POLKA NA EMIGRACJI WŚRÓD WŁOCHÓW

Szybki metabolizm od zaraz – możemy wszyscy? Tak, możemy!

W blogowaniu bawi mnie to, że wystarczy moment albo jakaś sytuacja żeby pomysł na post wpadł do głowy bez większego pocenia się. W zasadzie to trochę się spociłam, bo będąc ostatnio w Polsce zaliczyłam sympatyczne zatrucie pokarmowe łososiem. ALE! Dzięki temu właśnie jesteś tu gdzie jesteś i czytasz.

 

Już kiedyś chciałam Ci o tym napisać, ale wcześniej musiałam mieć kilka dowodów popartych przykładami, żeby uzmysłowić Ci, że od dzisiaj nie musisz czuć się jak balon. To nie jest wpis z załączonym indeksem glikemicznym, tylko opowiastka o moim doświadczeniu i problemie z chorobą, której groźna nazwa wybrzmiewa mniej więcej tak: zespół jelita drażliwego.

 

 

Zanim wyjechałam do Italii zrobiłam to, co powinnam robić będąc na emeryturze (albo i nie, bo zdrowia życzę każdemu bez względu na wiek). Odwiedziłam wszystkich możliwych lekarzy świata, aby być przygotowana na WSZYSTKIE ewentualności, które mogą na mnie czekać we Włoszech. Od ogarnięcia zgryzu, kontroli łupieżu, badań morfologicznych (tak, zrobiłam również te, budzące największą ciekawość pań na recepcji w przychodni) skończyłam medyczny maraton w gabinecie u Gastrologa.

 

Już wcześniej narzekałam na napompowany balon, pomimo tego, że np. zjadłam mały posiłek. Wielkość mojego wzdętego brzucha przypominała ciężarną w 5 miesiącu, a senność i uczucie ciężkości było nie-do-opisania. Najgorsze jednak były poranki. Budziłam się z takim bólem w jelicie, że jedyne o czym marzyłam to zrobić to, co w związku pomiędzy dwojgiem ludzi nazywa się ,,przełamywanie barier”. Nie wspominając o regularnym oczyszczaniu – raz w tygodniu był dla mnie totalnym sukcesem. Sorry, ale będę szczera. To są problemy cywilizacji.

Jednym uciskiem w odpowiednim miejscu i wywiadem u gastrologa, został u mnie stwierdzony zespół jelita drażliwego. Moim krzyżem na drogę była lista leków, tudzież innych zamienników i skierowanie do dietetyka, od którego w prezencie dostałam informację, że gelato al pistacchio mogę polizać tylko przez szybę lodówki. Spoko będą te Włochy.

 

No i co w związku z tym wszystkim?

Włochom jestem bardzo wdzięczna, za to że dzięki nim wprowadziłam kilka nawyków, które uwolniły mnie od zbędnych tabsów i katorżniczej diety bez pizzy i sera. Dzisiaj czuję się lepiej niż kiedykolwiek.

 

WODA

Wiem, że wszystkie portale żywieniowe trąbią ,,pij wodę”, ale wiem też, że w Polsce bywa zimno i zamiast wody chętniej sięga się po herbatę. Ograniczyłam herbatę naprawdę do minimum i piję na maxa dużo wody. Bez gazu, smakowych dodatków i innych gówien. Do posiłku, po posiłku, jest ze mną wszędzie. W knajpie jeśli zamawiam wino, to zawsze musi być woda. Piję jej w tygodniu dużo i to naprawdę, naprawdę oczyszcza!

 

ALKO

W Polsce piłam zdecydowanie więcej drinków, kolorowych, z palemką, na bazie wódki i innych. Wiesz, czasem jakiś szocik podczas wyjścia ze znajomymi. Alkohol ograniczyłam do wina i aperola. To tak a propo herbatki po obiedzie- białe winko na trawienie jest idealne (plus oczywiście woda!), co nie zmienia faktu, że też nie warto z nim przeginać. Alko to alko.

