POLKA NA EMIGRACJI

Motywacja, której nie miałam.

Liczba Polaków przebywających na emigracji oscyluje w granicach 2,3 mln. Według danych GUS z 2015 roku (klik), Włochy znajdują się na czwartym miejscu z wynikiem 96 tys. Emigracja dla naszych rodaków jest możliwością na lepsze zarobki. Przyczyną wyjazdu na obczyznę mogą być także: rodzina, relacja z partnerem – cudzoziemcem, studia albo chęć zwykłej ucieczki i rysowania życia na nowo. Niektórzy jadą krótkoterminowo, inni zostają na zawsze lub po kilku latach rezygnują i chcą wrócić do kraju.

 

Czy kiedyś przez myśl przeszło Ci, aby wyjechać z Polski i tak po prostu spróbować? Będzie jakaś praca, jakieś mieszkanie, jacyś znajomi, jakoś ten język ogarnę, no i ogólnie jakoś to będzie.
Gdziekolwiek nie pojedziesz, Twoje życie, zależy wyłącznie od CIEBIE. Możesz mieszkać na Karaibach cieszyć się słońcem i palmami, ale wewnątrz mieć uczucie pustki i samotności. Możesz mieszkać w Norwegii, zarabiać dobrze i być skazanym na 90% roku w zimnie i chłodzie. Pewne jest jedno: COŚ musisz wybrać.
Wakacje z najbliższymi zawsze są momentem, pełnym radości, swobody i słodkiego nic-nierobienia. Na pewno nie raz myślisz, będąc na urlopie: ,,Chciałbym zostać tu na zawsze, tutaj życie musi być prostsze i piękniejsze!”.
Emigracja to nie tylko zarobki w euro, międzynarodowi znajomi, język, inna kuchnia i zwyczaje. Jak na moim przykładzie; życie w Mediolanie to także; użeranie się w urzędach, załatwianie spraw, płacenie rachunków, chodzenie do lekarza, problemy w pracy, obowiązki domowe i wieczny brak wolnego czasu. Mogłabym jeszcze sporo wymienić.
Pierwsze pół roku było dla mnie trudne. Nie miałam pracy, nie znałam języka, brakowało mi mojej rodziny. Pomimo obecności Alberta, czułam się strasznie samotna. Moim jedynym rozwiązaniem była szybka nauka języka i znalezienie pracy. To nie było dla mnie istotne czy wrócę do kelnerowania jak za czasów studenckich, czy będę roznosiła ulotki albo sprzątała. Potrzebowałam czegokolwiek!
Odpowiednia determinacja przynosi efekty, ale wymaga także poświęcenia. W takich sytuacjach przychodzi moment załamania, w którym zastanawiasz się czy to wszystko ma sens. Możesz się poddać, droga wolna, w każdej chwili możesz wrócić do Polski. Drugą opcją jest kontynuacja Twojej walki. Nagrodą będzie coś, czego już nikt Ci nie odbierze; świadomość, że to ,,niemożliwe” staje się możliwe w każdym aspekcie Twojego życia. Możesz dosłownie WSZYSTKO! Zanim jednak dojrzejesz do tej myśli, na drodze napotkasz i będziesz napotykać wiele przeszkód.
Pamiętam te chwilę bardzo dobrze, w których czułam się obrażona na cały świat, że jest mur, że nie mogę go przeskoczyć, że ciągle coś jest pod górkę, że nie mogę czegoś załatwić i ciągle muszę czekać na lepszy moment. Miewam lepsze i gorsze momenty, jak każdy z nas. Zamiast wkurzać się i chować pod łóżkiem – bo tam najbezpieczniej, znalazłam inny sposób na moje wyładowanie, który nie działa w sposób destruktywny, a wręcz przeciwnie dodaje mi SKRZYDEŁ!


