POLKA NA EMIGRACJI

Ciao! Sono Francesca!

Rok 2015 był dla mnie pełen niespodzianek, nowych doświadczeń i przede wszystkim próbą walki z własnymi słabościami i obawami.
Pierwszym osiągnięciem jest na pewno nauka języka włoskiego na poziomie komunikatywnym, średnio zaawansowanym. Drugim z kolei, możliwość podjęcia pracy i poznania nowych ludzi.
W dzisiejszym poście, chciałabym pomówić o tym drugim – zawieraniu znajomości z ludźmi, których na początku mojej przygody bałam się jak ognia. W konsekwencji z tego całego bałaganu zrodziły się relacje, które będę wspominać do końca życia.

Chcąc nie chcąc, opuszczając kraj ojczysty do walizki pakujesz rzeczy pierwszej potrzeby. To tak, jakby jechać na trochę dłuższe wakacje bez terminu powrotnego i znajomych.
Wyjeżdżając z Polski jedyne o czym myślałam to, to że chcę odpocząć od codziennej rutyny i zmienić otoczenie, odkryć coś nowego.
Mój pierwszy miesiąc w Mediolanie był, jak każdy mógłby się spodziewać: ,,WOOOOW!!”. Nowe miejsca, ludzie, spotkania, jedzenie, pizza co drugi dzień i dużo wolnego czasu.
Wszystkie te przyjemności miały jednak ograniczenie przez język, mój polski tryb życia i odżywiania. Po kilku miesiącach słodkiego nic-nie-robienia poza lekcjami włoskiego 3 razy w tygodniu, zaczęłam się nudzić i dostawać na głowę. Jedyne co mogłam zrobić, to poszukać sobie pracy i… kumpeli do plotkowania, której okrutnie zaczęło mi brakować. Tak, po babsku iść na zakupy, ponarzekać, wypić kawę i pogadać o głupotach.
Zawieranie znajomości w Mediolanie wcale nie było dla mnie taką łatwą sprawą. Po pierwsze, nie jest łatwym prowadzić rozmowę z ograniczonym słownikiem, a po drugie do Włochów i ich nacjonalistycznego ego trzeba się przyzwyczaić. Chodzi o to, że Włosi z reguły wychodzą z założenia, że ich kultura i naród należą do najciekawszych, zatem co mogłaby zaoferować taka mała Polska, Rumunia czy Mołdawia, których położenie nie wydaje się być interesujące, ba! Kiedyś zapytano mnie gdzie leży Polska. Na początku irytował mnie fakt, że za każdym razem muszę wykazywać się wiedzą na temat geograficznych sąsiadów i lokalizacji mojego kraju, ale później doszłam do wniosku, że to Włosi powinni czuć się zawstydzeni brakiem wiedzy elementarnej. Mój początek w pracy nie był łatwy. Rozumiałam ledwie połowę z tego o czym mówią moi koledzy z team’u i nie nadążałam z odpowiadaniem. Co więcej, wejście w środowisko młodych ludzi, którzy tak jak i ja używają slangu, było nie lada wyzwaniem. W rzeczywistości jestem gadułą, jednak w tym wypadku postanowiłam się zamknąć i obserwować, czułam się onieśmielona i chciałam skupić się na pracy.
Po tygodniach przepracowanych w stresie, niepewności i borykania się z brakiem zrozumienia ludzi, który nie mieli pojęcia skąd pochodzę, jakie jest moje wyznanie, co lubię robić w wolnym czasie, jakie są moje zainteresowania i, że mam trochę oliwy we łbie, odbijało się na moim samopoczuciu. Miałam wtedy ogromną chęć, aby wrócić do Polski, chociaż na kilka dni. Niestety byłam zobowiązana umową i musiałam to po prostu przetrwać.
Na mojej drodze spotykałam i będę spotykać mniej lub bardziej życzliwych ludzi. Pozostając w pozycji obserwatora, intencje ludzi, którzy mnie otaczali były dla mnie bardziej zrozumiałe niż podczas aktywnej z nimi rozmowy. Mówią, że milczenie jest złotem. Tak było i w tym wypadku bo, samo przyglądanie się czasem pozwala nam więcej zrozumieć niż permanentne gadulstwo. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że będąc z dala od kraju jesteśmy zdani na siebie, a ludzie z najbliższego otoczenia nie wiedzą kim jesteś. To jest kluczowa kwestia, aby nie popadać w paranoje. Początkowo chciałam każdemu udowodnić, że jestem osobą wykształconą, pochodzącą z normalnej rodziny. Mój kraj jest piękny, jedzenie pyszne, a w moim życiu zawodowym wiodło mi się dobrze. Później jednak, odpuściłam. W takich chwilach najważniejsza jest pewność siebie, to Ty wiesz najlepiej kim jesteś, jaka jest Twoja wartość i że na świecie są ludzie, którzy Cie kochają, tęsknią i chcą dla Ciebie dobrze. W Milano także są ci, którzy od samego początku potrafili znaleźć ze mną wspólny język i nigdy mnie nie oceniali, pozostają wyrozumiali i doceniali fakt, że uczę się trzeciego języka.
Wszystko wymaga czasu, a zwłaszcza znajomości. Tego nie da się zaplanować, zorganizować czegoś na siłę. Trzeba umieć znaleźć wspólne płaszczyzny i przede wszystkim czas w dzisiejszym, zabieganym życiu.
Kiedyś przeczytałam, że za ludźmi nie powinno się ganiać, przyjdą sami. Tak było i w tym wypadku, kiedy po kilku miesiącach zorientowałam się, że sama potrafiłam stworzyć krąg znajomych, którzy nie przychodzą wtedy, kiedy mają interes. Są to ludzie, którzy byli ze mną od początku, którzy chcieli mi pomóc i nauczyli mnie większego dystansu do siebie. Zobaczyli tą samą serdeczność, która ja zobaczyłam w nich. Ludzie, którzy uwielbiają mój zapał do języka, a niektóre moje błędy są powodem do życzliwego uśmiechu aniżeli wyśmiewania. Z niektórymi przyszło mi się pożegnać, ponieważ zdecydowali się opuścić Mediolan i szukać szczęścia gdzie indziej. Niemniej, zawsze będę nosić ich w pamięci i nie wykluczam opcji spotkania pewnego dnia.
Cieszę się, że mam okazję doświadczać takich emocji, których nie kupię za żadne pieniądze, nie polubię na Facebook’u i nie odzwierciedlę na zdjęciu.Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
– w komentarzu, tu na blogu,
– udostępniając i komentując na Facebook’u

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę 😉
Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Buziaki,

Dominika

 

Zapisz

You Might Also Like