WŚRÓD WŁOCHÓW

Sposób na włoską teściową

Kiedy mówiłam znajomym i nowo-poznanym ludziom, że mieszkam u mojej włoskiej teściowej wszyscy kiwali głowami z niedowierzaniem i ze współczuciem klepali mnie po ramieniu. Alberto kończył swojego magistra i mieszkał jeszcze z rodzicami, nie pracował. Ja natomiast, byłam bezrobotną, nieopierzoną emigrantką, która po włosku umiała powiedzieć tyle, co nic. Przyjechałam ze swoją świnką skarbonką i dwoma walizkami, a jedyną moją opcją na lokum było właśnie schronienie pod skrzydłem moich teściów. Plan był jeden: znaleźć pracę, a później czym prędzej mieszkanie i iść na swoje. Zanim jednak podpisałam umowę miałam okazję poznać się trochę bliżej z włoską mamuśką.

Przed pojawieniem się w jej domu, postanowiłam, że najpierw odpowiednio się przygotuję i poinformuję, co i jak – przecież o włoskich matkach nie od dziś krążą demoniczne historie. Przeczytałam wszystkie możliwe fora, na których Polki wypowiadały się o swoich włoskich teściowych w taki sposób, że chciałam uciekać gdzie pieprz rośnie. Dzisiaj wiem że tak, jak Włochy tak i teściową trzeba poznać od kuchni.
Faza pierwsza: wstępna obserwacja.
Obserwując naszą relację w fazie początkowej stwierdzam (i jestem tego stwierdzenia pewna), że ona od początku nie wierzyła w to, że Albertowi i mnie się uda. Nie dlatego, że źle nam życzyła, po prostu nie była przekonana czy sobie poradzę. Przyjęła mnie pod swój dach; ugościła, udostępniła swoją kuchnię, pralkę i lodówkę, ale z przymrużeniem oka na wszystko patrzyła. No, bo co ta mała z Krainy Mrozu i Lodu, gdzie śledzia w oleju jedzą o 10 rano, bez orientacji w terenie i języka w gębie może nam tutaj pokazać? Ile u nas posiedzi? A może wróci tam skąd przybyła szybciej niż myśli?
Wcale jej się nie dziwię. Nie wiem czy sama chciałabym przyjąć obcą dziewczynę z innej kultury, co nic nie gada do swojego domu na czas bliżej nieokreślony. Czy ona znajdzie tu kiedykolwiek, jakąkolwiek robotę?Początek był sztywny i krępujący, bo nie potrafiłyśmy się skomunikować. Jedyną możliwością jaka nam pozostała była wspólna (uważna!) obserwacja. Tylko na podstawie tego, co widziałam mogłam zgadywać jaka jest. Ona, miała mnie na muszce, bo przecież musiała sprawdzić, co potrafię i z kim jej syn się zadaje. Nie zaprzeczam, że w tym wypadku brak znajomości języka był pewnego rodzaju ulgą, bo prawdziwe życie z moją włoską teściową zaczęło się wtedy, gdy nauczyłam się mówić i nareszcie rozumiałam to, co do tej pory było niejasne.

Faza druga: teściowa w akcji.

 

Zostałam zaproszona pod hasłem: ,,Czuj się jak u siebie w domu”, jednak wcale się tak nie czułam. Od kilku lat mieszkałam sama, a tu nagle bum! – cała rodzina na pokładzie i pies. Wcześniej miałam swój rytm dnia, a tutaj wszystko było inne, ,,nie po mojemu”. Na pewno i Ty masz czasem ochotę po prostu posiedzieć sama ze swoimi myślami, a tu gdziekolwiek się nie obróciłam była ona.
Lubiła grać pierwsze skrzypce, słuchać naszych rozmów i dopowiadać swoje. Odpowiadała na pytania, które nie były kierowane do niej. Dowolne czynności domowe (a najbardziej te kuchenne) były zawsze pod ścisłą kontrolą z asystą. Atmosfera między nami z dnia na dzień robiła się coraz gęstsza. Czułam się osaczona i zmęczona. Była Panią u siebie, a to ja byłam u Niej, więc musiałam dostosować się do panujących reguł w grze.

Faza trzecia: akceptacja.

