapiąc na mój kark, z przerażeniem patrzy na celnika, który za chwilę poprosi o wyjęcie płynów. Matko i co on wtedy zrobi? Ludzie przy odprawie dostają czegoś na kształt histerii i nawet pytanie o sprzęt elektroniczny w bagażu podręcznym wydaje się być tym za milion złotych monet. Naprawdę, z całego serca polecam tym, którym pocą się ręce na dźwięk słowa CHECK-IN, żeby na kilka dni przed lotem zapoznali się z procedurą odprawy na lotnisku i po prostu się kurde wyluzowali.

 

Gate

Zabieram walizkę z taśmy, zakładam buty i idę w kierunku mojej bramki odlotów. Zajmuję miejsce na ławeczce obok gejta, rozkosznie wyciągam kopyta, grzebię w torebce w poszukiwaniu telefonu i nagle przypominam sobie, że w sumie to chcę mi się pić. Idę zatem po wodę, wracam i wykonuję dokładnie tę samą czynność, co wcześniej – siadam i czekam aż zaczną przepuszczać nas do samolotu. Popijając Kroplę Beskidu, za którą osobiście nie przepadam patrzę na ludzi. Cóż moje oczy widzą – to, co zwykle. Tak powszechny, a zarazem do dziś niezrozumiały dla mnie widok. Możliwe, że ta prawda będzie jeszcze bardziej bolesna niż fakt, że Święty Mikołaj nie istnieje.

Pozwól, że potrzymam cię za rękę w tej ważnej chwili, bądź dzielny i przyjmij to po prostu na klatę. Uwierz mi, że: ustawianie się w kolejce na 40MINUT do zamknięcia bramki NAPRAWDĘ (!) nie gwarantuje lepszego miejsca na pokładzie. Gratuluję, że jesteś pierwszy, ale zrozum, że i tak będziesz siedzieć w rzędzie, gdzie skrzydło samolotu zasłania cały widok z okna, a ty wciąż masz środkowe miejsce.

 

Boarding

Na karcie pokładowej, specjalnie zostało oznaczone, którym wejściem należy wchodzić na pokład samolotu. Są i ci, którzy jeszcze tego nie ogarniają, ale naprawdę można im to wybaczyć. Każdy może coś przeoczyć. Wchodzę na pokład, kieruję się na wyznaczone miejsce. Umieszczam w bardzo prosty, nie uprzykrzający życia innym bagaż w schowku nad głową. Siadam na swoim miejscu, zapinam pasy i czekam. I wtedy się zaczyna. Kurwa. Odkąd Ryanair wprowadził opłatę za możliwość wnoszenia bagażu podręcznego na pokład i zaczął rozsadzać pasażerów podróżujących razem (tych oczywiście, którzy nie dopłacili), na odległość całej długości samolotu, to ludzie jeszcze bardziej sfiksowali. Rozumiem bardzo dobrze, że chcesz mieć blisko kobietę twojego życia albo, że z kumpelą raźniej, no ale ja pierdole. Jeśli lot trwa 1,5h-2h, to naprawdę nie widzę powodu żeby przychodzić do mnie z drugiego końca samolotu i pytać czy się przesiądę, jeśli już umieściłam w bardzo prosty, nie uprzykrzający nikomu życia bagaż w schowku nad głową i elegancko wbiłam się w fotel. Ej, nie jestem taką suką, żeby siedzieć pomiędzy dwójką zakochanych, bo akurat wylosowałam środkowy fotel. Zamienię się. Rozumiem też, że np. siedzenie samemu na 3 miejscach wydaje się być w tym wypadku wygraną w totka. ALE! Ci, którzy lubią zabawę w przemeblowywanie muszą pojąć jedną zajebiście ważną rzecz. Te miejsca nie są przydzielane przypadkowo. Zanim samolot wystartuje, piloci przed startem muszą znać masę rozłożenia, która pozwala na określenie środka ciężkości. To oznacza, że każda zmiana miejsca ma wpływ na tę wartość i tym samym możemy mieć problem np. przy starcie. Zamiast robić gnój i narażać wszystkich na jakieś problemy techniczne może po prostu zapytaj obsługę samolotu czy możesz się przesiąść albo po prostu kup sobie miejsce?