 

OWOCE I WARZYWA

We Włoszech urodzaj owoców i warzyw jest imponujący, ale to wcale nie oznacza, że w Polsce trzeba ograniczyć gastronomiczny żywot do mrożonek bonduell’a. Warzywa i owoce sezonowe mogą być rozwiązaniem, a ja osobiście pcham zieleninę do wszystkiego. Zamiast taplać makaron w ciężkim sosie, zastępuje go warzywami. Do posiłku zawsze musi być warzywo skropione oliwą, duszone z patelni albo grillowane. Owoce jem na deser (codziennie), a na śniadanie uwielbiam kroić sałatki owocowe. Umiłowania do warzywniaka nikt mi nie narzucił, tak po prostu jedzą Włosi.

 

RYBY I OWOCE MORZA

Choć nie wszyscy pałają entuzjazmem do muli czy innego morskiego robactwa, ALE! Zastawię pod hipotekę mieszkanie i z ręką na sercu zapewnię Cię, że te paskudki pomagają. Ryba z pieca jest najmniej pracochłonnym daniem, ale za to ile profitów! No mojej liście zakupów zawsze jest ryba, jak nie dwie, ale nigdy nie jest to ukochany w Polsce łosoś. Dorsze mamy też spoko, prawda?

 

MASŁO…

Kocham polskie masło i grzeszę bardzo za każdym razem, gdy odwiedzam Polskę. Pamiętam, że moje kanapki do szkoły zawsze nim ociekały, a najlepiej, gdy temu ociekaniu towarzyszył jeszcze kawał porządnej szynki. Masła nie jem praktycznie wcale, coś tam poskrobię. Od czasu do czasu położę kawałek na pyrę, ale bez szaleństw. Zamiast tego, stosuję oliwę – metabolizm jest szybszy niż kiedykolwiek.

 

….MAJONEZIK?

To samo dotyczy wszelkich sosów, panierek, zamienników, gówien z paczki i słoików. Nie jem jak kiedyś przetworzonych świństw, majoneziku babuni, tłustych tłuszczy i boczuniów. A jak już wjedzie sos do makaronu, to jest to sos w makaronie, a nie makaron w sosie. Proporcje mają znaczenie.

 

STRESIK

Miałam kiedyś taki stresowy okres, jak jeszcze mieszkałam w Polsce. Źle spałam (co prawdopodobnie też było efektem nadmiaru niektórych produktów w mojej diecie), ogólnie nie czułam się dobrze. W Medio też nie raz tak miałam, ale odkąd nauczyłam się panować nad stresem albo przynajmniej odcinać czynniki stresotwórcze mój balon, przestał być balonem.

 

RUCH

Każdy spacer, brzuszek, zgięcie się wpół, jakikolwiek inny ruch pomaga na maxa. Jeśli jesteś na skraju załamania z własnym wzdęciami poruszaj się trochę.

 

PORCJE

W Italii jem mniejsze porcje. Kiedyś ktoś mnie zapytał ile gram makaronu gotuję na naszą dwójkę. Normalnie przyjmujemy 80 gram na głowę i to w zupełności wystarczy. Mniej makaronu, ale więcej zieleniny, ot cały sekret.

 

 

Nie ukrywam, że gdy jestem w Polsce nie liczę sobie ani okrucha, jem wszystko to, z czego jestem wyposzczona. I tym razem z oblizywania warg po roladach, zacierałam ręce na sałatkę jarzynową. I szczerze? Potem cierpię, bo jem za dużo, ale to na własne życzenie. Wiem, że dietka sałatka-rolada nie jest normą w rzeczywistości przeciętnego Kowalskiego, tyle tylko, że nasza kuchnia jest zdecydowanie cięższa niż makarońskie ośmiorniczki. Powodów mamy ku temu kilka i wcale to nie oznacza, że polska kuchnia jest be. Jest zimno,wieje i na Północy jest po prostu inaczej. Nie spodziewałam się jednak, że przemycenie nieświadomie kilku nawyków tak bardzo zmieni komfort jedzenia i mojego życia. Po prostu zaczęłam jeść jak Włosi, a choroba to już tylko wspomnienie.

 

Ściskam znad talerza z pizzą,

 

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

 

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u

Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

You Might Also Like