PODRÓŻE MAŁE I DUŻE

Apulia – te miejsca musisz zobaczyć!

bari

W zasadzie na Apulię wolę mówić Puglia. Po włosku brzmi dla mnie bardziej znajomo, chyba dlatego, że dużo o niej gadam z Włochami. Przez 10 dni widziałam naprawdę sporo. Miałam rozpisany plan, gdzie i kiedy warto pojechać, ale nie zawsze kurczowo się go trzymałam. A wiesz, że zwykle bywa tak że to, co znajduje się poza szlakiem smakuje każdemu najbardziej.

 

Włoski obcas objechaliśmy wzdłuż i wszerz samochodem. Gdy rozstawaliśmy się z kluczykami do naszego dzielnego Volkswagena Polo, zrobiło mi się smutno. No, bo komu nie byłoby smutno gdyby przejechał samochodem 1500km w ciągu 10 dni? Daliśmy naprawdę czadu! Po tej wyprawie mogę przyznać sobie tytuł wytrwałego podróżnika, a w kwestii Apulii wiem, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.

 

 

Bari

Zaczynam od banału? Ależ nie! Bo to właśnie od Bari zwykle zaczyna się te wszystkie południowo-obcasowe wojaże. Stolicy pod tym kątem nie można podskoczyć, bo czy odpychasz się samochodem, czy podróżujesz pociągiem to dobry punkt łączący lotnisko z innymi apulijskimi miastami. O podróżowaniu po Apulii pociągiem pisała kiedyś fajnie Ania, dlatego ostro odsyłam Cię do tego wpisu, bo wiele w nim przydatnych wskazówek.

Na hasło ,,Bari” u Włochów dochodzi do różnych reakcji. Niektórzy je kochają, inni za nim nie przepadają i twierdzą, że tu nic nie ma! A jak jest? Subiektywnie rzecz ujmując uważam, że jeżeli masz ochotę przenieść się w czasie to dobrze trafiłaś.

Gdybym założyła firmę produkującą widokówki, to na tej o Bari umieściłabym wiszące gacie i prześcieradła. Bari pachnie proszkiem do prania, a ten który tym proszkiem handluje pewnie już dawno siedzi na Seszelach. W nowej części miasta, Bari przypomina mi Madryt, w którym byłam kilka lat temu; triumfalne bramy, monumenty i teatr. Wielu jednak zaczyna swoją miłość z Italią w Bari Vecchia, czyli w Starym Mieście. Kręte, kamienne uliczki, wąskie przejścia, ludzie odpoczywający na środku ulicy przed domem, na krzesłach zabranych z własnej kuchni. Nikt barese nie ma za złe, że czasem zapomina zamknąć ze sobą drzwi, bo tutaj 90% społeczeństwa osłania wejścia do domostw przepuszczalnymi powietrze zasłonkami. Krótko mówiąc życie w Bari toczy się na ulicy, a powiedzonko ,,znać się na wylot” to w tym przypadku styl życia nie aforyzm. I to właśnie czyni to miasto tak bardzo magicznym!

Sierpniowy upał i rozgrzane mury miasta nie sprzyjały długim spacerom, ale to co warto zobaczyć to na pewno romańska Bazylika San Nicola, która jest symbolem miasta i miejscem, gdzie została pochowana królowa Polski – Bona Sforza. Może i turystycznie, może nie, ale mnie bardzo podobał się klimat ulicy Arco Basso, na której można spotkać Włoszki lepiące orecchiette. Bari trzeba poczuć sercem, dlatego po prostu przejdź się wąskimi uliczkami, podsłuchaj dialektu i zachwyć stolicą Apulii.

bari

 

Cisternino

Po pierwszej kolacji w Cisternino już myślałam o powrocie na obiad. Jako miasto z północnej części Puglii, Cisternino zachwyciło mnie najbardziej. W pierwszej kolejności chwytają za serce absolutnie genialne bombette, z którego słynie miasto i przez to są najsmaczniejsze w całym regionie. W drugiej kolejności urzeka wieczorny styl życia i wijące się, wysokie schody do domów mieszkalnych, które były głównym bohaterem moich cisterninowskich zdjęć. Cisternino jest bardzo włoskie, może ciut zaściankowe, bo wychodząc z centrum miasta czuć, że średnia wiekowa zahacza o emeryturę. Jednak wieczorem panuje tu fantastyczna, relaksująca, nie-turystyczna, bardzo włoska atmosfera! Zaliczysz tu niejedną sagrę!

