POLKA NA EMIGRACJI

Czego nauczyła mnie emigracja?

Przez pierwszy rok związku na odległość z Albertem, lotnisko w Bergamo stało się miejscem regularnie przeze mnie odwiedzanym; odprawy, opóźnione odloty, przyloty, ludzie spóźnieni na samolot, panika, kolejki, zgubione bagaże, usłyszane historie z wakacji lub życia. Zawsze lubiłam obserwować podróżnych – robię to zresztą do dziś.Tym, co najbardziej przykuwało moją uwagę były inne podróżujące Polki z mężem Włochem, często także z dziećmi. Na pewno lecą odwiedzić rodzinę – myślałam.

Lipiec, lato 2014 roku. Wracam z wakacji do
Polski. Wylot z Mediolanu. Lekko rozgoryczona faktem, że po
fantastycznym urlopie muszę wrócić do rzeczywistości. Z drugiej jednak
strony podekscytowana myśląc o tym, co czeka mnie za kilka miesięcy – w mojej
głowie już od jakiegoś czasu tkwił plan przyjazdu do Mediolanu. Tamten lipcowy lot
zapadł mi bardzo dobrze w pamięć.
Przed wejściem do samolotu zauważyłam pewną kobietę; uśmiechniętą blondynkę, której towarzyszył syn i mąż Włoch. Dziwnym zbiegiem okoliczności zajęłyśmy miejsca obok siebie. Od słowa do słowa, rozwinęła się między nami bardzo luźna rozmowa – o kosmetykach, ciuchach, diecie, włosach i sztucznych cyckach. Samolot wystartował, a ja powiedziałam jej, że chce przyjechać do Włoch. Nie zastanawiając się dłużej, opowiedziała mi swoją historię o życiu na obczyźnie.
W Italii mieszkała (wtedy) 13 lat. Wcześniej studiowała w Krakowie, gdzie poznała swojego obecnego męża. Nie mając nic do stracenia po skończonych studiach bez znajomości języka i zagwarantowanej pracy, postanowiła wyjechać i spróbować swoich sił we Włoszech. Na początku było jej ciężko, ale została. Wyszła za mąż, a potem urodziła syna. Najtrudniejsza była jednak tęsknota za rodziną. We Włoskiej rzeczywistości raz miewała wzloty a raz upadki. Słuchałam jej, a w głowie kalkulowałam jak może potoczyć się mój los. Na koniec powiedziała: Początki zawsze są trudne, ale zobaczysz, że z miesiąca na miesiąc będzie Ci coraz lepiej. Popłaczesz trochę w poduchę, jednak musisz pamiętać o tym, po co to robisz.
No właśnie po co to robię? Bo nie mam nic innego do roboty? Bo dla miłości rzucę swoje dotychczasowe wygodne życie? Po części nie miałam nic innego do roboty, byłam na końcówce studiów, na życie nie narzekałam. Owszem brakowało mi Alberta, ale czy tylko? Nie. Chciałam coś przeżyć, udowodnić przed sobą, że potrafię.
Nie poznałam nawet jej imienia, po przylocie do Polski pożegnałyśmy się i życzyłyśmy wszystkiego dobrego. Dziś wiem, że takie przypadkowe spotkania to wcale nie przypadek. To wskazówka, znak, początek czegoś nowego. To był przedsmak tego co na mnie czekało, tu – w Mediolanie.
Dzisiaj jestem bogatsza o wór nowych doświadczeń, z wielkim apetytem na życie. Jestem wdzięczna tej kobiecie za jej słowa otuchy, bo utkwiły mi na tyle mocno w głowie, że w momentach słabości przypominałam sobie: ,,to tylko trudny początek”.
Po pierwsze: Początki są trudne, zatem naucz się być cierpliwym

To żelazna zasada, którą powtarzam niczym siostra zakonna pacierz. Nie ma w tym świecie zmiłuj, a manna z nieba nie leci za darmo. Moja polska niecierpliwość już nie raz we Włoszech dała mi po uszach i to nie dlatego, że Włosi (według stereotypów) nigdy się nie spieszą. Im bardziej byłam niecierpliwa, tym bardziej rosła frustracja. Zanim dojdzie się do czegokolwiek najpierw trzeba się nieźle nagimnastykować, wkurzyć wiele razy, przeklnąć świat. Nie rodzimy się z umiejętnością robienia wszystkiego perfekcyjnie, zatem także czas potrzebny na wykonanie zdania zwykle jest nieokreślony. Cierpliwość i konsekwencja jest skarbem, nad którym warto pracować. Dobra wiadomość jest taka: to złe i trudne mija prędzej czy później.

