PODRÓŻE MAŁE I DUŻE

Trydent Górna Adyga – góry dla prawdziwych koneserów

Do Trydentu wybierałam się od jakiś 2 lat.  W zeszły weekend zapakowałam walizkę, zalałam auto i zrobiłam ponad 330km na najbardziej pokręconej (bardzo, bardzo pokręconej), stromej i prowokującej puszczenie pawia trasie w moim życiu. Wielkie dzięki boziu, że dojechałam!

 

Fakt, faktem – Trydent nie przywitał mnie życzliwie albo może inaczej –  nie pomagał w przybyciu na nasze pierwsze spotkanie. Już na trasie od jeziora Garda i Sirmione, srogie błyskawice przeszywały nocne niebo, a na ostatnich 50km dzikich serpentyn rozpętała się taka ulewa, że sama zwątpiłam czy właśnie nie dojechałam na koniec świata. Bo Trentino to taki trochę koniec świata, zwłaszcza jeśli wciąż rozmawiamy o jednym z regionów Włoch.

 

Położony centralnie w strefie Alp Wschodnich, Trydent Górna Adyga od północy graniczy z Austrią, od zachodu z Lombardią i Szwajcarią. Z lotniska najlepszym i najszybszym połączeniem w tym wypadku jest autostrada wiodąca z Bergamo. Kto ma więcej czasu do dyspozycji i akurat kręci się bliżej wschodniej części regionu, do Trentino może dojechać także od strony Wenecji Euganejskiej. Na mapach Googla wszystko ładnie widać.

Wciąż jesteśmy w Italii, a jednak wszystko jakby inaczej. Po pierwsze kogo jarają Włochy pod kątem różnorodności dialektów w Trentino będzie zachwycony, bo choć po włosku można się tutaj spokojnie dogadać, to lokalsi porozumiewają się we własnym języku zwanym ladino. Samych rdzennych Ladynów pozostało niewielu, ale tej mieszanki pomiędzy niemieckim, nosową słowiańszczyzną i tyrolskim dialektem naprawdę przyjemnie się słucha. Do tego wszystkiego dorzuciłabym trochę irlandzkiego jodłowania i garnca ze złotem na końcu tęczy. Nie, karła nie chcemy – ladini są już wystarczająco klimatyczni i bardzo uprzejmi jako ludzie. Serio, tylko ich ściskać z wdzięczności za tę gościnność.

 

Jakie jest Trentino?

W tym miejscu muszę westchnąć i jeszcze raz przeanalizować, czy naprawdę moim przeznaczeniem nie jest hodowla kurzej gromadki w Górnej Adydze. Tam… jest tak zajebiście, że mój aparat w telefonie oszalał i robił zdjęcia rodem z National Geographic – aż sama nie mogę się nadziwić, że to ja wciskałam guzik take a picture. No, bo co mam powiedzieć, gdy przyjeżdżam w ciemnej, deszczowej nocy z piorunami, idę do hotelu po omacku, a nad ranem wita mnie to:

 

trydent

A zaraz po przebudzeniu to:

 

Nie ogarniałam tej urody jeszcze długo po śniadaniu, ale prawdziwy, emocjonalny gong w twarz czekał na mnie dopiero później.

***

Trentino latem, to chyba najbardziej zielone miejsce w całych Włoszech (kto widział więcej zieleni w Italii proszę – ręka w górę, chwalcie się, chętnie zasięgnę inspiracji na kolejny detox od miejskiego życia), dysponujące najpiękniejszymi górami w Europie.

W Górnej Adydze ilość szlaków jest tak imponująca, że nie sposób ogarnąć je wszystkie przez weekend. Latem, optymalnym czasem na Trentino to spokojne 5 dni. Zobaczysz wtedy naprawdę wiele, łykniesz świeżego powietrza, nacieszysz się tą nieskazitelną ciszą, a potem uzupełnisz braki energii genialną, lokalną kuchnią – o tym, za chwilę. Główne lokalizacje gdzie możesz się zatrzymać to: Colfosco (właśnie tam spałam), Corvara, La Villa, San Cassiano, Badia, La Val.

 

Szlaki na dobry początek

To, co udało mi się zobaczyć przez ostatni weekend to szlak Santa Croce, położony na wysokości 2045m. Z Badii można się tam dostać wyciągiem krzesełkowym, zahaczając o pierwszą stację (La Crusc). Na drugim etapie trasy do schroniska Santa Crocie bardzo polecam przejście na nogach. Droga jest dość stroma i wymagająca, ale naprawdę warto się trochę wysilić. Wszystkie info odnośnie cen biletów i letnich tras znajdziesz tutaj. Dla tych, którzy podróżują latem z dziećmi dodatkowe info o atrakcjach tutaj.