cisternino

Polignano a Mare

Polignano a Mare to prawdziwa perła wśród nadmorskich, apulijskich miasteczek. Nie chodzi tutaj tylko o dostęp do krystalicznie czystej wody morskiej. Miasto ma absolutnie spektakularną konstrukcję, bo zostało zbudowane na morskich grotach. Całość uzupełniają klify, z których młodzi przez całe lato fikają susy do wody, a w lipcu 2017 Red Bull zorganizował tutaj co roczną imprezę Cliff Diving. Tym, co polecam wypróbować w Polignano a Mare to przejażdżka łodzią po jaskiniach. Panowie z Sofii kapitalnie opowiadają historię miasta i zapewniają prawie 2h (25EUR/os.) świetnych atrakcji. Jest to najlepsza okazja żeby zobaczyć miasto w całej okazałości właśnie od strony morza. Każda z grot skrywa inną legendę. Będzie o Dante Alighieri, żółwiu, domu reportera i uciekających zakonnicach, a na deser kąpiel pod Grotą Palazzese, tuż przy restauracji o tej samej nazwie, która przyciąga lokalizacją, ale odstrasza cenami. Nic straconego, bo mam asa w rękawie, na naprawdę świetne jedzenie w Polignano a Mare.

Wskazówka: Łódź możesz rezerwować mailowo, wystarczy przybyć kwadrans wcześniej do Portu Cala Ponte, położonego nieopodal centrum miasta.

polignano a mare

Oprócz klifowych uciech koniecznie, a wręcz obowiązkowo musisz odwiedzić białe miasteczko. Uliczki i widoki z tarasów są tam takie, że przy każdym zakręcie cieszyłam się jak dziecko. Jest po prostu pięknie!

polinano a mare

Monopoli

Moja kolejna miłość zaraz po lodach pistacjowych. Miasteczko portowe, gdzie dostałam zaproszenie na wspólny połów ośmiornicy i uśmiechnęłam się z 1000 razy. Monopoli jest położone 10km na Południe od Polignano a Mare i pomimo nadmorskiej atmosfery nie ma z Polignano nic wspólnego oprócz wszechobecnej bieli murów. Na dzień dobry można tu spotkać emerytowanych Włochów na wakacjach, wygrzewających się na kamiennych płytach, tuż obok plaży publicznej. Plaża jest dość wąska, ale brak miejsca na piasku zdecydowanie wynagrodzi Tobie widok portu i miasta. Bajeczka!

monopoli

Ostuni

Z Ostuni miałam początkowo mieszane uczucie, ale wcale nie dlatego, że coś tam wizualnie nie zagrało. Wręcz przeciwnie, wysoko osadzone skupisko białych domków wygląda kapitalnie. Zanim opanuję cykanie zdjęć na wzór National Geographic, polecam Ci wyGooglować to cudeńko i wstępnie rezerwować bilety. Miasto zwiedzałam wieczorem i muszę przyznać, że jest piekielnie romantyczne. Sekretem zwiedzania Ostuni jest zejście z głównego placu, przemknięcie obok turystycznych sklepików i restauracji, i zanurzenie w ciągnących się w nieskończoność zaułkach.

ulice ostuni

Alberobello

O Alberobello naczytałam się dużo przed wyjazdem, zajarałam zdjęciami i stwierdziłam, że to będzie najlepszy punkt programu. Koniec końców, zwykle bywa tak, że gdy na coś za bardzo się nakręcimy to, to coś potrafi rozczarować podwójnie i nie piszę o tym dlatego, że tak było z Alberobello. Po pierwsze ustalmy, że o wyjątkowości tego miasteczka decydują trulli niewielkie domki o stożkowatych dachach, które są charakterystycznym elementem architektonicznym Apulii, ale to w Alberobello uchowało się ich najwięcej. Choć wieczorem jest tutaj przyjemnie, to mimo wszystko polecam sprawdzić to miejsce za dnia. Tak, są turyści, tak są sklepiki z pamiątkami, jest trochę gastro-turistico i fakt ten może początkowo zniechęcać, ale gwarantuję, że takie domki ostatni raz widziałaś w bajce o Galu Asterixie.