Po długich miesiącach życia razem, nadszedł moment przeprowadzki, a tym samym ŻYCIA WE DWOJE. Z nowicjuszki w końcu stałam się niezależna. Poszłam do pracy, zaczęłam prowadzić swój dom, na własnych warunkach. Oddech w pierś i z górki. Przez pewien czas miałam do Niej jeszcze niechęć, zupełnie straciłam wiarę w to, że nasza relacja może być dobra, oczyszczona. Jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Moja cierpliwość i długa droga do celu, która udało mi się pokonać zostały przez Nią docenione, podsumowane dobrym słowem. Skończyły się rady i porady, stałam się godnym partnerem do rozmowy, którego warto wysłuchać. W dwóch słowach: zostałam zaakceptowana. Gdy ona przestała wątpić w moją samowystarczalność, ja też odpuściłam i spojrzałam na wszystko z innej strony.


Jaki jest mój sposób na teściową?
Mówią, że drugiego człowieka poznaje się całe życie. Z Paulą pewnie jeszcze nie raz odkryjemy ciemne i jasne strony naszych charakterów. Ja, będę zaciskać zęby, a ona wywracać oczami. Najważniejsze, aby nie żyć jak pies z kotem, bez skakania sobie do gardeł. Naszą znajomość zaczęłyśmy od końca, od wspólnego mieszkania i kuchni. Wszystko podane na tacy, bez zbędnych kurtuazyjnych spotkań od czasu do czasu. Dzięki mocnemu początkowi, miałam możliwość wysnucia pewnych wniosków i znalezienia równowagi w relacji synowa-teściowa.  
Dwie strony medalu.
Nie mam jej za złe tego, że czasami za bardzo trzymała rękę na pulsie i wścibiała nos w nasze sprawy. Życie z mamusią pod jednym dachem tak wygląda, także to z moją własną. Byłam rozgoryczona brakiem prywatności, do tego z obcą kobietą.
Dzisiaj patrzę na dwie strony medalu. Człowiek jest zaprogramowany w ten sposób, że ocena własnych poczynań przychodzi mu z trudem. Przeanalizowałam wszystko jeszcze raz, na chłodno. Doszłam do wniosku, że przez ten czas kiedy mieszkałyśmy razem też potrafiłam być wkurzająca, ograniczałam jej przestrzeń i możliwe, że wyglądałam na wiecznie niezadowoloną. Jak ona czuła się ze mną? No właśnie. Zanim osądzisz – wcześniej spójrz na siebie.Nazywaj rzeczy po imieniu.

Zwykle bywa tak, że gdy między dwoma osobami powietrze robi się ciężkie, później wydaje nam się, że każde słowo, gest, grymas na twarzy czy żart jest wymierzony przeciwko nam. Nacechowujemy wszystko w sposób negatywny. Też tak miałam. Przykład?
Przy przeprowadzce dostałam od niej w prezencie naczynia na oliwę wykonane ze szkła. Zapakowała je do kartonu, do którego wcześniej schowałam moje nowe, wiklinowe kosze (wiesz, te na różne szpargały). Gdy dojechaliśmy do mieszkania na kartonie pojawiły się tłuste plamy. Z walącym sercem rozerwałam pudło i jak się okazało, cała jego zawartość pływała w oliwie. Moja teściowa zapomniała o jednym: przed spakowaniem usunąć oliwę ze szklanej buteleczki.
Butelek już nigdy więcej nie użyłam i poczułam się ciężko urażona. Jak myślisz co wtedy myślałam? ,,Zrobiła to specjalnie”.

Mogło, a wcale nie musiało tak być, bo z perspektywy czasu przekonałam się, że zdarza się jej włożyć pizzę do piekarnika wierzchem do dołu albo gorące jeszcze ciasto do lodówki. Bywa zapominalska, niezdarna i nieuważna, tak jak i ja. W 98% przypadkach złość odbiera nam racjonalne myślenie, a szpikowanie wszystkiego negatywnymi epitetami i emocjami sprawia, że każda teściowa będzie Twoim wrogiem.

