POLKA NA EMIGRACJI

Szukanie pracy w Mediolanie – nadzieje vs. rzeczywistość

Myśli i wizje o szukaniu pracy w Mediolanie były tym, co najbardziej spędzało mi sen z powiek. Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi i będzie nieuniknione. Ba! Wręcz konieczne do realizacji, aby otworzyć sobie furtkę do niezależności. Na początku drogi, najważniejsze to znaleźć punkt zaczepienia, zwłaszcza jeżeli Twój włoski pozostawia wiele do życzenia. Ale jak było? Była jazda. Bez trzymanki.

Włosi są wyluzowani, będzie spoko! Czyli, nadzieję warto mieć.
No przecież kochana! Medio to takie wielkie, międzynarodowe miasto. Ludzie z Południa Włoch walą drzwiami i oknami, bo wszem i wobec głoszą nowinę, że tutaj pełno miejsc pracy. Italia w kryzysie, a Północ Włoch mlekiem i miodem płynie. Jesteś wykształcona, znasz języki, z włoskiego na 5 jeszcze nie zasłużyłaś, ale wszystko jest do ogarnięcia. Zresztą kto by się włoskim przejmował, jeżeli włoskie firmy kontaktują się z całym światem. Innych języków trzeba! Skończyłaś dobre studia, pracowałaś dla znanej firmy i mówią, że masz sympatyczną buzię. Zobaczą Twoją determinację i samozaparcie! A w końcu Włosi są spoko, tacy otwarci i tolerancyjni. Coś znajdziesz! Będzie git!
Pierwszy krok jest najtrudniejszy.
Jestem gotowa. Nadszedł dzień, aby nareszcie ruszyć tyłek i wyjść do tych ludzi, którzy może mnie zatrudnią. Długo się zbierałam. Samo napisanie CV w dwóch językach zajęło mi dobre dwa tygodnie, żeby to wszystko miało ręce i nogi. No właśnie, to cholerne CV. Zdjęcie jest pro, a reszta ma być zwięźle i na temat. A może dodam kopię dyplomu? Angielskie CV nawet nawet, ale to włoskie to jakiś cyborg. Albi, jesteś italiano, weź proszę zobacz, co to za kulfony. Serio? Co drugie zdanie poprawione? Z czym ja do ludzi chciałam wyjść? Żeby było weselej, teraz nic z tego nie rozumiem. Jak żyć?
Szukaj do upadłego, a potem zbieraj pierwsze plony 
 