 

Dzieci na pokładzie

Po ostatnim locie do Polski bardzo dobrze odczułam, że mamy w kraju 500+. Leciały ze mną co najmniej 2 dziecięce drużyny piłkarskie z czego każdy gracz miał inny problem egzystencjalny. Lubię dzieci, naprawdę. Sama mam dwóch siostrzeńców, którym uchyliłabym nieba. Z dziećmi na pokładzie jest o tyle trudno, że w tych klaustrofobicznych przestrzeniach rajanera (piszę o rajanerze, bo to nim głównie latam) lecimy wszyscy jak sardyny. Łatwo o zaduch, przypadkowe potrącenie, szturchanie i dotykanie się. Do tego dochodzi różnica ciśnień, zacisk w uszach i wcale się temu małemu nie dziwię, że płacze. No, ale ja pierdole. Istnieje pewna różnica. Czy na lądzie, czy w wodzie, czy w powietrzu istnieje coś takiego, jak szacunek dla przestrzeni bliźniego. Można zabrać dziecku kredki, puzzle, kocyk, ulubioną książeczkę czy misia i jakoś się tym maluchem zająć. Dlaczego przez większość lotu (w tym wypadku był to wieczorny lot) muszę znosić twojego małego potwora, biegającego z jednego końca korytarza na drugi?!?!? Zmęczonego jak sto pięćdziesiąt, a ty się jeszcze z tego cieszysz?! Uwierz mi, taka sytuacja nie wkurwia tylko mnie, ale i wszystkich pasażerów, którzy wylosowali marne miejsce C i D przy przejściu. Bo tu nie tylko o bieganie chodzi, do tego dochodzą wrzaski i piski. Przytulanie się do moich butów i wylewanie zawartości butli na moje spodnie (serio, tak się stało). Tak, stewardessy też to wkurwia, bo jeśli dobrze się zastanowisz, to zauważysz, że załoga samolotu w trakcie lotu, pokonuje kilometry tymże korytarzem – dokładnie tam, gdzie biega twoje dziecko. Ci ludzie są w pracy, gdzie cyklicznie co kilkanaście minut pchają ciężki wóz z żarciem. Zastanów się przez moment, jaki byłby skutek gdyby miła pani stewardessa w szpilce nadepnęła twojemu dziecku na jakąkolwiek część ciała, bo akurat ciągnie wóz żarcia idąc tyłem?? Zarówno ty, jak i ja zapłaciłyśmy za ten lot. Zarówno ty, jak i ja chcę dolecieć na miejsce w co najmniej cywilizowanych warunkach, zatem zamiast zachowywać się jak śmierdzący egoista, może warto w TYM momencie użyć więcej niż tylko jeden zwój mózgowy?

 

Lądowanie

Szanowni Państwo, zbliżamy się do lądowania. Prosimy o pozostanie na swoich miejscach w zapiętych pasach do momentu całkowitego zatrzymania się pojazdu. No pewnie, że nie. Naiwniacy. Na co wy liczycie? Przecież lecą z nami śmiałkowie, dla których zasadą jest życie bez zasad. To jest właśnie moment żeby wyjąć szybko walizkę ze schowka. Niech tylko ten samolot się zatrzyma, a ja wbiję się do kolejki do wyjścia, bo tak sobie obliczyłem, że pierwiastek z 40minut czekania do gejta podzielony przez 15 minut czekania na otwarcie drzwi samolotu sprawia, że będę pierwszy w domu!

 

Czy tylko ja czegoś tu nie ogarniam?

 

A może po prostu zaklaszczę pilotowi i wtedy sit back, relax and enojy your flight nabierze nowego znaczenia.

 

Szerokości,

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

You Might Also Like