Po drugie: Rób swoje

Przed wyjazdem nasłuchałam się wielu komentarzy, rad, wskazówek, zakazów i nakazów od ludzi z mojego otoczenia. Większość znajomych nie popierała mojej decyzji, byli wręcz przeciwko. Rodzina podsumowała, że pewnie już nigdy nie wrócę, a Włosi mnie skrzywdzą. Wiecie, łatwo się gada. Rodzina chce mieć Was blisko, a pozostali, którzy silą się na komentarze po prostu sami mają pełne gacie na myśl o tym, żeby wyjść ze strefy komfortu. Ludzie z natury są leniwi. Po co pchać się w nieznane? Po co próbować, jeżeli można trwać przy tym co bezpieczne? Lepiej przykryć się kloszem i nic w życiu nie przeżyć; ponarzekać na pogodę, problemy w pracy, nudę i na to, że życie jest bez sensu, obejrzeć serial i iść spać, a życie toczy się dalej. I wiecie co? Gdybym zrobiła tak, jak mówili inni 2 lata temu, dzisiaj (wolę nawet nie myśleć) nie czułabym się bogatsza o te wszystkie doświadczenia. Wartościowe, a jak!  Nie myślcie o tym, jak straszne może być nieznane, pomyślcie jakich nowych emocji i przeżyć może Wam dostarczyć. To jak niewidzialny zastrzyk tlenu w płuca – czujesz, że żyjesz.
Dlatego właśnie róbcie swoje; testujcie, sprawdzajcie, poznawajcie, odkrywajcie. Nie macie nic do stracenia. Kierujcie się intuicją, własnym rozsądkiem i wewnętrznym głosem. Jeżeli od dłuższego czasu coś chodzi Wam po głowie, to może jest to znak, że czas zacząć działać? Bez względu na to co mówią i myślą inni. Ufajcie sobie.


Po trzecie: Otaczaj się szczerymi ludźmi
Emigracja weryfikuje znajomości, dzieli na kategorie: ,,Jak się masz?” i ,,Kiedy mogę wpaść do Mediolanu”? Do Mediolanu, ale Ciebie mam tak naprawdę w dupie i to, czy żyjesz i masz się dobrze. Opcją numer 2 przestałam się przejmować i skupiłam się na bramce numer 1. Ze starymi znajomymi kontakt z powodu odległości na pewno nie jest już taki regularny, ale warto od czasu do czasu dać im znać, że są dla Ciebie ważni i pielęgnować to, co tak długo razem budowaliście. Oprócz tych starych kumpli (pewnie jeszcze ze szkolnej ławki) pojawiają się także nowi. Lekcja weryfikacji znajomości potwierdza regułę ,,less is more” – nie liczy się ilość, ale jakość tych znajomości; co wnoszą, czy są szczere i czy wywołują spontaniczny uśmiech. Gdy czujecie, że jesteście dla kogoś ważni nie przez pryzmat interesu, to wiedzcie, że znaleźliście prawdziwy skarb.