Internet przeryty wszem i wobec, czego ja właściwie szukam? Jakaś milutka propozycja, po moim kierunku studiów? Znaleźć pracę związaną z tym, z czy walczyłam przez 5 lat, byłoby marzeniem.  Nawet nie rozumiem co jest napisane w ofercie, matko jak dobrze, że jest ta aplikacja w smartfonach do tłumaczenia. Ok, 80 sztuk CV wysłane, teraz przejdę się jeszcze po mieście. Gdzie? Wszędzie! Ludzie, pracyyy szukam!
***
Dzwoni! Nieznany numer, boziuuuuuu, zaczęło się! Dlaczego dzwonią zawsze wtedy, kiedy jadę metrem albo tramwajem, albo kiedy jestem w łazience, pod prysznicem?! Kiedy po prostu nic nie słyszę, a jak jeszcze nie rozumiem to tym bardziej?! Co ona mówi? Daję na głośnik. Kartka, długopis. Ale szybko trajlocze. O której godzinie?! Cholera muszę oddzwonić, nie zrozumiałam nazwy ulicy. To gdzie odbywa się ta rozmowa??? Prontooooo?!
***
Na mailu cisza. Boże, tu nic nie ma w tym Internecie. Ciągle te same oferty i ciągle w handlu. Już chyba wszystko znam na pamięć. Tu nic nie maaaa!
Najtrudniejsze dopiero przede mną – proces rekrutacji**
Ten młody manager (Włoch) wydaje się być sympatyczny, ale niech już się zamknie. Opowiedział mi historię całego swojego życia  (z tego co zrozumiałam) i o tym, jak został managerem. Czy ja mogę dojść w końcu do słowa? Może mnie o coś wreszcie zapyta? A może nawet lepiej, że nie muszę gadać, bo i tak nie umiem. Powiedziałam 3 zdania, może 5. A mogę chociaż po angielsku? Dziękuje Dominika, odezwę się w przyszłym tygodniu.
….
SMS. Napisał! Dominika, Twój feedback jest pozytywny, prześlę Twoje CV do siedziby firmy i możemy myśleć o kontrakcie. Serio??? To tak łatwo poszło? Tak poszło, że już nigdy więcej się nie odezwał.
***
Chyba jednak wolałam tego rozgadanego młodzieniaszka. Ona się jeszcze ani razu nie uśmiechnęła. Jest taka poważna, że aż kręci mi się w głowie. Przestaje oddychać, jak przemawiam. Pewnie ma za idiotkę, co duka zamiast mówić. Dominika, bardzo dobre referencje, ale bez dokumentu potwierdzającego pozwolenie na pobyt nie możemy nic zrobić. Że co?! Jakie pozwolenie na pobyt? Ej, MAKARONIARO! Mój piękny kraj, nazwany Polską jest w Unii Europejskiej! I Ty masz być moją przełożoną? Czy tu jest gdzieś ukryta kamera?
***
Rozmowa 2h drogi od domu. Pociąg na szczęście się nie spóźnił. Upał 40 stopni, jeszcze dwa ronda i pole do pokonania pieszo przede mną, jakieś 2km. Czy te firmy muszą być na drugim końcu świata? Ale mi się dupa spociła w tych spodniach. Maskara zrobiła misia pandę, a te piekielne sandałki wiercą mi dziurę w stopie! Jestem! Dotarłam 10 minut przed czasem. Cała się lepie, ale co mi tam. Dajcie mi tę kobitę na rozmowę. Dzwonię. Si, buongiorno, już jestem. Dominika, wiesz co ja dzisiaj nie mam czasu, jutro o tej samej porze ci pasuje? Dzisiaj jestem zajęta i w zasadzie to mam cię w tyłku i zapomniałam, że miałam z tobą rozmawiać o 14. Dobrze, przyjadę ty przeklęta italianico! Trasę już znam…niestety. Czy ktoś mnie może przytulić?
***

Zapowiada się mega rozmowa! Wielkie korpo, mój ukochany sektor kosmetyczny, no i przecież firma, dla której wielu da się pokroić. Sami wyszukali mój profil. Jestem przygotowana! Język już teraz płynie, czuję w kościach, że pójdzie dobrze! Ta moja rozmówczyni ale młoda! Jaka ładna, typowa ciemna Włoszka! Tak, to ta z tych co lubi pytać co robię w Italii, a w odpowiedzi NIE chce usłyszeć, że dzielę łożę z włoskim obywatelem. Z góry będę skreślona. Pokaż, że naprawdę głupia nie jesteś i że potrzebują cię w tym miejscu, oby tylko moja gęba jej przypasowała. Następnym razem zwiążę włosy! Ale przecież wyglądam skromnie i porządnie? Jestem naprawdę spoko i dam z siebie wszystko, wiesz? 50 minut mojego monologu, a ona pisze. Pyta, pisze. Stół aż się pali od moich odpowiedzi, zapisanych na zawsze na kartach papieru. Teraz czas na moje pytania. Kochana stop, damy znać za tydzień, a tymczasem o tym, co możemy zaproponować tobie pogadamy kiedy indziej. Czuję się naga, przesłuchana, a i tak moja gęba jej się nie spodobała.

