PODRÓŻE MAŁE I DUŻE

Arvier w Dolinie Aosty, czyli jak spędzić fajny weekend?

Tegoroczna jesień w Mediolanie rozpoczęła się dla wszystkich łaskawie. Londyńską ulewę zastąpiły ciepłe promienie słońca i chłodniejsze wieczory. Po upalnym lecie, nastał moment wytchnienia i dostępu do jakiejkolwiek cyrkulacji powietrza (o świeżym powietrzu nie wspominając, gdyż w tak dużym mieście jest to po prostu niemożliwe).

Oprócz atrakcji, które na co dzień gwarantuje Milano przychodzi taki moment, w którym masz ochotę wybrać się na łono natury, z dala od gwaru, zgiełku i mieszczuchowatego trybu życia.
Życie na Północy Włoch jest gratką dla miłośników gór. Chcąc umilić sobie ostatnie dni wakacji, wybraliśmy się z Albertem do malutkiej (ok. 800 mieszkańców) miejscowości Arvier, położenej w Dolinie Aosty.
Wypad był dość spontaniczny; nocleg zarezerwowaliśmy na dzień przed przyjazdem w hotelu Beau Sejour (klik), który polecam na weekendowy pobyt; czysto, schludnie, kameralnie. Za dobę hotelową ze śniadaniem zapłaciliśmy 70euro/2os. Trasa z Mediolanu do Arvier samochodem zajęła nam około 2,5h. Wybraliśmy wieczorną porę z wiadomych powodów – brak korków.
Arvier jest bardzo urokliwą miejscowością… powiedziałabym, spokojną albo raczej odludną? Całe miasteczko składa się z jednej ulicy, ronda, dwóch sklepów, a nad domami mieszkalnymi przeważają hotele. Oferta gastronomiczna (poza opcją hotelową) sprowadza się do czterech restauracji, z czego jedną z nich jest licząca kilkanaście lat PizzaGrill Arvier (klik). Właścicielami jest przesympatyczne małżeństwo, około 60-siątki; on kręci pizze, ona trzyma rękę na kasie. W menu (klik) pojawia się pizza bianca – bez dodatku sosu pomidorowego. Tanio, szybko, smacznie, domowo. Cena? 20euro/2os. i ledwo wstaniesz od stołu.
Po prawie 3-godzinnej trasie, pizza w górskim klimacie: lardo (włoska słonina) i stracchino (rodzaj białego, topionego sera) przynajmniej dla mnie była mega frajdą. Za każdym razem, jedząc nowy składnik z makaroniarskiego menu, zastanawiam się: jak oni to robią?
Co można robić w okolicach Arvier? Naszym głównym celem był park linowy – Parco Avventura Montblanc (klik). Od Arvier do parku linowego to około 30 minut samochodem (klik). Największą przyjemnością tej podróży jest towarzyszący widok Mont Blanc, świeże powietrze i otaczająca natura.

MontBlanc
Domostwa w Arvier

Całodniowy pobyt w Parco Avventura MontBlanc to 50 euro/2os. (dorosłe). Do dyspozycji jest siedem szlaków oznaczonych różnymi kolorami, na różnych poziomach trudności i wysokościach. Najtrudniejszy szlak sięga około 18 metrów wysokości, jest męczący i wydaje się być nieskończenie długi; zwłaszcza dla osób takich jak ja, która ma pełne gacie, na widok przepaści, tarasów widokowych położonych na skarpach bądź innych wysokich tematach. Był to całkiem niezły sprawdzian pokonywania lęków i  swoich granic.
Parco Avventura MontBlanc nie zaniedbuje oczywiście prawdziwych ,,extreme”, lubiących wyzwania i zastrzyk adrenaliny. Za dodatkowe 18 euro można skorzystać z tzw. Carrucola Orrido; długość 130m, wysokość 188m (!). Przeprawa nad przepaścią pomiędzy górami odbywa się w towarzystwie instruktora. Najpierw trzeba się przedostać z jednej strony na drugą, ale żeby było ciekawiej, potem musisz wrócić stamtąd w ten sam sposób!!  A jak to wygląda w praktyce? Przekonaj się, oglądając film:

 

Osoby o słabszych nerwach, mogą pozostać na tarasie widokowym, z którego przepięknie widać miasteczko Courmayeur. Oprócz szaleństwa na linach i wysoko zawieszonych mostach, można zrobić przerwę na kawę bądź obiad w restauracji mieszczącej się na terenie parku. Nie mieliśmy okazji przetestować menu, bo wybraliśmy opcje zakupów lokalnych produktów w jednym z supermarketów. Dzień na łownie natury, zapach żywicy, trochę kurzu i górskie powietrze przenosi Cię w inny wymiar – totalnie zapominasz o tym, że mieszkasz w zatłoczonym i dusznym mieście.

Widok z tarasu na Courmayeur
Parco Avventura MontBlanc 15m wysokości
Punkt widokowy Parco Avventura MontBlanc

Żegnając Parco Avventura, zboczyliśmy z trasy wiodącej w kierunku Mediolanu po to, aby jeszcze przez chwilę cieszyć się swobodą weekendu. Dotarliśmy do Val ferret, gdzie znajduje się punkt połowu troci (klik), otwarty tylko 3 miesiące w roku(!). Proste, idziesz do panów hodowców, mówisz, że chcesz ,,pescare una trota”, w zamian otrzymujesz wędkę i robaka. Połów zajmuje dosłownie chwilę. Nie jestem fanem patrzenia na to, co następuje dalej po wyłowieniu ryby, ale gwarantuje, że odbywało się to w sposób humanitarny. Hodowcy polecili nam zjeść rybę następnego dnia. Cena za dwie duże rybki to około 16 euro.

Hodowla Troci
Punkt odłowu troci

Wypatroszoną uprzednio rybę, nafaszerowaną ziołami i czosnkiem wrzuciliśmy do piekarnika razem z ziemniakami z rozmarynem. Było pysznieeeeeeeee!

Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
– w komentarzu, tu na blogu,
– udostępniając i komentując na Facebook’u

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę 😉
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Buziaki,

Dominika

Zapisz

You Might Also Like