Nie zgrywaj idealnej synowej.
Gdy mieszkałyśmy razem i nie potrafiłyśmy się porozumieć postanowiłam, że pokażę się od ,,dobrej strony”, że będę miła. Zgadzałam się z nią, przejmowałam się tym czy mnie akceptuje, czy nadajemy na tej samej fali, pytałam Albiego co lubi najbardziej, chciałam ją poznać. To taka trochę ryzykowna gra. Najpierw na wszystko się zgadzasz, ale w końcu przyjdzie taki moment, że zacznie Cię to denerwować, bo nie wszystko co odpowiada jej odpowiada Tobie. Powiesz kilka razy ,,nie”, a ona pomyśli, że jesteś po prostu fałszywa. To, co można zrobić, to być sobą. Mówię to, co myślę. Nie daję sobie wejść na głowę.
Możliwe, że nie jesteś jej ,,idealną synową”, ale to wcale nie oznacza, że jest z Tobą coś nie tak. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że jeszcze żadna synowa nie zaliczyła egzaminu na 5+, teściowa też.

Bądź asertywna.

Z moją teściową mamy zupełnie dwa różne gusty. Ja, lubię minimalizm i spokojne kolory w domu, przez jej mieszkanie natomiast przeszedł tęczowy tajfun w parze z różnymi bibelotami. Ja lubię chodzić na zakupy do miasta, ona zamawia wszystko przez Internet. Moja teściowa nie cierpi słodyczy, ja wręcz przeciwnie. Za każdym razem gdy jedziemy w odwiedziny, ona czeka z różnymi podarkami, bo akurat coś znalazła w swoich szufladach bez dna i może nam się przyda. Gdy jesteś minimalistką i gumowe, przyssawki na szklanki w kształcie duszków nie są Ci potrzebne to po prostu podziękuj. Nauczyłam się jej odmawiać i wyznaczać granice. W ten sposób mam spokojną głowę, zamiast czuć irytację, że przyjęłam kolejny bubel, który przestawiam z kąta w kąt. Wciąż wracając do pkt. 2 – ona nie chce źle, po prostu macie inny gust. Nie czuję się winna, gdy mówię: ,,nie dzięki, nie potrzebujemy tego”.

 

Albo ona albo ja.
Do Włochów przypięto metkę maminsynków. Po pierwsze długo mieszkają z rodzicami, co wyjaśniłam w 10 włoskich sekretach dlaczego tak się dzieje. Po drugie, gdy już nie mieszkają, do rodziców dzwonią codziennie lub kilka razy dziennie, piszą wiadomości. Albi też tak robi, rozmawia z nią każdego dnia, a w tygodniu potrafi obdzwonić całą rodzinę. Był to dla mnie kolejny powód żeby popadać w panikę. Zastanawiałam się na ile ważniejsze jest zdanie jego matki od mojego? O czym oni tak namiętnie dyskutują? Może o mnie? Może ona chce, żeby on wrócił do domu? Znowu odbiegałam od racjonalnego myślenia i sugerowałam się stereotypami. Ten telefon wykonany w ciągu dnia, w ŻADEN sposób nie wpływa na naszą relację i życie. Chce sobie pogadać, to niech gada. Też lubię plotki z moją mamą, dzwonimy do siebie często. Zabranianie kontaktów z teściową i generalnie z rodziną to najgorszy pomysł. To ciągle działa w dwie strony. Dopóki Twoja druga połowa nie spędza więcej czasu z własną matką niż z Tobą, moim zdaniem nie ma powodu do jakichkolwiek obaw. Nie atakuje, nie prowokuje, nie śmieję się, że dzwoni do mamusi.
Istnieje ten rodzaj mężczyzn, dla których zdanie matki jest w życiu najważniejsza i musisz być świadoma, że to się nie zmieni, dlatego nie warto walczyć, zakazywać i stawiać ultimatum – tej wersji jednak Ci nie życzę.Na fora i internetowe porady o teściowych (także polskich) dziś patrzę z dystansem. Nie nazwałabym tego pomocą tylko raczej sposobem na wyrzucenie stresu i frustracji. Zamiast wyżywać się w internetach spoglądam na swoją rzeczywistość z przymrużeniem oka i dzielę wszystko przez 2. Teściowa nie musi być Twoją przyjaciółką, ale nie przypinaj jej od razu metki wroga. Zawsze znajdzie się powód żeby Wasze zdanie się różniło. Taka już uroda tej relacji.

 

Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
– w komentarzu, tu na blogu,
– udostępniając i komentując na Facebook’u
W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę.
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com
Ciao,

 

Dominika

Zapisz

You Might Also Like