Zaczęłam uprawiać sport, tym razem na serio z właściwym podejściem
Mieszkając w Polsce, moja aktywność fizyczna sprowadzała się do wychodzenia z koleżankami ze studiów do różnych barów i lokali; pogadać, potańczyć, wypić i zapalić. W mojej szafie królowały obcasy i imprezowe wdzianka. Zajęć sportowych unikałam jak ognia. Paliłam nałogowo, zatem o kondycji fizycznej nie było mowy.
Pewnego dnia postanowiłam coś zmienić. Kupię karnet na siłownie i zacznę regularnie ćwiczyć, teraz tak modnie; wszyscy są fit, no i to zdrowo dla ducha i ciała – pomyślałam. Na zajęcia chodziłam 2-3 razy w tygodniu przez pierwsze 2 miesiące, potem coraz rzadziej. Nie widziałam efektów, zatem zaczęłam odpuszczać. Nigdy nie miałam nadwagi, byłam normalna – szczupła. Próbowałam wszystkiego; basen, spinning, bieganie, fitness. Zawsze kończyło się tym samym; nie ma efektów, nie ma chęci – miałam niewłaściwe podejście. Sport był dla mnie przykrym obowiązkiem, zmuszałam się do ćwiczeń. Bolały mnie mięśnie i kręgosłup. Myślałam, że jeśli zrobię trening 4 razy w tygodniu to za 3 miesiące osiągnę pożądany efekt. Oprócz ćwiczeń zaczęłam kombinować z jedzeniem; jadłam małowartościowe posiłki albo za mało posiłków w ciągu dnia. Czasem dochodziłam do wniosku, że jeśli wczoraj zjadłam mało, to dzisiaj zjem wszystko to, na co mam ochotę. Nie miałam pojęcia jaka jest prawdziwa idea sportu. Uważałam, że ,,odbębnione” znaczy progres w kierunku ładnej sylwetki. Na rok przed wyjazdem do Mediolanu stałam się bardziej zmotywowana, ćwiczyłam w miarę regularnie, odżywiałam się lepiej, ba! poszłam nawet do dietetyka. Chciałam przygotować się do wyjazdu pod każdym kątem, lecz ciągle sport nie dawał mi pełnej satysfakcji.
Pierwszy rok w Mediolanie był dla mnie intensywny. Zanim dostałam pracę odkryłam, że zajęcia sportowe pomagają mi odreagować stres, roztargnienie i niekiedy gniew. Potem podpisałam umowę. Pracowałam dużo, mało spałam, bywałam zestresowana. Moja praca (dla włoskiej marki kosmetyków Kiko) wykańczała mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Przez pierwsze pół roku mieszkałam pod Mediolanem, zatem na dojazdy do pracy traciłam około 4 godzin dziennie. Wyglądałam kiepsko i bardzo wtedy schudłam. Nie chciałam żyć tylko pracą, więc kiedy mogłam trenowałam; w domu, chodziłam na zajęcia do pobliskiej siłowni, biegałam. Po pół roku dojazdowej męki, znaleźliśmy z Albertem mieszkanie w centrum Mediolanu. Od tamtego momentu poczułam wielką ulgę i w końcu znalazłam więcej czasu dla siebie. Moja wychudła i mizerna fizjonomia odzyskała wreszcie równowagę, skóra z blado-szarej nabrała koloru, wróciłam do lepszej wagi. Psychicznie czułam się lepiej.
W Mediolanie wykupiłam roczny karnet na siłownie. W tamtym momencie wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Zrozumiałam, że tydzień bez treningu to tydzień stracony. Przestałam myśleć o wadze, o tym czy widać już jakiś mięsień po prostu, sport sam w sobie zaczął dawać mi ogromną satysfakcję. Po treningu czułam się spełniona i szczęśliwa. Poprzednio ból towarzyszący przy ćwiczeniach był nie do zniesienia, w tej chwili traktuje to jako moment do przetrzymania, tak jak i ten, który musiałam znieść przez pierwsze pół roku mojego życia w Mediolanie, w niepewności, samotności, pełen obaw i poświęceń.
Tyłek twardnieje, nogi są smuklejsze, a ciało jędrne. Uprawianie sportu to nie tylko zmiany fizyczne ciała, to także odmiana mentalna. Czujesz, jak z każdym nowym wynikiem stajesz się bardziej odporny i pewny siebie. Najważniejsze to NIE PODDAWAĆ SIĘ!