Lecce

W Lecce wylądowaliśmy w sobotę i nie wiem czy była to kwestia szczytu sezonu czy upału, ale miasto było kompletnie wyludnione. Z punktu widzenia zwiedzania, był to dzień wręcz idealny!Podczas całego wyjazdu nie mieliśmy spiny na bieganie od zabytku do zabytku, choć tym co zasługuje na uwagę to Amfiteatr i Piazza Duomo oraz Bazylika Santa Croce, po którą muszę wrócić, bo to prawdziwa architektoniczna perełka! W Lecce należy zwracać uwagę na detale, których jest tu wiele; od kołatek, po wykończenia balkonów, fenomenalne latarnie, no i generalnie cała architektura Starego Miasta jest naprawdę oszałamiająca!

lecce

Otranto

Wieczorem bardzo przypomina mi styl życia, jak w Mediolanie. Wiele tu knajpek i restauracji, miejsc gdzie można wyluzować się po długim (też wyluzowanym) dniu na plaży. Mam stąd chyba najmniej zdjęć i póki co nie opanowałam trybu nocnego na tyle, aby móc uwypuklić magię tego miejsca wieczorem, co nie zmienia faktu, że powinnaś się przekonać jak tam jest na własnej skórze!

Gallipoli

Im bardziej zjeżdżamy na południe tym większy połów świeżych ryb, bo w Gallipoli port jest naprawdę gigantyczny. Miasteczko odbiega nieco od eleganckiej bieli Monopoli i Polignano a Mare. Powiedziałabym, że intensywny rytm dnia przy pracy w porcie sprawia, że to miasto staje się nieco bardziej przykurzone, ale wciąż zachwycające. Ktoś pewnie mógłby się obrazić, gdybym porównała je do polskiego Mielna w okresie letnim, ale wierz mi- młodzi w wakacje przyjeżdżają tu także ze względu na letnie imprezy. To, czego można pozazdrościć mieszkańcom Gallipoli to przede wszystkim plaże i kolor wody, które po prostu zwalają z nóg!

gallipoli

Starałam się, aby mimo wszystko te wakacje nie były gonitwą od punktu do punktu, bo w Puglii miejsca na -ochy i -achy jest naprawdę od groma. Od plaż, po miasta, przez jedzenie i atmosferę. Moja lista obejmuje miejskie MUST SEE, ALE! Dla mnie prawdziwą frajdą były również małe miasteczka, które mijaliśmy po drodze. Niektóre były całkowicie przypadkowe, inne polecili nam lokalsi;

Santa Catherina – miasteczko znajdujące się w gminie Nardò, położone na trasie Lecce-Gallipoli (LINIA 104). Za dnia zachwyca mały port i domy mieszkalne, ale wieczorem Santa Catherina przeistacza się w prawdziwe centrum ZEN – wtedy pojmiesz, że żadne medytacje nie są Ci do szczęścia potrzebne. Po pierwsze po raz kolejny nie spotkasz tu za wielu turystów, a po drugie jak na dłoni ukazuje styl życia i kulturę mieszkańców Salento. Żeby nie było, że namawiam tylko do spożywania bąbelków, ALE! Aby wczuć się w hedonistycznego ducha tego miejsca musisz obowiązkowo odwiedzić Beja-flor! Sprawdź, a zrozumiesz, dlaczego już nic więcej dodawać nie muszę.

Taviano – kolejna wyludniona miejscowość, oddalona od Gallipoli o około 15minut drogi własnym środkiem transportu. W tym przypadku komunikacja miejska niestety zawodzi, ale może akurat wybierasz się do Apulii samochodem? Taviano zasługuje na uwagę chociażby ze względu na to, że mam tam dla Ciebie świetną knajpę, a dwa – to bardzo kameralne i klimatyczne miejsce. Jeden plac, kościół z wieżą zegarową i włoska muzyka o północy działa cuda!

taviano

 

Melendugno – wciąż pozostajemy w okolicach Lecce i boskich plaż – Torre Sant’Andrea, Grotta della Poesia i Torre dell’Orso. W Melendugno oprócz samego sympatycznego miasteczka, gmina oferuje sagrę z ośmiornicą w roli głównej. Co roczną sagrę! Zjesz ośmiornicę pod każdą postacią, potańczysz, wypijesz dobre wino, a to wszystko za kilka euro.

 

Baw się dobrze,

 

Dominika

 

A teraz czas na Ciebie!

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like