santa croce

Drugiego dnia wystartowaliśmy z Corvary, wjeżdżając wyciągiem kabinowym Col Alto. Na szczycie jest prawdziwy raj, bo dopiero tam można mówić o chodzeniu po górach i spacerowaniu przez cały dzień po szerokich, zielonych łąkach. Serio, gdybym miała nieco więcej czasu, to obleciałabym wszystkie te trasy. Do zjazdu polecam wyciąg Braia Friada, a o cenach, godzinach i dyspozycyjności wyciągów przeczytasz tu i tu.

col alto

Trydenckie jadło

Nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała, że oczywiście na maxa zacierałam ręce na trydenckie jadło. Poniekąd nasz wybór górskich szlaków był pokierowany faktem, że to właśnie u ich szczytu czekały TE DWA schroniska, które karmią chyba lepiej niż moja babcia (babciu, wybacz). Schroniska pamięta z czasów dzieciństwa Alberto, który nagminnie odwiedzał je zimą z rodzicami, kiedy to Trentino nie było jeszcze tak okupowane turystycznie. Daję ci słowo Alberta i moich kubków smakowych, że jakość i świetność jedzenia od tamtych czasów pozostała do dziś taka sama.

 

Na początek lecimy z Rifugio Lee, gdzie wjeżdząją canaderli al gulash. Knedliki, tak popularne w Czechach i na Słowacji mają też swoje miejsce w Italii. Włosi robią je na różne sposoby, a najbardziej popularne są te ze speckiem (rodzaj wędzonej szynki, z której właśnie słynie Tyrol), szczypiorkiem, szpinakiem lub serem. Niektórzy wolą serwować je w rosole, ale dla miłośników mięsiwa znajdzie się także opcja z gulaszem, z wołowiny. Ja pierdziele, jakie to było dobre!

canederli

 

Gdybym nie była tak zachłanna na pewno poprzestałabym na canederli i zamówiła sobie kawę. Umówmy się, że kaiserschmarrn wzięłam w imię nauki, bo właśnie Rifugio Lee słynie w tych rejonach z najlepszego omletu cesarskiego . Szarpane kawałki smażonego naleśnika wręcz rozpływają się w ustach, a mus jagodowy daje ten idealny, lekko kwaśny punkcik na czubku języka. Dlaczego weekend nie trwa cały tydzień?

kaiserschmarrn

Rifugio Lee ma jeszcze jednego asa w rękawie. Jak już zwleczesz się z drewnianej ławki albo ulubionego, zapadającego się w ziemię leżaka polecam zrobić 15-minutową przechadzkę w głąb lasu. Nie wszyscy znają to miejsce, a szkoda. Jezioro Lee jest naprawdę bajkowe. Tak zielonego miejsca, dawno nie widziałam. Jeśli nie wiesz jak dotrzeć, po prostu zapytaj obsługę w schronisku.

jezioro włochy

Kuchnia Trydentu nie ma się czego wstydzić. Ten region Włoch słynnie przede wszystkim z cudownej dziczyzny, grzybów i rozgrzewającego, włoskiego krupniku. Zjawisko wspólne dla wszystkich miasteczek w Trentino to hodowla kur, na wolnym wybiegu. Tydenckie nioski są na tyle wolne w swoich wyborach, że niekiedy spotykałam je na środku drogi. Ale jakie były z tego jaja! No właśnie, w schronisku I Tablà na trasie Col Alto polecam z całego serca tradycyjne speck- uova- patate, czyli wcześniej wspomnianą wędzoną szynkę z jajkami i ziemniakami. A do tego piwo. Zrobisz najlepiej jeśli zabierzesz sobie kocyk, bo obok schroniska jest bardzo przyjemny skwer, na którym możesz zrobić sobie poobiednią drzemkę. Wierz mi – po tym komara przycina się bezwarunkowo.

speck uova patate

Nie mogłam przecież zapomnieć o śniadaniu. Trzeba przygotować się na każdą okoliczność np. jeśli wykupiłaś nocleg bez śniadania. Ja, byłam takim obżartuchem, że pomimo tego, iż mieliśmy śniadania w cenie, drugiego dnia skubnęłam dwa sucharki ze szklanką soku i poleciałam czym prędzej do Pasticcerii Elvi (nie mają nawet fejsbunia!). Cukiernia robi boskie, lokalne ciasta. Torta ladina – z mąki gryczanej, z kawałkami czekolady i gruszką albo genialna, czekoladowa sacher przekładana konfiturą z wiśni i wiele innych. Wybierz cokolwiek i tak się nie pomylisz.

Adres: Str. S. Linert, 19, 39036 Badia BZ

 

***

Trentino latem jest nieco wyposzczone z ludzkich mas. Nie oszukujmy się –  większość Włochów gnębi w sezonie nadmorskie kurorty, a góry w tym czasie należą do ich prawdziwych miłośników. To tak na marginesie bowiem wieczorem, jeżeli jesteś singlem i szukasz przygód, to raczej nastaw się na średnią wiekową własnej babci i jeden otwarty lokal z browarem, który możesz sobie chlipać do wschodu słońca. No ale kogo to obchodzi, jak za dnia takie rzeczy?

 

trydent trydent górna adyga

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

You Might Also Like