A co z moim nałogowym paleniem? Na początku, po każdym treningu przychodziła mi ochota na papierosa. Po powrocie do domu, stawałam w oknie i nie mogłam się doczekać na kolejny zastrzyk nikotyny w płuca. Na przestrzeni tych 7 lat z papierosem w ręku, twierdziłam, że pewnie kiedyś rzucę. Jak w przyszłości zajdę w ciąże, będzie motywacja, ale kurde tak to lubię…A może nie rzucę? – to były moje przemyślenia. W momencie kiedy, aktywność fizyczna zagościła na dobre w moim tygodniowym grafiku, papierosy przestały mi smakować. Ja chciałam więcej ćwiczyć, ale nie pozwalały mi na to płuca. Papieros po treningu skutkował zawrotami głowy, stawałam się senna. Dym, który do tej pory mi nie przeszkadzał zaczął śmierdzieć. Paliłam coraz mniej, z połowy paczki na dzień pozostałam przy dwóch papierosach na dzień. W marcu tego roku powiedziałam DOŚĆ. Chcę być zdrowa, nie chcę śmierdzieć, wydawać pieniędzy na nałóg, który tak naprawdę nie ma sensu. W niczym mi nie pomaga.
W październiku minęło 8 miesięcy odkąd rzuciłam palenie. 7 lat mojej nikotynowej praktyki poszło w niepamięć i tego się trzymam. Wszystkie te mity o tyciu i inne duperele – nie bierz ich na serio jeżeli Ty też jesteś palaczem. To nie prawda. Za 95% Twojego samopoczucia, obaw, lęków i chęci odpowiada Twoja GŁOWA. Sam jesteś sobie panem, więc tylko od Ciebie zależy czy naprawdę chcesz zrealizować swój cel. Nieważne ile to potrwa. Sama doszłam do tych wniosków tu, na obczyźnie, z czego jestem cholernie zadowolona.
9 października wzięłam udział w maratonie na 10km. Było nas około 30 tysięcy, wszyscy ubrani jednakowo – w niebieskie koszulki. Miejscem, z którego startowaliśmy był oczywiście plac pod katedrą Duomo. Emocje, uśmiechy, zmęczenie i pot. Dałam radę. Bez postoju, kubka wody, biegłam jak szalona.
Zanim zdecydowałam się na udział w maratonie, wcześniej praktykowałam bieganie, częściej bądź mniej, nie był to w każdym razie mój faworyt wśród aktywności fizycznych. Na dwa miesiące przed wydarzeniem, zmotywowaliśmy się z Albertem na tyle, aby biegać średnio od 2-3 razy w tygodniu. Zaczęliśmy od półgodzinnego biegu i co tydzień wydłużaliśmy czas o 5 lub 10 minut. Przysięgam, że chciałam wypluć płuca. Czułam, że te obrzydliwe fajki teraz zaczynają się odzywać. Co mogłam zrobić? Przetrzymać. Z każdym kolejnym treningiem było coraz lepiej, czułam jak poprawia się moja wydolność, oddech. Same przygotowania sprawiały mi wielką radość. Po pierwsze dążyliśmy do celu razem, po drugiej, że chciałam coraz więcej.Widok ludzi na ławce z papierosem przyprawiał mnie o uśmiech na twarzy, myślałam wtedy: Za nic w świecie nie zamieniłabym się teraz z nimi, cieszę się, że jestem po tej drugiej stronie. Biegnę, pocę się, bolą mnie uda i łydki, ale za chwilę przyjdzie ulga i nieopisana satysfakcja, osiągnęłam to wszystko sama! Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że przebiegnę 10km w 55 minut, uznałabym to za absurdalne i niemożliwe. Maraton był wyzwaniem, celem do osiągnięcia, nie poprzestałam, biegam dalej.Jeżeli Ty też pragniesz zmienić coś w swoim życiu, zastanów się jakich potrzebujesz do tego narzędzi. Nie wywieraj na sobie presji, droga do celu to zawsze wysiłek, ale wiedz, że robisz to dla siebie. Zadaj sobie pytanie: co chcesz osiągnąć? Jakie są tego korzyści? Czy sprawia mi to przyjemność? Czy robię to z satysfakcji czy z przymusu? A potem wstań i to rób. I ciesz się tym. Życie ma gorzki, ale też słodki smak. Pamiętaj, że w każdym z nas drzemią ukryte siły. Potrzebujemy tylko bodźców, aby je obudzić i uwierzyć, że potrafimy naprawdę wiele. Nie musisz szukać na siłę, na każdego przychodzi moment. Ja mój bodziec do działania znalazłam, nazywa się Mediolan.

Ciao,

Dominika

A teraz czas na Ciebie!

 

To wszystko, co czytasz jest dla Ciebie i z myślą o Tobie!  Spodobało się? Zostaw po sobie ślad:

– w komentarzu, tu na blogu,

– udostępniając i komentując na Facebook’u

Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Zapisz

You Might Also Like