Po czwarte: Poznaj siebie
Dziecko, które jeszcze nie mówi, a coś mu nie pasuje wyraża to po prostu rykiem. Zadaniem rodziców jest zidentyfikowanie przyczyny nagłego ataku histerii. Uff… to nie może być łatwe. A czy wy, będąc już dorośli potraficie czasem zrozumieć o co Wam chodzi? Łapie Was chandra, niechęć do świata, nagły przypływ euforii albo natłok dziwnych myśli. Na emigracji wrzucają Was do jednego gara z innymi i teraz bądź tu mądry, i radź sobie SAM. Stawianie pierwszych kroków w obcym kraju to tak, jak nauka chodzenia; od zera przez wielkie ,,Z”. No właśnie, będąc skazanym sam na siebie, uwierzcie mi, że jesteście w stanie bardziej zrozumieć co jest źródłem Waszych lęków, frustracji, co sprawia, że czujecie się pewniejsi siebie, co uszczęśliwia. Jakie są Wasze słabe i mocne strony. Odkrywacie, że wcale nie macie takiego miękkiego tyłka, że potraficie postawić na swoim, a także, że powinniście mieć do siebie większy dystans. Odkryjecie nowe pasje i ,,nadprzyrodzone” siły; talent do gotowania nowych dań, umiejętność szybkiego nawiązywania relacji, sprawność w działaniu pod presją.  To taka podróż w głąb siebie.
Po piąte: Doceniaj swoje sukcesy
Obserwujecie czasem, że dużo od siebie wymagacie, a za mało chwalicie? Emigracja jest sprawdzianem wytrzymałościowym, który wymaga od Was o wiele więcej. Przeniesienie życia z Ojczyzny na obczyznę to wcale nie taka bułka z masłem. Musicie zgodzić się na pewne zmiany, z czegoś zrezygnować, zaakceptować nowe – z początku i niewygodne. Po drodze potkniecie się tysiąc razy i doznacie wielu rozczarowań, ale najważniejsze to wstać, otrzepać się i iść dalej. Grunt, że próbujesz dalej (patrz pkt. 1). Sukcesem jest odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Sukcesem jest realizacja każdego kroku, który przybliża Was do stabilizacji. Sukcesem jest to, że po prostu sobie radzisz i za to Tobie chwała. Po pierwszej rozmowie o pracę w innym języku pomyślicie, że pewnie zrobiliście z siebie idiotę, bo słabo gadacie. Nic bardziej mylnego! To jest sukces, odważyć się i pójść. Dostrzeganie małych sukcesów buduje wielką pewność siebie, dlatego zamiast karcić się za ,,brak 100% perfekcji” warto odpuścić i potraktować życie z przymrużeniem oka. 

Po szóste: Otwórz umysł

Multikulturowość Mediolanu ma swoje dobre i złe strony. Mówiąc o otwartości umysłu biorę pod uwagę tę dobrą, złą zostawiam na inny temat. Społeczeństwo żyjące we Włoszech, zwłaszcza to pochodzące z państw Azji Wschodniej, Afryki i innych (pracujących uczciwie, płacących podatki, przebywających legalnie na terenie Włoch), uzmysłowiło mi, że powinniśmy doceniać wszystko to, co mamy. Zanim zaczniemy narzekać warto oszacować skalę problemu rzeczywistego; wkurzasz się, bo stoisz za długo w kolejce, w urzędzie, a masz jeszcze tysiąc rzeczy do załatwienia tego samego dnia? Spokojnie, inni w tym czasie martwią się o to czy uda im się zaoszczędzić na bilet, aby polecieć na drugi koniec świata i  odwiedzić rodzinę po roku czasu (albo i dłużej), której i tak co miesiąc wysyła się ciężko zarobione pieniądze na życie. Przeważnie ludzie z tej drugiej kategorii problemu są zawsze uśmiechnięci, życzliwi i pogodni. Zrobiłam taki rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że skala mojej problemowość czasem jest naprawdę głupia, zatem należy zamknąć buzię i przestać gderać.

Emigracja to lekcja, z której wyciągnęłam wnioski, wcześniej egzystujące w mojej głowie w teorii; przeczytane, usłyszane, znalezione w sieci, w postaci cytatów i mądrości życiowych innych ludzi. Kiwałam głową i mówiłam: ,,No w sumie racja” bez  przekonania w 100% o tych wartościach na własnej skórze. Emigracja nie jest sposobem na życie i gwarantem lepszej egzystencji, ale pozwala zobaczyć to, co wcześniej niewidzialne. Emigracja zabiera dużo, ale oddaje ze zdwojoną siłą. A Wy już zrobiliście rachunek Waszych wartości?

Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
– w komentarzu, tu na blogu,
– udostępniając i komentując na Facebook’u

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę 😉
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Buziaki,

Dominika

Zapisz

You Might Also Like