***

CV zostawiłam dwa miesiące temu, a oni jednak dzwonią. Ekstra! Jest zainteresowanie! Dobra, nie podniecam się za bardzo. Biorę tyłek w garść i przygotowuje się najlepiej jak umiem. Rozmowa idzie dobrze, tak chyba jest feeling. Warunki umowy nie wzbudzają podejrzeń, wszystko wygląda tak jak być powinno. Pierwszy próg zaliczony, idę na drugi. Kurdę, chyba już mam tę robotę. Czuję w kościach, że jestem naprawdę blisko. Jest ona – menadżer menadżera menadżerów. Kawka, miła gadka, wymiana uśmiechów. No, tak, a o czym my to? Umowa. My w zasadzie to potrzebujemy paroba na 3 miesiące, który odwali robotę w okresie świątecznym, a potem pójdzie paszoł won. Wiesz jak jest, Święta to pracowity czas, a koszty trzeba ciąć, prawa? Nie, nie ta pierwsza propozycja umowy już jest nieaktualna.

***
Klikam maila, patrzę. Jest. Propozycja. Fajna. To chciałabym robić. Ile czasu drogi od domu? Ah 1,5h nie tak źle. Bywało gorzej. Trasy poza-miastowe mam już w małym palcu. I pot pod nosem i pachami też mi nie obcy. I to, że mają mnie tu wszyscy głęboko, i że nie szanują mojego czasu, ani tego, że czekam na obiecanego maila. OBIECANEGO. Możliwe zadane pytania znam już na pamięć. Tak, jestem w Italii nie dlatego, że pochodzę ze wsi, a w moim kraju bida. Świat i możliwości stoją otworem, więc dlaczego z tego nie skorzystać? Wiem, i tak nie zrozumiecie. Halo? Tak, tak przyjadę na rozmowę. Jestem, proszę pytać. No, Pani Dominiko, wszystko to, co robimy w firmie widzę, że miała Pani na studiach. O, jak miło, że ktoś w ogóle spojrzał na moje polskie studia. Z reguły nic was to nie obchodzi. Będę z Panią szczery, otóż my teraz mamy komplet, ale na pewno jeszcze kiedyś zobaczymy! Dzisiaj podeślę Pani materiały odnośnie firmy, tak te które już nigdy do Pani nie dotrą. Ah i jeszcze jedno! To jest nieprawdopodobne, że wy ze Wschodu tak szybko uczycie się włoskiego. Wiecie co Włosi? Walcie się wszyscy.

**fragmenty rozmów o pracę są tymi, które zaliczam do najbardziej irytujących (a samych rozmów było jeszcze trochę!). Pochodzą z okresu, kiedy nie znałam języka włoskiego i wtedy, kiedy pracę zmieniałam znając język.

 

Gdy tyłek odpowiednio stwardnieje, w końcu przychodzi czas na zwycięstwo!



Nareszcie głośno mogę krzyknąć: YEAH, VICTORY! Po miliardzie upokorzeń, rozczarowań, PRÓB, kilometrów, skanowania google maps, błędów, złego/dobrego przygotowania, bluzg, wylanego potu, krwi i czasami łez, wreszcie dzierżę ten przeklęty kawałek papieru z moim nazwiskiem, literowanym 300 razy i statusem zatrudnionej od…! Dzierżę tę kartkę A4 i uświadamiam sobie, jak warto w życiu nie bać się i iść na żywioł.

Pierwszą pracę znalazłam po 6 miesiącach mieszkania we Włoszech. Ze zmianą miejsca zatrudnienia było gorzej. Wtedy już wymagasz, chcesz innych warunków, wiesz o co biega, umiesz się bronić i rozmawiać. Szukanie pracy w Mediolanie to wielka loteria. Musisz znaleźć się w dobrym miejscu i czasie. Twoja kolej może przyjść w każdej chwili, ale najgorzej to szybko się zniechęcić. Włosi z uśmiechniętych i otwartych mieszkańców słonecznej Italii pokażą się także od strony, której nie polubisz, dlatego najlepiej wyjść z założenia, że WSZYSCY MAJĄ CIĘ TUTAJ GŁĘBOKO, a bez włoskiego ani rusz. To Ty potrzebujesz ich, a nie oni Ciebie. Jednak! Warto. Pokora, cierpliwość i konsekwencja popłaca, a potem będzie już tylko lepiej.Dominika

Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’uTo wszytstko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie, dlatego daj znać żeby wskazać mi kierunek czy jest naprawdę spoko!

Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Zapisz

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like